Dziś w „Naszym Dzienniku”
Łowcy dzieci
Sobota, 2 stycznia 2016 (01:00)Usunięcie mleczaka albo kanapka z kremem czekoladowym – to powody, dla których norweski Urząd ds. Opieki nad Dziećmi, Barnevernet, rozbija rodziny
W Norwegii wychowanie potomstwa odbywa się pod ścisłym nadzorem państwa. Poza BV, które działa lokalnie, istnieje jeszcze centralny Urząd ds. Dzieci, Młodzieży i Rodzin podległy Ministerstwu ds. Dzieci, Równouprawnienia i Przystosowania Społecznego. Mają one ogromne kompetencje w stosunku do obywateli. Sami Norwedzy to akceptują i właściwie godzą się na to, że urząd może w każdej chwili uznać, że nie nadają się na rodziców. Protestują najczęściej mieszkający w Norwegii obcokrajowcy.
W Norwegii obowiązuje dogmat bezstresowego wychowania. Dzieci nie można do niczego zmuszać, niczego im narzucać, ale jednocześnie wymaga się, by rodzice nauczyli dziecko np. stałych pór snu lub nie dopuścili do kłótni rodzeństwa.
Łatwo można podpaść z powodu „złej” opieki: próchnica, niezdrowe żywienie. Jeśli matka zapyta dziecko, co chce zjeść, to znaczy, że sama nie potrafi zaplanować posiłków. Najdrobniejsze uchybienie w profilaktyce zdrowotnej i leczeniu oznacza interwencję. Fora internetowe pełne są wpisów zalęknionych rodziców. Wiedząc, co potrafi BV, boją się np. wezwania do pielęgniarki.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym