Strażnik wiary i niepodległej Polski
Wtorek, 29 grudnia 2015 (20:51)Z dr. Mariuszem Krzysztofińskim, historykiem, kierownikiem Referatu Badań Naukowych w rzeszowskim Oddziale Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Mija trzecia rocznica śmierci ks. abp. Ignacego Tokarczuka. Co sprawia, że do tej postaci mimo upływu czasu wciąż chętnie wracamy?
– Ksiądz abp Tokarczuk w mrocznych czasach komunizmu, był tym kapłanem, który potrafił mu się przeciwstawić, nazwać zło promowane i tworzone przez ten system po imieniu. Swoim zdecydowaniem, nauczaniem wpływał na kształtowanie postaw na wielu świeckich, jak również i duchownych, w tym także tych spoza ówczesnej diecezji przemyskiej. Jego głos był słyszalny w całym kraju. Jako pasterz diecezji przemyskiej i członek Rady Głównej Episkopatu Polski upominał się o nagminnie łamane w PRL prawa człowieka, wyznania, religii i Kościoła. Poprzez swoje doświadczenie życiowe, zdobytą w seminarium we Lwowie i na KUL wiedzę potrafił zrozumieć istotę komunizmu. Poprzez osobistą odwagę, poświęcenie, pracę mobilizował do oporu, budził uśpioną w ludziach odwagę pokazywał, że w komunizmie można inaczej żyć, że można w nim żyć zgodnie z Ewangelią. Jako kapłan był przykładem troski o wiernych, inicjując proces budownictwa sakralnego, niejednokrotnie podejmowanego bez zgody ówczesnych komunistycznych władz. Tym samym tworzył niezależne wobec komunistów więzi społeczne, odrzucające promowany ateizm oraz marksizm.
Szczególną rolę w tej mobilizacji ludzi odgrywały homilie głoszone przez ks. abp. Tokarczuka…
– To prawda. W swoich kazaniach ks. abp Tokarczuk piętnował zakłamanie i amoralność. Odwaga i niezłomność zjednywały mu uznanie zwykłych ludzi, borykających się z problemami życia codziennego. Niejednokrotnie przychodzili, aby wysłuchać Jego kazania, w którym w słynnych „trzech punktach” przekazywał rzeczy najbardziej istotne dla Narodu i wiernych. Arcybiskup powtarzał, że „komunizm jest bezprawiem odzianym w szaty prawa”, które jest niezgodne z Jego sumieniem i tym samym go nie obowiązuje. Ks. abp Tokarczuk był także kapłanem głęboko zatroskanym o zbawienie dusz powierzonych mu wiernych. Prezentując swój program duszpasterski, niejednokrotnie powtarzał zgromadzonym kapłanom maksymę: „Salus animarum suprema lex esto” – zbawienie dusz najwyższym prawem. Arcybiskup Tokarczuk bardzo dobrze poznał też swoją diecezję, przemierzając ją wzdłuż i wszerz i pozostając w pamięci wielu osób. Obok kard. Stefana Wyszyńskiego i kard. Karola Wojtyły ks. abp Tokarczuk należał do tych hierarchów, którzy przeprowadzili Polaków przez okres komunizmu i wywarli na nich największy wpływ. Wyrazem tego są liczne wspomnienia duchownych i świeckich.
Jaki był ks. abp Tokarczuk w bezpośrednim kontakcie?
– Pomimo swojej pozycji w Episkopacie Polski, autorytetu jakim go powszechnie darzono, abp Tokarczuk był skromnym i bardzo pracowitym człowiekiem. Wiele czytał. Nie próżnował, nie potrafił spędzać czasu bezczynnie. W opublikowanym przez ks. prof. Józefa Wołczańskiego dzienniku duchowym ks. Ignacego Tokarczuka z lat 1959-1965 możemy m.in. wyczytać następujące zdanie zanotowane w związku z pracami nad rozprawą habilitacyjną (…) „skupię wszystkie moje siły na dobrym wykorzystaniu czasu, na wyrobieniu w sobie większej sumienności i pracowitości”. Ks. abp. Tokarczuka cechowała skromność. Był też bardzo wdzięczny wszystkim, którzy doceniali jego wysiłki i starania. Mierzył siebie i innych taką samą miarą. Na pewno nie był pyszny ani fałszywy. Był jednak zarówno dla siebie, jak i dla innych wymagający. Nie było to jednak wymaganie bezduszne. Nie było tak, że sam trudów unikał, innych na nie skazując. Stawiał duże wymagania kapłanom, u których miał posłuch i autorytet. Jak podkreślają jednak niektórzy kapłani diecezji przemyskiej, dialog, jeśli prowadził, to ze świeckimi. Bywało, że jego dialog z duchownymi był ograniczony. Ks. abp Tokarczuk nie przywiązywał też wagi do spraw materialnych, naśladując swoim życiem św. Franciszka. Styl jego codziennego życia był bardzo skromny. We wspomnianym dzienniku duchowym napisał też: „Co za porywająca postać – św. Franciszek z Asyżu. Jak bardzo wysoko wzniósł się w opanowaniu natury ludzkiej, aby jej nadać kształty Chrystusowe”.
Dlaczego mówiąc o ks. abp. Tokarczuku, używamy określenia niezłomny?
– Ksiądz abp Tokarczuk był niezłomny wobec komunizmu, ale możemy mówić także o jego niezłomności wewnętrznej. W przypadku tej pierwszej mamy na myśli jego stosunek do komunizmu, w którym widział zło. Z tego powodu był szykanowany, rozsiewano na Jego temat kalumnie, za którymi stały komunistyczne władze i podległa im Służba Bezpieczeństwa. Niezłomność ta wynikała z faktu, iż abp. Tokarczuka cechował radykalizm ewangeliczny, ale także i po części społeczny, samodzielność w myśleniu, realizm, umiejętność wyrażania własnego zdania i uargumentowania go niezależnie od tego, kim jest rozmówca.
Jaką rolę w życiu ks. abp. Tokarczuka odegrały Kresy i Łubianki Wyższe, skąd pochodził…?
– Arcybiskup Tokarczuk w moim przekonaniu był strażnikiem pamięci o Kresach II Rzeczypospolitej. W 1944 r. cudem uniknął śmierci z rąk OUN-UPA. W 1945 r. wyjechał ze Lwowa. Do miasta tego nigdy już nie powrócił. Lwów, Kresy pozostały jednak w jego sercu i pamięci. Z fotograficzną dokładnością, czasami mrużąc oczy, opowiadał o rodzinnych Łubiankach Wyższych. Czuło się, jakby się tam na chwilę przenosił. O Lwów pytał prawie w każdej rozmowie. Świetnie znał topografię i historię tego miasta. Wielu biskupów, księży czy sióstr zakonnych pracujących na Ukrainie dostarczało mu informacji o dziejach Kościoła katolickiego na Kresach, jak również o jego współczesnych bolączkach. Interesowały go zagadnienia związane z odradzaniem się Kościoła katolickiego, losy lwowskich parafii, sytuacja seminarium duchownego, ogólna sytuacja na Ukrainie. Czytał z wielką uwagą prasę codzienną, schematyzmy tamtejszych diecezji, a potem swoich rozmówców dopytywał o szczegóły. W 2012 r. zadowolenie abp. Tokarczuka wywołała wiadomość o odsłonięciu 20 maja na cmentarzu w Podkamieniu obelisku wraz z krzyżem poświęconego pomordowanym tam przez Ukraińców Polaków w marcu 1944 r. Nawiązywał potem w rozmowach do tego wydarzenia. Wielokrotnie mówił, żeby nie zapominać o Lwowie. Przyjmował z radością każdą publikację poświęconą Kresom. Jego zainteresowanie tą tematyką inspirowało do podejmowania badań naukowych i publikowania na temat Kresów. Moim zdaniem, będąc metropolitą przemyskim, w głębi serce pozostał na zawsze kapłanem archidiecezji lwowskiej obrządku łacińskiego.
Choć ksiądz arcybiskup żywo interesował się wydarzeniami na Kresach, to jednak – jak Pan wspomniał – nigdy nie powrócił do Lwowa czy do rodzinnych Łubianek. Dlaczego? Czy mówił o tym, a jeśli nie wprost, to jakie jest Pana spojrzenie na ten aspekt życia ks. abp. Tokarczuka?
– W końcu 1943 r. członkowie OUN-UPA zabili w Łubiankach Wyższych trzech jego kuzynów Jakuba, Karola oraz Mikołaja Tokarczuków. Na ks. Ignacego Tokarczuka, wówczas wikariusza w Złotnikach, UPA także wydała wyrok śmierci. W lutym 1942 r. abp Tokarczuk cudem uniknął śmierci, opuszczając na zawsze Złotniki. Trauma związana z przeżyciami własnymi oraz rodzinnymi, obawa przed wydanym na niego wyrokiem śmierci przez OUN-UPA, chęć zachowania we własnych wspomnieniach przedwojennego obrazu Łubianek Wyższych, Zbaraża, Złotnik czy Lwowa sprawiły, iż pomimo wielu zaproszeń na Ukrainę po 1991 r. abp Tokarczuk nie zdecydował się na odwiedzenie rodzinnych stron. Inną przyczyną, którą podawał w rozmowach prywatnych, było przekonanie, iż zbrodnie dokonane na Polakach przez OUN-UPA były przemilczane, a rodziny ich ofiar nie doczekały się szczerych przeprosin, które powinny być podstawą do prawdziwego – opartego na prawdzie – pojednania pomiędzy Polakami i Ukraińcami. Dodawał też, iż do dziś nie są znane i po katolicku pochowane ofiary OUN-UPA. Wielokrotnie wspominał: Moja obecność na Ukrainie oznaczałaby, że nic się nie stało, że o wszystkim zapomnieliśmy, że wszystko jest w porządku. Tymczasem stało się i nie zapomnieliśmy i nie jest w porządku.
Ks. abp Tokarczuk jako biskup przemyski był niemal cały czas inwigilowany, podsłuchiwany, ale chyba szczytem prześladowania przez reżim komunistyczny były oskarżenia o współpracę z gestapo. Jak przeżywał te ataki człowiek, który zawsze wiernie służył Polsce?
– Zasadniczo prawie każdy wyjazd abp. Tokarczuka był inwigilowany. Przeglądano też jego oficjalną korespondencję. Do 1975 r., czyli do momentu wykrycia w Domu Biskupim w Przemyślu działał podsłuch. Nagrywano też jego kazania. SB rozsiewała fałszywe plotki, iż jest Ukraińcem. W trakcie zaś procesu zabójców błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki w 1985 r. jeden z nich, Grzegorz Piotrowski, oskarżał biskupa Tokarczuka o współpracę z Gestapo. Wszystkie te fałszywe oskarżenia miały za zadanie poderwać autorytet ks. bp. Tokarczuka w oczach społeczeństwa. W obronie bp. Tokarczuka wystąpił Episkopat Polski, księża pochodzący z archidiecezji lwowskiej oraz liczni wierni. Osobiście pomówienia te były dla abp. Tokarczuka bardzo krzywdzące i bolesne. Starał się o tym nie mówić, ale w gronie najbliższej rodziny to poczucie krzywdy, jaką mu wyrządzono, dawało o sobie znać.
Wkrótce ma się ukazać Pana książka poświęcona ks. abp. Tokarczukowi. Wiele już o tej postaci powiedziano, napisano – o czym będzie ta książka i czy możemy spodziewać się nowego spojrzenia na tego męża stanu?
– Książka prezentować będzie i posługę duszpasterską ks. abp. Ignacego Tokarczuka – kapłana niezwykle zasłużonego dla Kościoła katolickiego, strażnika ideałów niepodległej Polski, konsekwentnie wspierającego wolnościowe dążenia Polaków w latach komunistycznej dyktatury. Będzie też uzupełnieniem wcześniejszej publikacji „Nie można zdradzić Ewangelii”. Rozmowy z abp. Ignacym Tokarczukiem, wydanej wspólnie z Uniwersytetem Papieskim Jana Pawła II w Krakowie w 2012 r. Wśród zdających relacje są osoby współpracujące z księdzem arcybiskupem dłużej, jak i takie, które stykały się z nim sporadycznie. W prezentowanej książce możemy więc ujrzeć abp. Tokarczuka z perspektywy współpracowników, biskupów, kapłanów, w tym tych podległych mu z diecezji przemyskiej, zakonników i zakonnic, opozycjonistów, wiernych diecezji oraz najbliższej rodziny. Zebrane relacje nie obrazują jednak wszystkich aspektów Jego bogatego życia.