• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Sąd stanął po stronie prawdy i wolności

Wtorek, 22 grudnia 2015 (20:08)

Sąd w Rzeszowie uniewinnił mnie i Przemysława Sycza w sprawie o zniesławienie rzeszowskiego szpitala Pro-Familia. Sąd orzekł, że nasze pikiety mieściły się w granicach wolności słowa.  

W całej sprawie nie chodziło o to, aby wygrać, ale o sprawiedliwość, czyli stwierdzenie, że aborcja to zabijanie dzieci. I tak się stało, na sali sądowej to usłyszeliśmy! A jest to ważne, bo często próbuje się manipulować tym i powtarza się ludziom, że to jest zabijanie płodu, czy szuka się w literaturze innych wyrafinowanych określeń.

Wiele argumentów sądu było opartych na naszych twierdzeniach z apelacji. Pisaliśmy, że mamy prawo krytykować aborcję, bo ten legalny w Polsce proceder oparty jest na dotacjach z budżetu. Dlaczego więc szpital ma się oburzać?

Sąd podkreślał, że w demokracji trzeba znosić poglądy, nawet te, które się nie podobają. Nasza pikieta musiała być prowadzona w sposób zauważalny przez innych. Muszą padać mocne stwierdzenia i towarzyszyć jej zdjęcia pokazujące wprost to, z czym walczymy. A sąd uznał, że na tym polega debata. Nikt nie zwróciłby na to uwagi, jakby wszystko było ładne, miłe i przyjemne. Sąd powiedział wprost, że pikieta, która nie oburza, nie ma celu! Nasze pikiety może i szokują, ale przez to prowokują do myślenia, ale nie ma w nich bezprawności, gdyż forma protestu nie przekraczała norm dopuszczalnej krytyki.

Najciekawsze jest to, co sąd stwierdził na samym końcu. Otóż powiedział, że nasza sprawa tak naprawdę nie jest o zniesławienie szpitala, ale o wolność granic wypowiedzi. O to, czy można mówić, że aborcja to jest zabijanie, czy nie można. Dzięki temu wyrokowi możemy dalej głosić prawdę o aborcji.

Dziękuje każdej osobie, która nas wspierała i się za nas modliła. Dzisiaj rano otrzymałem e-maila z Ukrainy, że odprawiana jest Msza św. w naszej sprawie. Podobnego e-maila dostałem z Kanady. Nawet do sądu przyszła grupa ludzi, która się modliła. Oni nie modlili się tylko dzisiaj, ale od miesięcy, żeby życie było prawnie chronione, a wolność słowa dotyczyła wszystkich. To nie jest tylko nasze zwycięstwo, ale miliona osób, które normalnie myślą i wiedzą, że trzeba bronić nienarodzonych. Dziękuję także mec. Jerzemu Kwaśniewskiemu, prezesowi Instytutu Ordo Iuris, który reprezentował nas podczas procesu.

Jestem szczęśliwy, że przed Bożym Narodzeniem tak to się zakończyło. Czekają nas teraz bardzo spokojne święta. A tuż po nich zrobimy kolejną pikietę… pod szpitalem Pro-Familia w Rzeszowie. 

Jacek Kotula