Szykujemy aparat specjalistów
Wtorek, 29 grudnia 2015 (18:56)Z minister Beatą Kempą, szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, rozmawia Krzysztof Losz
Pani Minister, jaki jest cel zmiany ustawy o służbie cywilnej?
– W tej ustawie najważniejsze jest zbudowanie sprawnej i profesjonalnej administracji. Chodzi nam o uelastycznienie procesu podejmowania decyzji, a co za tym idzie – umożliwienie lepszego i szybszego wdrażania reform, na które umówiliśmy się z polskimi obywatelami. I do tego właśnie potrzebna jest nam bardzo sprawna i bardzo profesjonalna administracja, a pamiętajmy, że służba cywilna w Polsce to grupa 120 tys. ludzi.
Czy ich wszystkich będzie dotyczyć nowa ustawa?
– Nie, nam chodzi przede wszystkim o to, aby premier rządu, ministrowie łatwiej mogli sobie dobierać najbliższych współpracowników w warstwie kierowniczej, czyli na poziomie dyrektorów i wicedyrektorów departamentów. Obecne rozwiązania ustawowe w zakresie ich powoływania i odwoływania powodują, że dochodzi w zasadzie do obchodzenia prawa. Żeby bowiem powołać dyrektora, to najpierw trzeba awansować go na zastępcę dyrektora departamentu lub dyrektora generalnego. Potem musimy rozpisywać konkurs na stanowisko dyrektora i naszym zdaniem trzeba tę fikcję zlikwidować. Podkreślę jeszcze raz: nasz rząd chce przede wszystkim, aby jak najszybciej osoby przez nas wskazane mogły obejmować te stanowiska i razem z nami wdrażać reformy.
Obawiają się Państwo, że administracja mogłaby blokować reformy?
– Kadra kierownicza to musi być grupa ludzi, która ręka w rękę pójdzie z ministrem czy wojewodą naprawiać państwo. Ale mamy obawy, że bezwład administracyjny mógłby nam utrudniać reformy, takie niebezpieczeństwo jest bez wątpienia realne. Nie musiałoby to wynikać ze złej woli urzędników, jednak gąszcz przepisów jest tak potworny, a procedury, do których przywykła administracja, tak czasochłonne, że one mogłyby zablokować każdą reformę. Dlatego potrzebne są osoby, które mają nowe spojrzenie, które mogą te struktury urzędnicze ożywić.
Opozycja oskarża rząd, że ustawa zostanie wykorzystana do tego, aby zrobić czystki w administracji, od najniższych do najwyższych stanowisk.
– Nieprawda, nikogo nie będziemy zwalniać, nikt nie ma takich planów i urzędnicy nie muszą się obawiać zwolnień. Ci dyrektorzy, wicedyrektorzy, którzy teraz zajmują swoje stanowiska, są pracownikami mianowanymi i muszą – w razie odwołania z funkcji – mieć zapewnione inne stanowisko pracy w ramach służby cywilnej. My tych regulacji nie naruszamy, one pozostaną. I na pewno wszyscy dyrektorzy i ich zastępcy, którzy będą przez nas odwoływani, otrzymają inne propozycje pracy w administracji państwowej. Chyba że ktoś nie będzie chciał z naszym rządem współpracować, to wtedy stosunek pracy z nim zostanie rozwiązany. To jest tak samo jak w przypadku każdej innej umowy o pracę: jeśli pracownik nie zgadza się na zmianę jej warunków, to umowa jest rozwiązywana. Nasza ustawa nie jest żadnym uderzeniem w administrację, to nie jest jej demontaż. Takie oskarżenia to jedynie przejaw histerii opozycji, która nie rozumie ducha tej ustawy, jej celów. A raczej udaje, że nie rozumie.
Inny zarzut, jaki jest stawiany rządowi, to zamiar pozba- wienia stanowisk kierow- niczych osób ze służby cywilnej i wprowadzenie w ich miejsce „swoich” ludzi.
– To nieprawda. Jak już wcześniej mówiłam, tu chodzi o większą elastyczność w konstruowaniu kadry kierowniczej. Awansować chcemy wielu pracowników służby cywilnej, bo nie brakuje wśród nich znakomitych pracowników średniego szczebla. Tylko że tych awansów nie można teraz przeprowadzać szybko i sprawnie, trzeba stosować całą skomplikowaną procedurę. Ja mam takich ludzi w kancelarii premiera, chciałabym już teraz awansować ich na dyrektorów, ale to niemożliwe.
Nie ukrywam, że chcemy również dać ministrom, wojewodom możliwość „dobierania” z rynku ludzi, którzy w wielu bardzo specjalistycznych obszarach, dziedzinach są w stanie szybko nam pomóc wdrażać reformy. Ta ustawa będzie na pewno otwarciem administracji na bardzo dobrze przygotowanych, wykształconych i mających duże doświadczenie pracowników z zewnątrz. To nie jest nic złego, takie rozwiązania z powodzeniem funkcjonują w wielu rozwiniętych państwach i korzystają na tym obywatele i państwo.
Wielu Polaków rzeczywiście skarży się na skostnienie administracji, jej bezwład. Takie zarzuty padały też nieraz ze strony ministrów poprzedniego rządu. Pani Minister mówi o usprawnieniu administracji. Czyli ma to zapewnić dopływ specjalistów w postaci ludzi z zewnątrz?
– Tak, ale trzeba stosować nie tylko takie narzędzie. Skostnienie nie służy samej służbie cywilnej, a jest ono powodowane choćby przez zablokowanie możliwości awansu. Ten problem dostrzegaliśmy już w latach 2005-2007 i dlatego wtedy rząd Prawa i Sprawiedliwości podjął decyzję o ustanowieniu wysokich limitów dla pracowników służby cywilnej starających się o mianowanie. Taki awans mogło rocznie uzyskiwać 1400 osób. Te limity były jednak potem dławione, a przez to, że mniej osób mogło zdobyć stopień urzędnika mianowanego, to mniejsza była też możliwość awansu wewnątrz administracji i wiele zdolnych, kompetentnych, wykształconych osób rezygnowało z tej pracy. Ci, którzy zostali, a nie widzieli możliwości awansu, stracili motywację do podnoszenia swoich kwalifikacji, profesjonalizowania się. My natomiast chcemy właśnie takim pracownikom odblokować możliwości awansu na stanowiska kierownicze.