Chcą to załatwić cudzymi rękoma
Czwartek, 17 grudnia 2015 (13:14)Z Karolem Karskim, byłym sekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, posłem do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Rafał Stefaniuk
Europosłowie PiS wystosowali list do Martina Schulza, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, w związku z jego słowami o sytuacji w Polsce. Dlaczego nie można było przejść obojętnym wobec jego twierdzeń?
– Martin Schulz ma taką cechę, którą posiada także wielu polskich polityków, a więc najpierw mówi, a potem analizuje to, co należałoby powiedzieć. Nawet w tej jego krótkiej wypowiedzi, do której się odnosimy, jego stanowisko ewoluuje. Na początku chce debaty na temat tego, co dzieje się w Polsce, używa nawet bardzo mocnych stwierdzeń o zamachu stanu. Potem snuje dywagacje, czy rzeczywiście taka debata byłaby potrzebna. Następnie dochodzi do konkluzji, że jednak nie i że trzeba być w tej sprawie ostrożnym. Wystosowaliśmy list do przewodniczącego Schulza, aby uświadomić mu, że obrazów Polski nie można budować na podstawie przekazów medialnych czy jednostronnych oświadczeń zainteresowanych stron. Gdy po wybuchu sprawy jeden z dziennikarzy pytał go, czy przeprosi za swoją wypowiedź, odparł, że nie. Mówił o demonstracjach w Polsce. My na podstawie faktu, iż ponad 100 tys. Niemców protestowało przeciwko rządowi Angeli Merkel w sprawie zawarcia porozumienia handlowego z USA, nie wyciągamy podobnych wniosków.
Za pokłosie całej sprawy można uznać wycofany już wniosek Platformy o debatę o sytuacji w Polsce na forum Parlamentu Europejskiego?
– Z pewnością stało się to jednym z epizodów całego sporu wokół Trybunału. Ale docierają do nas informacje z kuluarów Parlamentu Europejskiego, że mimo werbalnych stwierdzeń europosłowie Platformy dalej zabiegają o debatę na temat sytuacji w Polsce. Chcą to załatwić cudzymi rękoma. Wobec tych propozycji pozostała część Parlamentu była dotąd wstrzemięźliwa. Dziś jednak Konferencja Przewodniczących PE omawianie tej sprawy przewidziała na styczeń. Nie jest to decyzja ostateczna, ale znaczący krok w tym kierunku. Co ciekawe, w ubiegłym roku prasa niemiecka obszernie opisywała, jak rząd niemiecki chce ograniczyć aktywizm sędziów niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego i kompetencje tej ekspansywnej – jak wszystkie ciała tego typu – instytucji. Może to też temat na debatę? Idea Hansa Kelsena z początku XX w., by tworzyć takie trybunały, ma i dobre i nie najlepsze skutki. Nikt nie jest idealny. A ci, którzy nie pochodzą z bezpośrednich wyborów, i sądzą, że nikt nie stoi już nad nimi, mają tendencje do rozszerzania swoich kompetencji. Gdzieś jednak bariera racjonalności istnieje. Po to jest dwuinstancyjność sądow. Tu jej nie ma. To jest m.in. temat na rzeczową debatę oderwana od aktualnych sporów politycznych.
Inne kraje także wynoszą wewnętrzne konflikty na forum Parlamentu Europejskiego?
– Pewne sprawy podnosi się na forum międzynarodowym, gdy wymaga tego dobro danego państwa. Może to być wtedy, kiedy kraj nie może otrzymać informacji, które są dla niego niezwykle ważne lub dotyczy de facto państw trzecich. Tak było chociażby wtedy, kiedy poruszyliśmy kwestię katastrofy smoleńskiej i gdy poprosiliśmy Parlament o to, aby wezwał Moskwę do zwrotu wraku Tu-154. Chcieliśmy także, aby przyjąć wezwanie do rozpoczęcia międzynarodowego śledztwa nad wydarzeniami z 10 kwietnia 2010 r. Media sprzyjające Platformie porównują te sytuacje. Jednak tak nie jest. Nasze działanie było nakierowane na podjęcie działań wobec Rosji, a nie w wewnętrzne sprawy Polski. Teraz mamy do czynienia z sytuacją, gdy komuś zależy, aby jedna strona sporu politycznego była napiętnowana na arenie międzynarodowej. To bardzo nieeleganckie.
Schulz stwierdził, że „wielu Polaków podziela jego obawy”. Ale chyba zapomniał o milionach, którzy zdecydowali, że chcą w Polsce dobrej zmiany.
– W Polsce odbyły się wolne wybory, a ci, którzy je wygrali, chcą realizować swój program, na wprowadzenie którego dostali zgodę od społeczeństwa. Dziś w Parlamencie Europejskim przyjęto rezolucje w sprawie sytuacji na Węgrzech. Ale Węgry nadal istnieją i prowadzą samodzielną politykę wewnętrzną i zagraniczna. Parlament Europejski jest tym miejscem, w którym się mówi. Nawet więcej mówi, niż podejmuje decyzji.