Postawa dowódcy CEK NATO niedopuszczalna
Czwartek, 24 grudnia 2015 (05:15)Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
MON skierowało do prokuratora generalnego zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez byłe kierownictwo Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO. W ocenie resortu obrony, nie przestrzegano tam przepisów dotyczących ochrony informacji niejawnych. Czy to w ogóle możliwe?
– Trudno mi się wypowiadać na temat przestrzegania procedur w tajnej służbie. Jeśli sprawa została skierowana do prokuratury, to widocznie były ku temu podstawy. Generalnie należy pamiętać, iż przy zmianie rządu, zwłaszcza w ministerstwach tzw. siłowych, pojawiają się niejednokrotnie zarzuty, iż członkowie gabinetów politycznych i niektórzy doradcy rozpoczynają pracę bez zakończenia procedur sprawdzających i wydania certyfikatów bezpieczeństwa. Jednakże w odniesieniu do funkcjonariuszy służb sprawa jest prosta. W razie drastycznego naruszenia przepisów osoby te powinny być natychmiast zatrzymane.
Czy Centrum, które w założeniach ma kształcić kadry w zakresie pracy kontrwywiadowczej, jest tak naprawdę w stanie realizować swoje zadania?
– Obecnie na pewno nie jest w stanie skutecznie realizować powierzonych zadań. Natomiast skandalem jest to, że sprawa wyciekła do mediów. W służbach specjalnych wszelkie kontrowersje powinny być wyjaśniane wewnątrz służb i danego resortu. W ostatnich kilku latach służby były już niejednokrotnie kompromitowane w mediach. Taki szum medialny wokół służb z całą pewnością podważa ich wiarygodność.
W jakim świetle cała ta sprawa stawia instytucje państwa i czy wobec powyższego możemy mówić o bezpieczeństwie Polski?
– Służby specjalne są istotnym czynnikiem wpływającym na bezpieczeństwo państwa, zwłaszcza w okresie pokoju. Jeśli publicznie odsłaniamy wiele nazwisk, obiektów, relacji interpersonalnych oficerów, to sami umożliwiamy większą penetrację przez obce służby. Kolokwializmem jest stwierdzenie, iż nieustannie trwa w świecie permanentna rywalizacja, a czasami nawet wojna służb w zakresie uzyskania przewagi danego państwa nad innymi. Działania te trwają w obszarze gospodarki, technologii czy też rozpoznania systemów bezpieczeństwa. Obecnie służby wielu państw koncentrują się na walce informacyjnej, dlatego też przedostanie się do mediów informacji o konflikcie wokół Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO podkopuje wiarygodność obywateli wobec własnego systemu bezpieczeństwa. W strategii służb jest to jeden z celów działania.
Czy oficer służby czynnej płk Krzysztof Dusza, do którego pracy przełożeni mieli wątpliwości, mógł zignorować rozkazy o stawieniu się w innym miejscu pracy, mało tego, dyskutował z decyzjami swoich zwierzchników za pośrednictwem mediów. O czym to świadczy?
– Niezależnie od intencji taka postawa oficera jest niedopuszczalna. Mógł to zrobić tylko w wypadku, jeżeli informacje ujawnione osobom trzecim – według jego przekonania – mogły doprowadzić np. do „śmierci” agentury. Jednakże i w tym przypadku to nie media powinny być adresatem jego wystąpień, a odpowiednie komisje sejmowe i rząd.
Pełnomocnik MON ds. CEK Bartłomiej Misiewicz poinformował, że w gabinecie b. szefa Centrum polskie godło „było za żaluzjami, ale w centralnym miejscu wisiał herb Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej”. W jakich kategoriach należy to odbierać…?
– Wielu oficerów różnych państw w ramach oficjalnych spotkań wymienia się emblematami poszczególnych służb. Potem wiszą one w ich gabinetach. To jest pewien, nazwijmy to, zwyczaj. Jednakże miejsce eksponowania godła i flagi polskiej jest bezdyskusyjne. Te symbole polskiej państwowości muszą znajdować się w najgodniejszych miejscach. Jeśli jakikolwiek funkcjonariusz państwowy ma z tym problem, to powinien odejść do cywila.
Opozycja mówi o skandalu, po którym Polska traci wiarygodność w NATO, ale czy to nie Platforma, kiedy rządziła przez osiem lat Polską, stworzyła klimat, w którym instytucje państwa funkcjonują w taki skandaliczny sposób?
– To prawda. W wielu służbach oraz w wojsku na wiele wyższych stanowisk mianowano sympatyków ówczesnego rządu. To było nagrodą za tworzenie dobrej atmosfery wokół danej partii i wskazywanie, iż tylko taka identyfikacja daje szansę na karierę. Wielu wspaniałych dowódców za podważanie kompetencji i wykazywanie głupoty swoim szefom lądowało w cywilu. Niejednokrotnie to oni mieli rację, a nie ich zwierzchnicy. Jednakże inną kwestią jest odmowa wykonania rozkazu, a inną jego krytyka. W wojsku i służbach potrzeba ludzi z kręgosłupem, a nie karierowiczów. Niedawno jeden z żołnierzy opowiadał mi, iż po zmianie rządu ze ścian jednostki zniknęły zdjęcia oficerów z politykami poprzedniej władzy, a pojawiły się fotografie związane z obecnym rządem.
Chyba trudno sobie wyobrazić, żeby np. w Niemczech czy Stanach Zjednoczonych dokumenty ściśle tajne nie były należycie zabezpieczone?
– To nie jest tak do końca. Wycieki tajnych dokumentów są coraz bardziej „popularne”. Przypomnijmy sobie tylko sprawę Edwarda Snowdena czy też portalu WikiLeaks. Co ciekawe, na bieżąco prorosyjska grupa hakerska CyberBerkut publikuje tajne dokumenty rządu ukraińskiego. To pokazuje, iż tylko te kraje, które stosują drastyczne kary za ujawnianie tajnych dokumentów, są mniej podatne na przypadki ich ujawniania.
Na koniec zmieńmy może temat. Ostatnio Pana inicjatywę dotyczącą budowy płotu na polsko-ukraińskiej granicy jako tamy przed nielegalnymi imigrantami z Afryki i Bliskiego Wschodu skrytykowała Elżbieta Łukacijewska – podkarpacka eurodeputowana Platformy. Jej zdaniem, nie ma potrzeby, aby odgradzać się od Ukrainy…
– Poseł Elżbieta Łukacijewska co kilka miesięcy przypomina o swoim istnieniu. Podobnie jest i tym razem. Wyrażony przez europosłankę „ekspercki” pogląd jest tego najlepszym przykładem. Nie chciałbym tego komentować szerzej, ale pewne nazwiska krytykujące ten pomysł warto zapamiętać. Sprawa zagrożenia naszej wschodniej granicy rozstrzygnie się do kilku miesięcy. Obyśmy nie musieli być świadkami podobnych sytuacji, jakie obserwowaliśmy na granicy macedońsko-greckiej. W razie wystąpienia zagrożenia, o którym mówiłem, wszystkie te nazwiska będę publikował. Społeczeństwo ostatecznie samo oceni poszczególne osoby i ich postawy w tej sprawie.