Posłowie chcą wyjaśnień
Wtorek, 13 listopada 2012 (02:03)Opozycja chce zwołania nadzwyczajnego posiedzenia sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych w sprawie działań policji na Marszu Niepodległości.
- Na pierwszy rzut oka było widać, że coś musiało się zdarzyć, co prawdopodobnie obciążać będzie policję, a także może i władze miasta, jako ten organ, do którego zgłasza się wniosek o przeprowadzenie zgromadzenia publicznego. Wyjaśnienia wymaga to, dlaczego już na samym początku marszu były jakieś problemy, co zaistniało, że marsz nie mógł wyruszyć. Jeżeli było tak, że czy to policja, czy władze miasta podejmowały jakieś działania, które miały przeszkodzić w odbyciu się tego marszu, to będzie to wymagało ostrej reakcji - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Jarosław Zieliński (PiS), wiceszef sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych.
W jego ocenie, na razie jest jeszcze zbyt mało danych związanych z niedzielnymi zajściami, bazują one głównie na doniesieniach medialnych. Z tego względu Klub Parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości zwróci się o zwołanie w trybie artykułu 152 nadzwyczajnego posiedzenia Komisji Spraw Wewnętrznych, by policja i minister spraw wewnętrznych przedstawili dokładny przebieg zdarzeń i działań policji.
- To jest potrzebne, żeby dokonać właściwej oceny. Gdyby się okazało, że faktem jest, iż przedstawiciele służb porządku publicznego, czy to policji, czy innych służb, występowali zamaskowani, będzie to sytuacja dla mnie niebywała - dodaje poseł.
Zieliński przypomina, że prezydent Bronisław Komorowski, wspierany przez posłów Platformy Obywatelskiej, usilnie dążył do tego, by zakazać uczestnikom zgromadzeń zasłaniania twarzy. Zieliński podkreśla, że jeśli potwierdzą się doniesienia medialne o zamaskowanych policjantach, będziemy mieli do czynienia z sytuacją szczególnie oburzającą.
Tym bardziej że przed 11 listopada doszło do nadzwyczajnego posiedzenia Komisji Spraw Wewnętrznych, na którym posłowie zwracali uwagę ministrowi Jackowi Cichockiemu i komendantowi głównemu policji na wszystko, co się może zdarzyć.
- Jeżeli publiczni funkcjonariusze występowali w maskach, to jest to dla mnie niezrozumiałe. Oni wtedy rzeczywiście mogą wyglądać na prowokatorów, bo siłą rzeczy budzą szczególne zainteresowanie. Samo maskowanie twarzy jest już prowokacją. To wymaga wyjaśnienia, bo jest to sytuacja skandaliczna. Będziemy poruszać ten temat na komisji - zapowiada Zieliński.
Sposobem reagowania policji na Marszu Niepodległości zbulwersowany jest gen. Roman Polko, były dowódca jednostki specjalnej Grom. Wprawdzie wtapianie się policjantów w tłum po cywilnemu jest dosyć standardową procedurą, to jednak poczynania funkcjonariuszy w niedzielę były wyjątkowo nieudolne.
- Działali w sposób niejawny po to, żeby być bardziej skuteczni w tego typu sytuacjach, bo trudno prowokatora wyłapać mundurowemu policjantowi. Skoro policja na marszu miała takich funkcjonariuszy, to musieli działać wyjątkowo mało skutecznie i nieudolnie, skoro dopuszczono do takich sytuacji, do jakich podczas marszu dochodziło - mówi Polko. I zaznacza, że choć przed marszem przewidywano, że tego typu prowokacje mogą mieć miejsce, to policja je zbagatelizowała.
- Świętujących Dzień Niepodległości podzielono właściwie na dwie równe części. Wiem, że odczucia ludzi z tłumu były takie, że znaleźli się w jakimś kotle. Jak to możliwe, że dopuszczono do tego, że praktycznie bezkarnie jakaś grupa prowokatorów wdarła się w tę pokojową manifestację? - pyta gen. Polko, zaznaczając, że sam raczej nie sądzi, by to policja dopuszczała się prowokacji. Dodaje również, że funkcjonariusze, których zdekonspirowali sami uczestnicy manifestacji, powinni się wylegitymować.
- To nie jest normalne zachowanie, szczególnie kiedy są posłowie, że taki funkcjonariusz odmawia pokazania odznaki służbowej - mówi Polko.
Kiedy akcja jest skuteczna?
Pytany o skuteczność akcji prowadzonych przez policjantów po cywilnemu, Polko zaznacza, że warunkiem koniecznym jest wcześniejsze rozpoznanie.
- Kiedy organizowaliśmy zabezpieczenie różnego rodzaju imprez masowych w mieście, to rozpoznanie było realizowane zdecydowanie wcześniej. Na bazie tego rozpoznania, kiedy właściwie podpatrywano, jak przez media elektroniczne, internet zmawiają się różnego rodzaju demonstranci, policja mogła zadziałać skutecznie i wyłapać prowodyrów całych zdarzeń, zamieszek - tłumaczy nasz rozmówca.
Zaznacza, że wówczas, kiedy robi się to w sposób profesjonalny, takie akcje policyjne są wysoce skuteczne, bo odpowiednio wcześniej można ocenić ryzyko, uniemożliwiając nawet dotarcie prowokatorom na miejsce zgromadzenia.
- Tak to powinno wyglądać. Dlaczego zaś tu tak nie wyglądało - mam nadzieję, że usłyszymy na to odpowiedź, zamiast zapewnień, że wszystko było OK. Dzisiaj pani prezydent Warszawy mówiła, że generalnie było spokojnie. Słyszałem też od socjologów, którzy się wypowiadali, tych tzw. niezależnych, że państwo po raz kolejny zdało egzamin. Ja zaś nie chciałbym, żeby państwo w taki sposób zdawało egzamin, dlatego mam nadzieję, że to nie zostanie zamiecione pod dywan, tylko sprawa będzie wyjaśniona - mówi Roman Polko.
Są filmy ze zdarzenia, które powinny zostać przeanalizowane, również policyjne materiały operacyjne. Polko wskazuje też na konieczność ujawnienia osób, które chciały rozbić Marsz Niepodległości, od samego początku przedstawiany jako impreza o dużym stopniu zagrożenia, a jednak nienależycie zabezpieczony.
- Skoro marsz był marszem wysokiego ryzyka, skoro przewidywano zagrożenia, skoro są doświadczenia z ubiegłych lat, no to jakim cudem nagle kilkudziesięciu czy niektórzy mówią, że nawet dwustu ludzi wpada z boku i rozbija ten marsz? Jak to możliwe, że różnego rodzaju marsze równości są mocno zabezpieczane, a podczas narodowego święta takie rzeczy są możliwe? Należą nam się wyjaśnienia - wskazuje generał.
Piotr Czartoryski-Sziler