Polityka "poklepywania po plecach" nie zdaje egzaminu
Poniedziałek, 12 listopada 2012 (17:25)
Z Tomaszem Porębą, posłem PiS do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Wkrótce rozstrzygnięcie dotyczące budowy drogi Via Carpatia i jej polskiego odcinka S-19. Jakie są szanse, żeby Polska skorzystała na tej inwestycji?
- Obecnie w Brukseli trwają prace nad stanowiskiem Parlamentu Europejskiego w kontekście rewizji sieci TEN-T, czyli głównych korytarzy transportowych Unii Europejskiej. Jednocześnie parlament pracuje nad propozycją Komisji Europejskiej, która wcześniej zajmowała się tą kwestią i konsultowała wszystkie sprawy z rządami krajów członkowskich. Brak zaangażowania polskiego rządu sprawił, że w propozycji KE, która wpłynęła do PE, najważniejszy dla wschodnich regionów UE szlak transportowy Via Carpatia w wielu odcinkach nie jest ujęty, a jeżeli nawet to w bardzo drobnych odcinkach. W Polsce na tę chwilę do sieci głównych korytarzy transportowych UE został włączony jedynie odcinek pomiędzy Lublinem a Rzeszowem oraz mały odcinek między Białymstokiem a granicą państwa.
Czy sprawa jest już definitywnie zamknięta?
- To jest stan obecny. Natomiast jest jeszcze szansa, żeby poruszyć ten temat na początku przyszłego roku podczas spotkania KE, PE i Rady Unii Europejskiej, gdzie będą podejmowane finalne decyzje co do Via Carpatia. Chodzi o to, żeby wciągnąć tę inwestycję do sieci głównej TEN-T dającej możliwość budowy tej drogi, jej modernizacji do 2030 roku, i co niezwykle ważne, sfinansować tę inwestycję z pieniędzy unijnych. Jeżeli tutaj polski rząd zawali sprawę, a dotychczasowe doświadczenia pokazują, że jest to bardzo realne, to o drodze S-19 i w ogóle o powstaniu Via Carpatia będziemy mogli zapomnieć i to na długie lata.
Co w tej sytuacji powinien zrobić rząd koalicji PO - PSL?
- Apeluję do ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej Sławomira Nowaka i do premiera Donalda Tuska, do których zresztą już wcześniej skierowałem listy w tej sprawie, aby podjęli zdecydowaną walkę o Via Carpatia, bo partnerem dla PE, dla Rady Unii Europejskiej, a przede wszystkim dla KE jest nie opozycja, a polski rząd. Jeżeli Donald Tusk ze swoją ekipą nie podejmie tej sprawy na serio, to Via Carpatia pozostanie w sferze marzeń.
Podczas sobotniej wizyty w Przemyślu premier Tusk pytany: czy polski rząd będzie naciskał, żeby Via Carpatia została wpisana do sieci TEN-T, powiedział, że obecnie w Europie nie ma najlepszego klimatu, żeby rozpędzać się z inwestycjami tego typu.
- Jestem bardzo zaskoczony wypowiedzią Donalda Tuska w Przemyślu, zwłaszcza kiedy zestawiam ją z wypowiedzią premiera sprzed dwóch tygodni w Rzeszowie. Zresztą to typowe dla niego. Wówczas premier powiedział ni mniej, ni więcej, że z wpisaniem Via Carpati do sieci głównej korytarzy transportowych UE nie powinno być problemów i że rząd Polski się tym zajmie. Dzisiaj premier stwierdza, że nie ma ku temu klimatu. To wszystko świadczy, że tak naprawdę od początku, tzn. od czasu prac na poziomie Komisji Europejskiej, ten szlak nie cieszył się aktywnym wsparciem polskiego rządu i tym samym S-19 przez terytorium Polski, jeżeli w ogóle będzie budowana, to tylko drobnymi odcinkami, a o całej trasie z Litwy do Grecji możemy w najbliższych latach zapomnieć.
Premier Tusk bryluje na salonach europejskich – tak przynajmniej przedstawiają to media, tymczasem w konkretnych sprawach, jak chociażby w tej wspomnianej przez Pana, jest mało skuteczny…
- Podkreślam z pełną odpowiedzialnością, że polityka zagraniczna Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego z punktu widzenia walki o polskie interesy nie istnieje. Przykładem modelowym jest polska prezydencja w Radzie Unii Europejskiej, gdzie tak naprawdę nie podjęto żadnej ważnej sprawy z punktu widzenia polskich interesów. Kiedy prowadziliśmy sprawy UE, nie podjęto chociażby kwestii związanych z polskim rolnictwem, nie podjęto też tematu drogi S-19 ani programu regionalnego dla Karpat, dla południowej Polski, dla Europy południowo-wschodniej, a przecież można to było zrobić. Tak uczynili to chociażby Węgrzy ze Strategią Dunajską czy Szwedzi ze Strategią Bałtycką. Polski rząd jest traktowany w Brukseli jako ekipa, która zgadza się na wszystko, która żadnych ważnych spraw nie jest w stanie podjąć, ponieważ premier i szef polskiej dyplomacji grają z Niemcami i w kontekście podejmowanych decyzji zawsze popierają Niemcy. Nie biorą pod uwagę tego, że interes niemiecki w wielu przypadkach jest skrajnie sprzeczny z polskim interesem narodowym, a najlepszym przykładem jest rurociąg NordStream.
Polityka "poklepywania się po plecach" absolutnie nie zdaje egzaminu. Dopóki premier Tusk będzie się cieszył tylko z tego, że chwalą go na Zachodzie, a nie będzie walczył o nasze sprawy, Polska nie będzie poważnie traktowana i nie będzie się liczyła na płaszczyźnie europejskiej.
Coraz głośniej mówi się o ciepłej posadce premiera w strukturach UE, może stąd ta pokorna postawa, żeby przypadkiem nie podpaść unijnym decydentom...
- Jeżeli takie byłoby myślenie polskiego premiera, wówczas byłaby to kompromitacja i coś skrajnie sprzecznego z polskimi interesami. Nie może być tak, że prywatne cele przedkłada się nad interesy narodowe czy rozwojowe Polski. Nie dopuszczam nawet myśli, że mogłoby tak być. Jednak w kontekście tego, co robią premier Tusk i minister Sikorski na poziomie europejskim, jak prowadzą politykę zagraniczną Polski, nic nie jest mnie już w stanie zdziwić.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki