• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Działania policji były dwuznaczne

Poniedziałek, 12 listopada 2012 (12:47)

Z dr. Arturem Górskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, będącym w komitecie poparcia dla Marszu Niepodległości, rozmawia Izabela Kozłowska

Ulicami Warszawy przeszedł Marsz Niepodległości pod hasłem „Odzyskajmy Polskę”. Jak ocenia Pan wczorajsze wydarzenia, także działania policji?

- Przede wszystkim Marsz Niepodległości przerwano. Przepuszczono kilkaset osób. Następnie resztę marszu zatrzymano pod pretekstem zaburzeń chuligańskich. Być może chciano osiągnąć taki efekt, żeby całą główną manifestację spacyfikować i później pokazywać, jakie były awantury czy bójki, natomiast sam marsz przedstawić później jako zaledwie kilkusetosobowy. Wiemy, że awanturnicy, którzy niestety wszędzie się zdarzają przy tak dużych inicjatywach - tutaj mówimy o kilkuset tysiącach osób - stanowili zaledwie margines. Przy czym do końca nie wiemy, czy wszystkie działania były spowodowane przez łobuzów i chuliganów.

Wśród uczestników marszu na jego obrzeżach obecnych było bardzo wielu policjantów ubranych po cywilnemu, tzw. tajniaków z maskami na twarzy. Bardzo trudno było rozróżnić, kto jest łobuzem, a kto policjantem. Były sytuacje takie, że ludzie zatrzymywali dziwnie zachowujące się, zamaskowane osoby, jako prowokatorów. Później okazywało się, że są to policjanci. Działania policji muszą być bardzo dokładnie przeanalizowane. Niemniej ja jako obserwator i jednocześnie uczestnik odnoszę wrażenie, że rola policji była dwuznaczna.

Dwuznaczna? Co Pan przez to rozumie?

- Uważam, że dobrze jest, jeżeli w tłumie są policjanci „po cywilnemu” i oni monitorują sytuację od wewnątrz. Zdecydowanym błędem było ubranie funkcjonariuszy w kominiarki. Tym samym mogli oni sobie „pozwolić na więcej”, więc mogli w indywidualnych sytuacjach stać się prowokatorami lub za takich być uznani. Niewątpliwie demonstracja siły, przyciągnięcie wozów bojowych uzbrojonych w armatki wodne, było prowokacją. Niebezpieczne było także strzelanie „na oślep” w tłum, gdzie policjanci mogli trafić nie tylko awanturników, ale także spokojnych demonstrantów, wśród których były dzieci, kobiety, osoby starsze. Przepuszczenie demonstracji i umożliwienie jej dojścia na plac pokazują, że od samego początku można było przyjąć ten scenariusz. Od początku należało demonstrację przepuścić, a nie ją blokować czy pacyfikować. To mogło wywołać frustrację, agresję wśród niektórych uczestników.

Kontynuacja Marszu Niepodległości przez kilkadziesiąt minut stała pod znakiem zapytania…

- Niewątpliwie niepokojący był sygnał podczas negocjacji, kiedy policja naciskała na organizatorów, by rozwiązali manifestację. Organizatorzy odmówili tego rozwiązania. W tym samym czasie policja zażądała opuszczenia terenu przez osoby chronione immunitetem, ponieważ nie byliby w stanie zagwarantować naszego bezpieczeństwa. Dali ludziom do zrozumienia, że marsz jest już rozwiązany. Z drugiej strony to pokazuje, że szykowano się do ataku. Podczas rozmów udało się uświadomić, że atak na ten ogromny tłum wyrządziłby wielkie straty i na pewno polałaby się krew. Jak widać, dzięki Bogu zdrowy rozsądek zwyciężył i marsz był w spokoju kontynuowany.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska