• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Walka o życie i wolność słowa

Piątek, 18 grudnia 2015 (21:02)

Z Jackiem Kotulą, przewodniczącym rzeszowskiego oddziału Fundacji PRO – Prawo do Życia, oraz z mec. Jerzym Kwaśniewskim, prawnikiem Instytutu Ordo Iuris, obrońcą Jacka Kotuli i Przemysława Sycza w sprawie przeciwko szpitalowi Pro-Familia w Rzeszowie, rozmawia Rafał Stefaniuk

 

Jesteśmy po rozprawie odwoławczej Pana i Przemysława Sycza a szpitalem Pro-Familia. Doszło do końcowego rozstrzygnięcia sprawy?

Jacek Kotula: – Podczas procesu odbyły się mowy oskarżycieli i naszego obrońcy. Sąd uznał, że sprawa jest skomplikowana i ogłoszenie wyroku nastąpi we wtorek, 22 grudnia, o 11.30. Strona skarżąca nas odwoływała się do tych samych twierdzeń co zawsze. Że ich zniesławiamy, że zakłócamy ich biznes, a oni robią wszystko zgodnie z prawem. Twierdzą przy tym, że szpital jedyne, co robi, to pomaga kobietom.

Szpital nie zmienia stanowiska?

Jacek Kotula: – A nawet się radykalizuje. Zarzucano nam, że chcemy ich zniszczyć. Wnioskowano przy tym o podwyższenie wyroku, a więc żebyśmy poszli do więzienia. Wcześniej sąd orzekł wobec nas warunkowe umorzenie. W ich ocenie to za mało, bo jak twierdzą, ja i Przemek Sycz będziemy robić dalej to samo, a dopiero więzienie może nas powstrzymać. Wyrokiem sądu cywilnego mieliśmy przeprosić szpital na łamach „Gazety Wyborczej”. Teraz nieprawdziwie stwierdzono, że tego nie zrobiliśmy. Otóż przeprosiny się ukazały.

Jaką linię obrony przedstawiono?

Mec. Jerzy Kwaśniewski: – Przede wszystkim tłumaczyliśmy, że działanie Jacka Kotuli i Przemysława Sycza nie było bezprawne. Prezentowanie prawdy o tym, czym jest aborcja, oraz podkreślanie, że położne mają prawo do sprzeciwu sumienia i odmówienia udziału w zabiegach aborcyjnych, jest zgodne z prawem. Z całą pewnością nie jest też zniesławieniem szpitala. Szczególnie że panowie zawsze w jednoznacznym kontekście mówili o tym, że protestują przeciwko zabijaniu dzieci chorych i nienarodzonych. A więc jakakolwiek argumentacja ze strony szpitala, że mamy do czynienia z zarzutem zabijania dzieci, które może wywołać u osób postronnych wrażenie, że w szpitalu dokonuje się morderstw na nienarodzonych dzieciach, jest całkowicie wyssana z palca. Tego typu stwierdzenie nie mogło się pojawić w głowach żadnego postronnego obserwatora, który widział wielkie plakaty przedstawiające zabite dzieci w okresie prenatalnym z napisem „Stop aborcji”. W związku z tym każdy wiedział, że bierze udział w akcji przeciwko aborcji, która w Polsce jest legalna. Nikt z pikietujących nie stawiał szpitalowi zarzutów bezprawnego działania.  

Tym bardziej że w szpitalu rzeczywiście dokonywano aborcji.

Mec. Jerzy Kwaśniewski: – Cała rzecz polega na tym, że wszyscy obrońcy życia w Polsce protestują przeciwko temu, że aborcja jest w naszym kraju legalna. Sam protest odbywał się właśnie pod tym szpitalem, bo pracownikiem tego szpitala była Agata Rejman, która zawiadomiła media o ataku na wolność sumienia położnych w szpitalu Pro-Familia. To ten szpital próbował budować swoją markę na kontaktach z Kościołem katolickim, zapraszając ordynariusza diecezji, zapraszając księży na spotkania opłatkowe, promując Orszak Trzech Króli. Niedługo później okazało się, że z jednej strony buduje swoją markę w oparciu o Kościół, a jednocześnie dokonuje się tam aborcji. Budowa marki w ten sposób musi być nieskuteczna. Nawet z czysto marketingowego punktu widzenia, ktoś musiał się spodziewać, że kiedyś ktoś się o tym dowie i to wywoła sprzeciw obywatelski.

Z pomocą działaczom pro-life przyszedł Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, który stwierdził, że działacz pro-life z Niemiec miał prawo nazywać aborcję zabijaniem dzieci.

Mec. Jerzy Kwaśniewski: – Niemiecki działacz pro-life rozdawał ulotki pod placówką aborcyjną, wymieniając z imienia i nazwiska dwóch lekarzy, którzy dokonywali tam aborcji. Dokonywanie aborcji porównywał do zabójstw w Auschwitz, mówiąc, że tam dokonywano działań bezprawnych, na które prawo zbrodniczego państwa niemieckiego wyrażało zgodę. Wszystkie niemieckie sądy twierdziły, że działacz pro-life nie zasługuje na ochronę prawną i skazywały go. Trybunał w Strasburgu wziął go jednak pod ochronę, twierdząc, że jego działanie mieści się w granicach art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, czyli jest wyrazem wolności słowa. Każdy obywatel demokratycznego państwa ma prawo mówić prawdę i zabierać głos w sprawach istotnych społecznie. Gdybyśmy ludziom odmówili prawa do zabierania głosu, to nie bylibyśmy już demokratycznym społeczeństwem.

Jednak środowiska lewicowe twierdzą, że działacze pro-life nie powinni zabierać głosu w sprawach aborcji.

Mec. Jerzy Kwaśniewski: – Jest to twierdzenie irracjonalne, bo sami aborcjoniści i lekarze dokonujący aborcji mówią o zabijaniu wewnątrzmacicznym. Także zdecydowana większość lekarzy trudniących się aborcją mówi, że życie zaczyna się od poczęcia. Skoro lekarze nazywają rzeczy po imieniu, dlaczego inni nie mogą tego robić? Spór nie toczy się o to, czy płód jest dzieckiem, czy nie. Wszyscy rozsądni ludzie są w tym zgodni, że jest to człowiek. Debata toczy się na zupełnie innym poziomie, a więc czy mamy prawo zabijać człowieka przed narodzeniem. Wtedy to stawia zupełnie inaczej cały kontekst sytuacyjny. Jest wiele osób, które twierdzą, że kobieta ma prawo do ułożenia swojego życia i może odmówić prokreacji. Z kolei każdy rozsądny człowiek wie, że niczego nie można przekładać nad prawo do życia. Aborcjniści boją się tego, że my nazwiemy rzeczy po imieniu. Wtedy debata będzie wyglądać zupełnie inaczej.

Wyrok Trybunału był przytaczany podczas rozprawy?

Mec. Jerzy Kwaśniewski: – Oczywiście, że tak. Nie wiem, czy nikt nie zdecydował się na zastosowanie środków odwoławczych, ale ten wyrok jest. To jest bardzo ważna sprawa. Mam nadzieję, że ten wyrok jest sygnałem zmiany w Europie w kwestii podejścia do życia.

We wtorek poznamy wyrok sądu. Jakiego rozstrzygnięcia Pan oczekuje?

Mec. Jerzy Kwaśniewski: – Liczę na uniewinnienie. Ale zobaczymy, co będzie. Myślę, że w razie czego mamy otwartą drogę do Strasburga.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk