Ewangelia
Środa, 6 stycznia 2016 (09:53)Mt 2,1-12
Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: „Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon”. Skoro usłyszał to król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: „W Betlejem judzkim, bo tak napisał prorok: ’A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela’”. Wtedy Herod przywołał potajemnie mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: „Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon”. Oni zaś, wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do ojczyzny.
Rozważanie
Za gwiazdą
Mędrcy zgubili światło w Jerozolimie. Może blask gwiazdy został stłumiony światłami miasta? A może pomyśleli, że wielki Król powinien narodzić się w stolicy państwa, Jerozolimie, w przepychu, glorii, otoczeniu służby i rzesz poddanych? Zaczęli myśleć w kategoriach widzialnego świata. To pociągnęło za sobą sekwencję wydarzeń – ich słabość natychmiast wykorzystał Herod. Zaproponował układ: ja wskażę wam drogę do Betlejem, wy zdobędziecie dla mnie informacje o Dziecięciu. Na szczęście mędrcom udało się bezpiecznie opuścić dwór satrapy. Gdy odnaleźli Jezusa, oddali Mu pokłon i ostrzeżeni we śnie, inną drogą udali się do ojczyzny.
Natychmiast tracimy z oczu Boże Światło, gdy wchodzimy w ziemskie układy, poddajemy się im, gdy zaczynamy zawierać wątpliwe moralnie pakty. Są one często okrutne, zdradliwe – herodowe, zbudowane na kłamstwie i pysze, lęku o utratę panowania. Dla niepoznaki okrywa się je mianem tolerancji, krasi sloganami o „powszechnym prawie do szczęścia” i otwartości na inność. Zły duch jest świadom, iż tylko w taki sposób może ludziom poplątać ścieżki do Pana Boga. Ma swoich rzeczników. Często wyrażających „szczerą” troskę o Kościół, prawdę, sprawiedliwość, a tak naprawdę infekujących wszystkich dokoła toksyną relatywizmu, duchem „tego świata” – fałszywym światłem, które oślepia i dezorientuje. Strzeżmy się ich.
Ks. Paweł Siedlanowski