• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Nie dla nas finał... Ale brąz realny

Piątek, 18 grudnia 2015 (20:04)

Niestety, jeszcze nie tym razem. Polskie piłkarki ręczne nie zagrają o złoto w rozgrywanych w Danii mistrzostwach świata. Dziś, w półfinale tej imprezy, przegrały z Holenderkami 25:30.

Polki wychodząc na boisko, wiedziały, że osiągnęły na tych mistrzostwach dużo. Fantastyczne mecze z faworyzowanymi Węgierkami i Rosjankami, awans do półfinału przekraczały nawet oczekiwania, ale Biało-Czerwone nie miały zamiaru na tym poprzestawać. Chciały więcej, chciały medalu, chciały finału. Nawet niektóre zagraniczne media zaczęły w nich upatrywać kandydatek do mistrzostwa świata.

Dziś naprzeciw podopiecznych Kima Rasmussena stanęły Holenderki. Te same, z którymi już raz na tym turnieju się spotkały. W ostatnim meczu fazy grupowej Biało-Czerwone zostały przez rywalki zdeklasowane, przegrywając aż 20:31. To był fatalny występ naszych i niemal perfekcyjny rywalek. Mimo to byliśmy optymistami, umiarkowanymi, ale jednak. Zastanawialiśmy się, czy „Pomarańczowe” zdołają po raz kolejny wznieść się na tak wysoki poziom, jak bardzo poprzeczkę podniosą im nasze, czy Polki zdołają powstrzymać niesamowitą „pomarańczową” siłę ognia, czy znajdą sposób na ich nadzwyczajną bramkarkę.

Początek był wymarzony, bo już w pierwszej akcji Patrycja Kulwińska rzuciła celnie do siatki. Wynik 1:0 utrzymał się jednak tylko kilka sekund, a potem Holenderki włączyły wyższy bieg. Błyskawicznie, jakby chciały wszystkim pokazać: jesteśmy niesamowicie mocne, bójcie się nas. Objęły prowadzenie 5:2, sytuacja stała się nerwowa. Polki walczyły, dawały z siebie wszystko, jednak popełniały błędy, w sporej mierze wynikające ze stresu. Próbowały rzucać z dystansu, często bardzo niecelnie. Albo jak już trafiały w światło bramki, to piłkę łapała Tess Wester, błyskawicznie podawała ją do którejś z koleżanek z przodu, która zwykle kończyła kontrę skutecznym strzałem. Taka sytuacja miała miejsce kilka razy, zdecydowanie zbyt często.

Biało-Czerwone na chwilę się podniosły. Doprowadziły do stanu 4:5, miały szansę, by doprowadzić do remisu. Kolejne cztery gole zdobyły jednak „Pomarańczowe”, niesamowicie silne, zdecydowane, dysponujące niewiarygodną siłą ognia w drugiej linii i Tess Wester w bramce. Przewaga Holenderek rosła z każdą minutą, przed przerwą sięgnęła siedmiu trafień.

To była już ogromna różnica, przy takim potencjale rywalek praktycznie nie do zniwelowania. Na początku drugiej połowy „Pomarańczowe” odskoczyły na dziewięć bramek i wydawało się, że w tym momencie losy meczu się rozstrzygnęły. Polki jednak walczyły, w 44. minucie zbliżyły się na pięć bramek. Pięć minut później przegrywały już tylko 20:24, a w 57. – 24:27. I być może gdyby nie błędy, nawet te proste, niewynikające wcale z uporczywego naporu przeciwniczek, gdyby nie niecelne rzuty, to Polki dokonałyby niemożliwego. Niestety, dziś nie miały swojego dnia, a może po prostu dwa wcześniejsze mecze kosztowały je tak wiele sił, że teraz ich zabrakło. A może to Holenderki okazały się jednak zbyt mocne, poza zasięgiem. Faktem jest, że Biało-Czerwone przegrały zasłużenie, bo rywalki były lepsze.

W szatni pewnie niejedna z naszych reprezentantek uroniła łzę, ale czasu na leczenie ran nie ma. W niedzielę Polki zagrają o brązowe medale, czyli i tak spełnienie marzeń. Dwa lata temu zostały czwartą drużyną globu i wiedzą dobrze, że to cieszy i straszliwie jednocześnie boli.

Polska - Holandia 25:30 (8:15).

Polska:

Anna Wysokińska, Weronika Gawlik - Karolina Kudłacz-Gloc 5, Patrycja Kulwińska 4, Iwona Niedźwiedź 4, Monika Kobylińska 4, Karolina Zalewska 3, Agnieszka Kocela 3, Aleksandra Zych 1, Kinga Achruk 1, Monika Stachowska, Aneta Łabuda, Małgorzata Stasiak, Hanna Sądej.

 

Piotr Skrobisz