Polska nie może zapominać o rodakach żyjących na Ukrainie
Piątek, 25 grudnia 2015 (21:16)Z ks. dr. Michałem Bajcarem, proboszczem parafii rzymskokatolickiej pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Gródku Jagiellońskim na Ukrainie, sędzią Sądu Metropolitalnego Archidiecezji Lwowskiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Przeżywamy Boże Narodzenie. Jak spędzi Ksiądz ten świąteczny czas?
– Święta Bożego Narodzenia będę spędzał razem z siostrami pallotynkami na parafii w Gródku Jagiellońskim, wśród swoich parafian. Najpierw trzeba przygotować ludzi, zachęcić, wyspowiadać, rozmodlić, żeby godnie z Panem Bogiem przeżyć te święta. Trzeba też przygotować kościół do Liturgii, jego wystrój świąteczny i samą Liturgię. Kiedy wszystko to jest gotowe, wówczas można przekonać Pana Jezusa do tego, że naprawdę na Niego czekamy i to On jest najważniejszy w te święta i Jego przesłanie miłości.
Czym na Ukrainie różnią się święta wiernych, którzy zachowują tradycję łacińską, od tych, które przeżywamy w Polsce?
– Święta różnią się przede wszystkim samą atmosferą. W Polsce świętuje cały kraj, wszyscy ludzie, wszędzie czuje się tę podniosłą atmosferę. Widać to po udekorowanych miastach i wioskach, przystrojonych kościołach i domostwach. Tymczasem na Ukrainie święta odczuwa się tak naprawdę tylko w świątyniach i w domach wiernych związanych z Kościołem i łacińską kulturą oraz tradycją. Polacy – wierni swoją polskość i katolickość zakorzeniają w Bogu i w kontaktach z Ojczyzną i cywilizacją zachodnio-łacińską. Żyją tu i teraz, ale tak naprawdę nie mają wiele wspólnego z lokalną tradycją poza tym, co konieczne.
Czy w sytuacji, kiedy wszyscy dookoła (grekokatolicy czy prawosławi) chodzą w tych dniach do pracy, kiedy z boku toczy się świeckie życie, gdzie jest presja środowiska ukraińskiego, czy w tym klimacie łatwo zachować atmosferę świąt?
– Kiedy się żyje na co dzień wśród społeczności, która wyznaje inną religię, kulturę, zwyczaje, a czasami i wartości, jest o wiele trudniej zachować swoją tożsamość. Ale my, Polacy, nauczyliśmy się tego jeszcze za czasów sowieckich. Wszyscy mamy świadomość, że najważniejszym ogniwem, które spaja, fundamentem, z którego człowiek wyrasta, dojrzewa i na którym buduje, jest rodzina. Rodzinom zawsze pomaga wspólnota kościelna. To w tej wspólnocie człowiek się umacnia, kultywuje swoją tradycję i zachowuje zwyczaje, a także trwa i ma poczucie łączności z Kościołem Powszechnym. Kościół dawał i dzisiaj także daje ludziom poczucie bezpieczeństwa mimo wielokulturowości. Trzeba bowiem pamiętać, że tu, na Ukrainie, ta tradycja kościelna, łacińska, nie ma takiej ciągłości jak w Polsce. Ludzie starsi powoli odchodzą, wykruszają się, wielu młodych wyjeżdża, a pokolenie postsowieckie i następne jest niestety słabo katechizowane i poza wyjątkami dość płytkie religijnie. Religia w ukraińskiej rzeczywistości stała się dodatkiem w walce o byt i przetrwanie. Czasy euforii religijnej po rozpadzie Związku Sowieckiego się skończyły. Duże bezrobocie, niskie pensje i emerytury, wszechobecna korupcja na wszystkich szczeblach władzy i życia społecznego, a nawet religijnego, doprowadziły do upadku moralnego indywidualnego człowieka, a przez to i społeczeństwa. Większość środowisk nie rozwija się duchowo, a zasady moralne, które głosi Kościół, tylko przeszkadzają. Ludzie są zastraszeni, niedoinformowani i pozostawieni sami sobie. Tak więc Ukraina to dwa światy: świat władzy i biznesu i rzeczywistość zwykłego człowieka, który stara się o przetrwanie. To są realia Ukrainy, w jakich żyją prości ludzie. Dzisiaj, aby świętować na Ukrainie, czasami potrzeba stoczyć walkę z niezrozumieniem i brakiem tolerancji w pracy, w szkole, na uczelni. Ukraińskich władz w zachodniej części tego kraju w tym roku, w odróżnieniu od Białorusi czy chociażby Zakarpacia, nie było nawet stać, aby 25 grudnia – Boże Narodzenie zrobić dniem wolnym od pracy. Polacy, wierni Kościoła rzymskokatolickiego, muszą z wielką determinacją przekonywać w środowisku ukraińskim, że mają święta. Na lwowskich uczelniach studenci mają w tym czasie egzaminy, dzieci w szkole testy i nie można tego przenieść. Dziwne to rzeczy, ale świadczą o dążeniach społeczeństwa ukraińskiego i sposobie traktowania Polaków, którzy żyją obok nich.
Pracuje Ksiądz także w Komarnie. Czy i na ile na przestrzeni lat zmieniły się relacje i traktowanie Polaków, katolików przez Ukraińców?
– W Komarnie służę wiernym już od 15 lat. Dla Polaków w tej miejscowości jest ważne, aby z nimi być, modlić się i cierpieć tę widoczną niesprawiedliwość i zatwardziałość ze strony niektórych Ukraińców. Sytuacja niestety się nie zmieniła. Ludzie prości żyją sobie w zgodzie, Polacy i Ukraińcy, przeżywają te same trudności codzienne. Jednak istnieje pewna grupa ludzi, którzy uzurpują sobie prawo decydować o kościele w Komarnie, a takim zachowaniem blokują dobro, czyli nie czynią sprawiedliwości Bożej w społeczeństwie. Władza, zarówno cerkiewna, jak i świecka, w tym względzie w zasadzie nie różni się od siebie, co do relacji wobec Polaków i poza dobrymi chęciami niewiele robią, aby poprawić wzajemne relacje z katolikami. Pozostaje tylko ufać Bogu, który rozwiąże kiedyś tę sytuację zwrotu świątyni naszej, łacińskiej, wspólnocie. Przykre i niepojęte pozostaje tylko to, na jak długo jeszcze wystarczy złym ludziom sił, by czynić się „gospodarzami” tej Bożej własności. I dlatego moja misja kapłańska polega na tym, aby z wiernymi modlić się i cierpieć, żeby dobrzy ludzie w Komarnie żyli w zgodzie i Bóg im błogosławił, a zło nie stało się normą i nie zarażało nienawiścią żyjących w oczekiwaniu Polaków i Ukraińców.
Powróćmy z Komarna do Gródka Jagiellońskiego i świątyni, w której jest Ksiądz proboszczem, świątyni, która ma swoją historię. Z uwagi na swoje położenie tuż przy trasie do Lwowa stanowi ona pewnego rodzaju wizytówkę, zresztą coraz piękniejszą. Cały czas prowadzi też Ksiądz remonty. Co zostało już zrobione i jakie są dalsze plany?
– Kościół w Gródku Jagiellońskim ma długą i piękną historię. Parafia istnieje od 1372 r. Gródek w lutym 1387 r. odwiedziła królowa św. Jadwiga. Po ślubie z Jadwigą Władysław Jagiełło jako król polski, książę litewski i dziedzic ruski w październiku 1387 r. przybył do Gródka. Ponieważ w Gródku bywał aż 13 razy, wobec tego nadał miastu prawo magdeburskie i nakazał zbudować nowy zamek i murowany kościół farny. Z tego czasu, czyli z 1419 r., pochodzi najstarsza część kościoła parafialnego. Król Władysław Jagiełło umarł w Gródku 31 maja 1434 r. Ciało monarchy złożone zostało w Krakowie na Wawelu, a jego serce zgodnie z testamentem złożono w kościele przyzamkowym Ojców Franciszkanów. Do dzisiaj przetrwał kościół parafialny pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i kościół przyzamkowy, w którym jest obecnie cerkiew greckokatolicka. Kościół parafialny został zamknięty w 1946 r. przez władze komunistyczne i odzyskany ponownie już po rozpadzie Związku Sowieckiego w 1990 r. Od tego czasu w miarę możliwości parafian i dzięki szczodrobliwości ofiarodawców i dobrodziejów prowadzone są prace remontowo-renowacyjne. W tym roku udało się nam odrestaurować fronton kościoła, część dachu i górną część murów. Wymieniliśmy również zniszczoną blachę, a także pomalowaliśmy niektóre fragmenty ścian. Ponadto we wnękach bocznej kaplicy umieściliśmy dwa obrazy w formie mozaiki. U góry jest scena ukrzyżowania Pana Jezusa, zaś na dole obraz św. Jadwigi i Władysława Jagiełły, którzy się przyczynili do rozwoju i budowy miasta, a w szczególności kościoła. Remonty jeszcze nie są zakończone, ale z Bożą i ludzką pomocą mamy nadzieję je kontynuować i doprowadzić do szczęśliwego finału. Tym bardziej że nasza świątynia jest pięknym zabytkiem i historyczną pamiątką polskości, a do tego jeszcze gromadzi na modlitwie Polaków, wiernych wspólnoty łacińskiej w Gródku Jagiellońskim, a także inne narodowości, które do niej należą.
Jak możemy wesprzeć odnawianie tej polskiej świątyni?
– Te nasze remonty w kościele byłyby niemożliwe bez pomocy Polaków i innych organizacji kościelnych, takich jak Pomoc Kościołowi w Potrzebie. W miarę dobrej woli Polacy nadal mogą wesprzeć remonty groszem, modlitwą czy dobrą radą. A kiedy tu przyjadą, będą się czuli dobrze, kiedy usłyszą język polski w Liturgii. Myślę, że będą szczęśliwi, że mimo trudności i wielu przeszkód kościół w Gródku jest miejscem, gdzie szanuje się pamięć historyczną, służy się tym Polakom, którzy tu pozostali. Wspólnie staramy się w tej nowej, wcale niełatwej rzeczywistości podtrzymywać tradycję łacińską i kulturę zachodnią.
Niedawno na Ukrainie gościł prezydent Andrzej Duda. Czy, patrząc na działania Ukrainy chociażby w kwestii polityki historycznej, Polska powinna się angażować bezkrytycznie w sprawy tego kraju?
– Tu potrzebna jest mądra, wyważona polityka, a nie bezkrytyczne zaangażowanie w sprawy Ukrainy. O dobrej woli strony ukraińskiej, a właściwie o jej braku, mówią konkrety i czyny. Polska nie może być skarbonką z pieniędzmi dla Ukraińców, ale krajem, który pomaga i chce pomóc swoim sąsiadom, którzy najpierw sami muszą próbować coś robić i potrafią poprosić o pomoc. Ukraina to kraj kontrowersji i paradoksów, różnorodności kulturowej, religijnej i dzisiaj tak naprawdę nijakiej. Można powiedzieć, że po części jest to kraj, w którym nie ma poszanowania prawa, gdzie korupcja jest normą, przemoc codziennością, gdzie najsłabsi muszą walczyć o byt. W tym społeczeństwie nie działa żadna logika, argumenty. Tu panem jest pieniądz, władza i strach. Po części można Ukrainę zrozumieć tylko przez człowieka, prostego, zwykłego, który ten kraj kocha poprzez codzienny trud, którym powoli uszlachetnia siebie, a zmieniając siebie, zmienia swój byt. Takim ludziom można, a nawet trzeba bezinteresownie pomagać.
Proszę powiedzieć, jakie były oczekiwania Polaków zamieszkałych na Ukrainie po wizycie prezydenta Dudy?
– My, Polacy, oczekiwaliśmy tej wizyty z wielkim zainteresowaniem. Przede wszystkim mamy nadzieję, że Polska i władze w Warszawie w odróżnieniu od poprzedników będą o nas pamiętać i będą się nami interesować nie tylko od święta, ale na co dzień. Polacy na Ukrainie mogą się stać czymś w rodzaju pomostu do współpracy obu krajów. Polska powinna dzisiaj domagać się od strony ukraińskiej przynajmniej poszanowania dla swoich rodaków mieszkających na Ukrainie. Ukraińcy mieszkający w Polsce mają określone prawa i przywileje, o których my tu, na Ukrainie, możemy tylko pomarzyć. To trzeba i można zmienić.