Perspektywy szczypiornistek? Medal i igrzyska!
Czwartek, 17 grudnia 2015 (20:14)Jeszcze dwa zwycięstwa i polskie piłkarki ręczne nie tylko zostaną mistrzyniami świata, ale i wywalczą przepustkę na igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro. Marzenia? Tak, ale całkiem realne.
Na razie jest pięknie. Polki, prowadzone w fantastycznym stylu i z wyczuciem przez duńskiego trenera Kima Rasmussena, awansowały właśnie do półfinału rozgrywanych w jego ojczyźnie mistrzostw świata. To gigantyczny sukces, a pamiętajmy, że Biało-Czerwone uczyniły to na drugiej z rzędu imprezie tej rangi. Przed dwoma laty w Serbii też wywoływały sensację za sensacją, lecz do domów wróciły ze łzami w oczach. Wszystko przez to, że nie zdobyły medali. Zajęły czwarte miejsce, najgorsze dla sportowca. Bardzo wysokie, ale jednocześnie pierwsze poza podium.
Teraz, na odbywającym się w Danii turnieju, wydawało się przez chwilę, że Polki mogą powrócić do kraju szybko. Przez fazę grupową bowiem przeszły, lecz w kiepskim stylu. Kiedy w ostatnim meczu zostały zdeklasowane przez Holenderki (20:31), wydawało się, że nie dadzą rady powstać. Tym bardziej, że w 1/8 finału na ich drodze stanęły utytułowane, bardzo mocne i wysoko mierzące Węgierki. Ale jednak od tego pojedynku w naszej drużynie doszło do niewiarygodnej metamorfozy. Z ekipy niewybijającej się ponad przeciętność Biało-Czerwone stały się zespołem z krwi i kości, walczącym niebywale, zostawiającym na boisku serce i zdrowie. Nie przez przypadek Karolina Kudłacz-Gloc, kapitan, po środowym pojedynku z Rosjanami padła bez sił na boisku i musiała skorzystać z pomocy medycznej. Przyznała potem, że nigdy w życiu, po żadnym meczu, nie czuła takiego zmęczenia i wyczerpania. Dała jednak z siebie dosłownie wszystko, podobnie jak jej koleżanki.
Rasmussen, komentując wygrany bój z Węgierkami, powiedział, że jego podopieczne pokazały najlepsze polskie charaktery. Po pokonaniu Rosji dodał, że zagrały niemal idealnie, wręcz perfekcyjnie. Nie przesadzał, nie kokietował. Gdy oglądało się poczynania Biało-Czerwonych, przypominały się najwspanialsze mecze w wykonaniu ich kolegów po fachu.
Polacy w styczniu w Katarze zostali trzecią drużyną świata. Teraz Weronika Gawlik, Anna Wysokińska, Monika Kobylińska, Monika Stachowska, Iwona Niedźwiedź i ich koleżanki mogą nie tylko pójść w ślady wojowników Michaela Bieglera – mogą dokonać czegoś więcej.
Na razie są w najlepszej czwórce turnieju. Jutro, w półfinale, spotkają się z Holenderkami. Tymi samymi, z którymi kilka dni temu wysoko przegrały. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że piątkowe spotkanie będzie wyglądało zupełnie inaczej. Że Polki podniosą rywalkom poprzeczkę o kilka stopni wyżej. Tak naprawdę wynik z fazy grupowej nie będzie miał żadnego znaczenia.
– Kim zawsze nam powtarza, żebyśmy się nie oglądały wstecz, tylko skupiały na najbliższym meczu. On jest bowiem najważniejszy, żaden inny – powiedziała Kudłacz-Gloc.
Awansując do półfinału, Polki zrealizowały już zresztą jeden ze swych celów, czyli zapewniły sobie miejsce w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Rio. Według obowiązujących obecnie zasad powinny też być gospodyniami jednego z nich, a wiosną odbędą się trzy. Nie ma co dodawać, taki fakt byłby ogromny atutem w walce o paszporty do Brazylii. Mówi się co prawda, że światowa federacja chce namieszać i zmienić reguły gry w trakcie jej trwania, ale miejmy nadzieję, że tak się nie stanie.
Tyle że nie można wykluczyć jeszcze innego scenariusza, na mocy którego Polki w ogóle nie będą potrzebowały walczyć w kwalifikacjach. Z Danii jedna jedyna drużyna zapewni sobie bowiem bezpośredni awans na igrzyska. Ta najlepsza, ta, która w niedzielę zdobędzie złoty medal mistrzostw świata. Czy to możliwe, aby została nią właśnie Polska? To marzenie, marzenie, które brzmi jak jakiś sen, ale bądźmy szczerzy: nabierające coraz bardziej realnych kształtów. Wykonalne.
Kilka dni temu mało kto wierzył, by Polki były w stanie wygrać z Węgierkami. Rosja? Też wydawała się poza zasięgiem, przecież tę drużynę stworzono do tego, by nawiązała do najlepszych lat Sbornej, gdy nie miała sobie w świecie równych. Ale Polki obie te przeszkody pokonały. W wielkim stylu, po wielkiej walce, pokazując wielką piłkę ręczną. Dlaczego zatem jutro nie miałyby wygrać z Holenderkami, a w niedzielę z Norweżkami lub Rumunkami?
Czwarte miejsce sprzed dwóch lat było najlepszym w historii wynikiem naszej narodowej drużyny. Polska nigdy nie zdobyła medalu mistrzostw świata, nigdy też nie grała na turnieju olimpijskim. Ekipę Rasmussena stać jednak na wszystko, a niezależnie od tego, z czym ostatecznie powróci z Danii, należą się jej wielkie brawa i szacunek.
Piotr Skrobisz