Jesień Piasta, dołowanie Wisły
Środa, 23 grudnia 2015 (04:15)Piłkarze Piasta Gliwice zimę spędzą w wygodnym fotelu lidera ekstraklasy, a działacze tego klubu już głowią się, co zrobić, by ten sen potrwał jak najdłużej, a najlepiej – by nigdy się nie skończył. Odmienne nastroje panują w Krakowie, gdzie Wisła, najlepszy polski klub XX wieku, zmierza na samo dno.
Piłkarska jesień już za nami. Przydługa, bo jeszcze nigdy się nie zdarzyło, by zawodnicy ligowe zmagania kończyli kilka dni przed Wigilią. Na szczęście aura okazała się w tym roku łaskawa, nie było ani opadów śniegu, ani przymrozków, które kopanie piłki uczyniłyby zajęciem koszmarnym i niebezpiecznym, a wyniki uzależniły od przypadków. Taki terminarz, przypomnijmy, nie wynikał jednak z czyjejś fanaberii lub fantazji, tylko z mistrzostw Europy, które w czerwcu rozpoczną się we Francji. Nasza reprezentacja na nie awansowała, marzy o sukcesie, a by zwiększyć swe szanse, będzie musiała się odpowiednio przygotować. A do tego podopieczni Adama Nawałki będą potrzebowali w pierwszym rzędzie czasu. Stąd sezon musi zakończyć się wcześniej, a przed piłkarzami aż 37 kolejek.
Wracając do tego, co wydarzyło się jesienią. Piast jeszcze nie tak dawno był skazywany co najwyżej na walkę o utrzymanie. Nikt nie stawiał go w gronie kandydatów do miejsc na podium, tym bardziej mistrzostwa Polski. Okazało się jednak, że pieniądze na boisku nie grają, że świetny trener (Radoslav Latal) plus piłkarze ambitni, z charakterem (oczywiście też umiejętnościami) mogą przynieść niespodziewany sukces. Gliwiczanie w 21 rozegranych kolejkach odnieśli aż 14 zwycięstw. Zgromadzili 45 punktów, o pięć wyprzedzają Legię Warszawa. Gdyby liga toczyła się według starej formuły, gdyby nie podział punktów, byliby faworytami w wyścigu o tytuł i wypowiadaliby się o nim z pewnością odważniej.
Na razie są sensacją, w której wynikach nie było grama przypadku. Piast, co trzeba podkreślić, jesienią grał bardzo dobrze. Notował wpadki (choćby 2:5 z Górnikiem Zabrze), ale gdy wydawało się, że wpada w dołek, pokazywał klasę i charakter. Rok zakończył efektownym 2:0 z Lechem Poznań, mistrzem Polski. Ten mecz miał pewien wymiar symboliczny, przed nim „Kolejorz” mógł się pochwalić serią sześciu wygranych z rzędu, ale wojownicy Latala udowodnili, że warto i trzeba się z nimi liczyć.
Lech długo był największym rozczarowaniem sezonu. Przegrywał mecz za meczem, spadał na dół tabeli. Gdy sięgnął dna, działacze uderzyli w stół i zwolnili Macieja Skorżę. Drużyna była rozbita, wyglądała fatalnie, na kompletnie rozbitą. Ale następca, Jan Urban, ją podniósł. Pod jego wodzą „Kolejorz” zaczął piąć się w górę. Wygrywał, łapał formę, a gdy pokonał Legię na Łazienkowskiej, mógł obwieścić triumfalny powrót. Pod wodzą Urbana zespół przegrał tylko raz, w Gliwicach, i jest w tabeli szósty – z widokami na puchary.
Trener zmienił się też w drugiej naszej „eksportowej” drużynie, Legii. Norwega Henninga Berga zastąpił Rosjanin Stanisław Czerczesow. Warszawianie jesienią specjalnie nie porywali, jednak byli solidni, a poza tym mieli w składzie niesamowitego Nemanję Nikolicia. Urodzony w Serbii Węgier zdobył jesienią 21 bramek, więcej niż... cała Korona Kielce i tylko o dwie mniej od Lecha. To głównie dzięki niemu Legia jest w tabeli druga, a wiosną zamierza zaatakować tytuł. To jedyny interesujący ją cel.
Ogólnie jesień w ekstraklasie była okresem niespodzianek, a nawet sensacji. Piasta na czele nie spodziewał się nikt, a kto zakładał, że trzecie miejsce przypadnie Cracovii Kraków, czwarte Pogoni Szczecin, a piąte Ruchowi Chorzów? Nad Cracovią warto się zatrzymać, bo była bodaj najefektowniej grającym zespołem ligi. To niesamowite, jak odmienił ją trener Jacek Zieliński, który zastał zespół słabiutki, bojaźliwy, walczący o utrzymanie. Dziś „Pasy” chwilami porywają, prezentując słynną krakowską szkołę, na którą aż chce się patrzeć. Chorzowian z kolei pociągnął Mariusz Stępiński. Zeszły sezon spędził na ławce w Wiśle. Tam szansy praktycznie nie dostawał, grywał rzadko, strzelał niewiele goli. Krakowianie nie zdecydowali się go wykupić z Norymbergi, oporów nie mieli natomiast działacze „Niebieskich”. W Chorzowie zawodnik zabłysnął, zdobył aż 11 bramek, trafił do reprezentacji Polski.
Tak samo jak Cracovia, a może nawet ładniej, grywała Wisła. Grywała do czasu, aż Bogusław Cupiał, jej właściciel, uznał, iż trzeba wymienić kierownika. Po derbowej porażce zwolnił Kazimierza Moskala i zespół... w katastrofalnym stylu przegrał cztery kolejne mecze. Tak, to prawda, pod wodzą tego szkoleniowca Wisła miewała problemy, nie potrafiła wygrać dwóch meczów z rzędu, ale fakt ten nie wynikał z tego, że Moskal był niezdarnym fachowcem. Wynikał raczej z tego, do jakiego stanu Cupiał Wisłę doprowadził. Dziś jest ona klubem bez przyszłości, z gigantycznymi długami, fatalnie zarządzanym, mającym ogromne problemy organizacyjne. 13. miejsce w tabeli i dwa punkty przewagi nad ostatnim Podbeskidziem Bielsko-Biała nie wzięły się z przypadku.
Gdy spogląda się na tabelę, uwagę zwraca fakt, jak wiele znanych firm znalazło się w dolnych jej rejonach. Wisła jest 13., Górnik Zabrze 15., Śląsk Wrocław 14. W tabeli jest też niesamowicie ciasno, bo ósmą Jagiellonią Białystok od ostatniego Podbeskidzia dzielą tylko cztery punkty. To obiecuje ciekawą wiosnę, bo każdy mecz, każdy punkt będzie w niej na wagę złota. Dziś praktycznie wszyscy mogą powiedzieć, że mają (większe lub mniejsze) szanse na awans do grupy mistrzowskiej. Zima zapowiada się zatem bardzo interesująco, w zaciszu gabinetów trwają już dyskusje, co zrobić, by osiągnąć założone cele. Jesień wykreowała kilka nowych gwiazd (Nikolić, Łotysz Deniss Rakels z Cracovii czy Czech Kamil Vacek z Piasta, Radosław Cierzniak z – mimo wszystko – Wisły). Niewykluczone, że niektórzy z nich staną się bohaterami hitowych transferów.
Na ligowe boiska piłkarze powrócą 12 lutego.
Piotr Skrobisz