• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Słyszeliśmy: Jakoś sobie poradzicie

Czwartek, 10 grudnia 2015 (12:05)

Ze Stanisławem Skupniem, przewodniczącym Krajowej Sekcji Pracowników Parków Narodowych NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jaką rolę pełnią w naszym kraju parki narodowe i jak są postrzegane przez Polaków?

– Parki narodowe są najwyższą w tym momencie formą ochrony przyrody w Polsce. Dotyczy to zarówno ochrony przyrody, jak i całego dziedzictwa kulturowego na danym terenie. Inne zadania mają parki górskie, inne zaś parki nizinne z wodą, ale tak czy inaczej parki narodowe są najwyższą formą ochrony w naszym kraju.

Od jakiegoś czasu sygnalizują Państwo problem z finansowaniem parków narodowych...

– Po zmianie ustawy w 2011 r. parki narodowe stały się państwową osobą prawną. Plusem tego jest to, że środki wypracowane przez parki narodowe pozostają w dyspozycji danego parku. Jednak tak czy inaczej parki narodowe muszą być finansowane z budżetu państwa. Nie możemy bowiem spieniężyć naszej przyrody, aby zdobyć środki na utrzymanie parków narodowych. My nie jesteśmy przedsiębiorstwem, którego celem jest zarabianie pieniędzy. Owszem, musimy zarabiać, bo państwa nie stać na sfinansowanie wszystkich zadań, jakie na nas spoczywają, związanych m.in. z ochroną, remontami szlaków i wszystkich obiektów, które służą turystom. Część pieniędzy ze sprzedaży biletów odprowadzamy na służby ratownicze, a zatem tymi środkami dzielimy się z wieloma podmiotami, które działają na rzecz parków narodowych.      

Parki Narodowe w założeniu nie są jednak instytucją dochodową?

– Tak, oczywiście. Nie możemy tego z góry zakładać, ale do zarabiania pieniędzy zmusza nas sytuacja. Zapewniam jednak, że nie jest to nasz kaprys. Kiedyś, bodajże w 1993 lub 1994 r., kiedy wprowadzono bilety wstępu do Tatrzańskiego Parku Narodowego, też zmusiła nas do tego sytuacja, bo nie było pieniędzy na remont szlaków. I tak się rozpoczęło zubożenie parków narodowych, za każdym razem skubanie kasy. Słyszeliśmy tylko, że sytuacja jest trudna i pieniądze przydadzą się gdzie indziej, a wy jakoś sobie poradzicie. Tym samym postawiono parki narodowe pod ścianą i zmuszono nas do szukania środków na swoje utrzymanie.

W ostatnich latach mamy do czynienia z ze zjawiskiem przerzucania na parki narodowe pełnej odpowiedzialności za ochronę przyrody. Czy w ślad za tym idą pieniądze?

– Ależ skąd. W ślad za zwiększeniem zakresu obowiązków nie poszły żadne pieniądze. Weźmy chociażby przepisy wynikające z ustawy Natura 2000, gdzie przybywa ciągle nowych zadań, a finansowanie parków narodowych z każdym rokiem topnieje. Wygląda to mniej więcej tak, że budżet parków narodowych zamyka się prawdopodobnie w granicach 200 milionów złotych, natomiast z budżetu państwa otrzymujemy maksymalnie do 90 milionów złotych, pozostałe brakujące środki parki narodowe muszą wygospodarować. Każdy park stara się, jak tylko może, żeby te pieniądze zdobyć. I tu jest niebezpieczeństwo, jakie grozi parkom narodowym, a mianowicie, że w pewnej niedalekiej perspektywie staną się przedsiębiorstwami komercyjnymi. Wówczas handel przyrodą może sprawić, że będziemy się martwić nie o to, jak dbać o powierzone nam dobro narodowe i służyć swą wiedzą i doświadczeniem społeczeństwu, ale znajdziemy się w punkcie, gdzie będziemy szukać, co tu jeszcze sprzedać lub udostępnić za odpowiednią kasę, żeby tylko przeżyć następny okres.    

Na czym polega praca w parku narodowym i czy jest odpowiednio wynagradzana?

– Praca w parkach narodowych jest bardzo specyficzna. Inaczej wygląda w przypadku parków wodnych, gdzie chronione są tereny wodne, a inaczej ta praca wygląda w parkach wysokogórskich, gdzie naszym zadaniem jest ochrona przyrody i dziedzictwa, jak np. Giewont, Rysy, Morskie Oko itp. Inaczej praca wygląda tam, gdzie występuje licznie zwierzyna leśna czy ptactwo. Tak czy inaczej jest to praca nie od godziny do godziny, ale w zasadzie jest to praca całodobowa. Dotyczy to pracowników terenowych, służb takich jak straż parku itd. Tego się nie da zamknąć jak drzwi biura i niedziela czy święta są wolne. Niestety wiele osób tego nie rozumie, nie wie, na czym polega nasza praca. Nie mówi się o wspomnianej już dyspozycyjności, utrzymywaniu sprawności na określonym poziomie, aby móc skutecznie podejmować się różnych zadań w przyrodzie. Jesteśmy do tego przygotowani, ale w ślad za obowiązkami i zadaniami nie idą żadne regulacje wynagrodzeń, gratyfikacje finansowe itp.

Jak kształtują się zarobki pracowników parków narodowych w porównaniu np. z leśnikami?   

– Nasze wynagrodzenia stoją w miejscu, a zatrzymały się na poziomie z 2008 r. Wówczas na Polskę został nałożony deficyt nadmiernego zadłużenia, stąd rząd tłumaczył, że cały sektor finansów publicznych, w tym również parki narodowe, nie może mieć większego wynagrodzenia. Wszędzie zarobki poszły w górę, a my w parkach narodowych mamy dzisiaj – jak to się mówi – „w plecy” jakieś 20-25 proc. W parkach narodowych zatrudnionych jest 1300-1400 pracowników. Jest to liczba ruchoma, bo często w sezonie zatrudniamy dodatkowych pracowników, aby nas wsparli w niełatwych zadaniach kontroli ruchu turystycznego czy w innych pracach sezonowych. Jest nas stosunkowo mało, dlatego nie mamy takiego przebicia do mediów, do prasy, żeby nasz głos mógł się odbić szerszym echem. Każdy się szczyci pięknem przyrody itd., ale z drugiej strony jesteśmy pomijani.   

Na kim spoczywa odpowiedzialność za parki narodowe?  

– Odpowiedzialność za parki narodowe spoczywa na ustawodawcy. Skoro ktoś ma pomysł na ochronę przyrody, powołuje park narodowy, zatwierdza jego statut i jeśli realizacja i pilnowanie przestrzegania tych zapisów spoczywa na resorcie środowiska, to również finansowanie działalności tychże parków narodowych spoczywa na Ministerstwie Środowiska. Na dzisiaj wygląda, że to właśnie resort środowiska jest głównym beneficjentem naszych środków.   

Czego oczekują Państwo od rządu Beaty Szydło?

– Przede wszystkim oczekujemy wzrostu wynagrodzeń w parkach narodowych. Chcemy uniknąć dążenia do tego celu w sposób agresywny, ale oczekujemy, że w okresie czterech lat nasze wynagrodzenia zostaną zrównane z zarobkami w Przedsiębiorstwie Państwowym Lasy Państwowe. Mamy bowiem sytuację, że koledzy leśnicy, którzy pracują obok nas i często dzieli nas przysłowiowa miedza, mogą np. dokonać wycinki lasów, aby podreperować swój budżet, a my, choć pracujemy często na tym samym terenie, tak samo długo jak oni, często z uwagi na zadania mając większe doświadczenie, my jesteśmy dużo gorzej, nawet o połowę, wynagradzani niż leśnicy. Marzymy, aby kiedyś zrównać się wynagrodzeniami z naszymi kolegami z Lasów Państwowych.    

I są to jedyne oczekiwania...?

– Oczywiście nie. Chcemy większego zrozumienia dla ochrony przyrody ze strony resortu środowiska, tak aby w ślad za nowymi zadaniami szły również nakłady na funkcjonowanie i na wynagrodzenia. Dla związków zawodowych podstawowym obowiązkiem, podstawową wartością jest dobro pracownika. Każdy z nas ma rodzinę na utrzymaniu i pracując, chce zapewnić jej godziwe warunki życia. Liczymy, że nowy rząd wykaże się większym zrozumieniem, że my także chcemy godnie żyć i godnie pracować. Na poprzednią koalicję, na rząd PO – PSL nie mogliśmy liczyć. Problemy są naprawdę poważne, ale przez osiem lat nie mieliśmy żadnego wsparcia. Dziś oczekujemy, że się to zmieni. Mamy nadzieję, że nasz głos zostanie w końcu usłyszany, że znajdzie się zrozumienie, a w ślad za tym pójdą środki, aby nas wspomóc, bo za te pieniądze my dłużej nie potrafimy żyć.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki