• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Doczekają lepszych czasów?

Środa, 23 grudnia 2015 (05:12)

Jak wynika ze średnioterminowej prognozy UE do 2025 r., wzrost populacji i zamożności w krajach rozwijających się wpłynie na większy popyt na mięso. W efekcie ma nastąpić wzrost eksportu mięsa ze Wspólnoty. Wzrost światowej konsumpcji mięsa powinien wynieść 15 proc.

Wzrost zamożności poszczególnych grup społecznych w różnych krajach, szczególnie bardzo biednych, przekłada się na wzrost spożycia żywności. Obserwujemy zwiększenie w menu mięsa. Tak było np. w Chinach, kiedy to mieszkańcy Państwa Środka zaczęli odchodzić od przysłowiowej miski ryżu, to wzrosło zapotrzebowanie na mięso, w szczególności drób.

Jeżeli Komisja Europejska na podstawie danych światowych przewiduje, że w krajach rozwijających się, głównie w Azji czy części Ameryki Południowej, zamożność będzie rosła, to raczej pewne, że przełoży się to na wzrost spożycia mięsa. To może być dobra informacja dla Unii Europejskiej, na której rynku wewnętrznym państwa członkowskie konkurują ze sobą, prowadząc ostrą rywalizację. Jednak miejsca na więcej mięsa już nie ma, tu się więcej nie sprzeda. Dlatego szukanie nowych rynków jest potrzebne.

Oczywiście zawsze będzie pojawiał się dylemat, a więc pewnego rodzaju problem moralny, czy kraje biedne nie powinny uzyskać pomocy od krajów rozwiniętych, w celu zwiększenia u siebie produkcji żywności, wykorzystania swoich zasobów przyrodniczych w taki sposób, by nie niszczyć przyrody, a nie uzależniać ich od importu żywności. 

Z pewnością wzrost zamożności przekładający się na większe spożycie mięsa powinien być wykorzystany również dla rozwoju polskiego rolnictwa. Tylko tu muszą pojawić się skoordynowane działania. Nie bagatelizuję możliwości eksportu, chociaż uważam, że my ekscytując się eksportem, zaniechaliśmy rynek wewnętrzny, który w kwestii mięsa opanowali inwestorzy z Danii czy Niemiec. Najpierw musimy odbić rynek wewnętrzny, by na polskich stołach znalazło się mięso wyprodukowane przez polskich rolników. Pomóc w tym może oznakowanie żywności, aby konsumenci wiedzieli, co kupują, skąd pochodziły surowce do wyprodukowania.

Eksport jest ważny. Nasze rolnictwo może produkować dużo więcej, niż tylko na zabezpieczenie własnego Narodu. Szacuje się, że bez karkołomnych zabiegów bylibyśmy w stanie wyżywić 80 mln osób. To sprawia, że szukanie możliwości eksportu jest zasadne.

Jednak to nie może być prowadzone przez samego ministra rolnictwa. Od dawna o tym mówię, że jest potrzebna ścisła współpraca kilku resortów. Przede wszystkim MSZ, która ma placówki dyplomatyczne na całym świecie, jak i ministerstwo rozwoju. To są instytucje, które powinny być spięte i nakierowane na poszukiwanie nowych rynków zbytu. Nie może być tak, że sami przedsiębiorcy na „chybił trafił”, po całym świecie, szukają zbytu na swoje towary. Mamy ambasadorów i  konsulów po to, aby robili analizy tego, co jest potrzebne w poszczególnych krajach.

Dzięki temu nie będziemy strzelali w ciemno, ale będziemy mogli organizować izby handlowe i zapraszać partnerów z innych krajów i pokazywać im jakość polskiej żywności. To musi być przemyślana polityka rządu.

Natomiast dobrze by było, żeby sami rolnicy tej świetlanej perspektywy do 2025 r. dożyli. To, co się dzieje w produkcji mięsa w Polsce, szczególnie wieprzowego i wołowego, to jest to absolutny dramat. Może się okazać, że producenci mięsa tych czasów nie doczekają.  

Jan Krzysztof Ardanowski