Atakują, ale mało skutecznie
Wtorek, 8 grudnia 2015 (05:02)Z dr. Przemysławem Wójtowiczem, politologiem, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk.
Mimo ataków opozycji, części mediów i komentatorów Prawo i Sprawiedliwość z dużą przewagą przewodzi w sondażu zrealizowanym dla „Faktów” TVN i TVN24. Partia Jarosława Kaczyńskiego cieszy się 32-proc. poparciem i ma przewagę nad drugą – Nowoczesną, aż 12 proc.
– Na tym etapie rządzenia ataki są mało skuteczne, gdyż wyborców bardziej niż zamieszanie wokół Trybunału Konstytucyjnego interesuje realizacja obietnic wyborczych. A te mogą być dużym wsparciem dla polskich rodzin. Co istotniejsze, ekipa rządząca już wysyła pierwsze sygnały, że jej pomysły będą procedowane. Wiara w realizację obietnic jest tym elementem, który wpływa na opinię ludzi. A więc PiS zaczyna swoje drugie podejście do rządów z solidnym kredytem zaufania.
Można mówić o żelaznym elektoracie PiS na poziomie 30 proc.?
– Oczywiście PiS jak każda partia posiada swój żelazny elektorat, który jest z nim na dobre i na złe. Z politologicznego punktu widzenia mało realne jest, aby osiągnął poziom aż 30 proc. Wydaje się więc, że politycy tego ugrupowania zapracowali na swój sondażowy dobry wynik.
Nowoczesna zyskała aż 11 proc. Co wepchnęło partię Ryszarda Petru na falę wznoszącą?
– Petru nie musi wchodzić na wyżyny zabiegów politycznych, aby zyskiwać. Jego głównym motorem napędowym jest słabość Platformy, którą obserwujemy w wewnętrznych kłótniach, które się w tej partii pogłębiają. Jasny przekaz i wyrazisty lider w postaci Ryszarda Petru sprawia, że niezadowolony elektorat przelewa swoje zainteresowanie z PO na Nowoczesną. Bo jak dobrze wiemy, partie te programowo są prawie identyczne.
A w Platformie – Kopacz, Schetyna, Siemoniak, Neumann – trudno wskazać lidera.
– Zgadza się. Ludzie lubią wyraźnego przywódcę, który ciągnie partie. W przypadku Prawa i Sprawiedliwości od wielu lat jest nim Jarosław Kaczyński. A w Platformie tzw. podstawowy lider jest teraz daleko poza granicami kraju. Partią nie da się kierować z Brukseli, więc w Polsce wytworzyła się pustka. Bądźmy szczerzy, poza Donaldem Tuskiem nie ma takiego lidera, który mógłby tę partię pociągnąć. Ewie Kopacz – mimo że się starała – nie udało się jej osiągnąć poziomu Tuska. Kandydatów do objęcia sterów w Platformie jest wielu, a żaden z nich nie jest wyraźnym przywódcą i faworytem bukmacherów. To powoduje, że wśród nich rodzą się tarcia. Sytuacja Nowoczesnej jest zupełnie inna. Choć ta partia jest nowa, to kieruje nią człowiek z charyzmą, który przy tym cieszy się pełną lojalnością działaczy. To się wyborcom podoba.
Ten stan pikowania w dół PO potrwa do wyborów przewodniczącego?
– Teraz to, co obserwujemy, to jest stan przejściowy. Platforma przechodzi perturbacje, a ich beneficjentem jest Petru. To jednak nie jest jeszcze egzamin, to na razie jest semestr akademicki. Egzaminem będą najbliższe wybory – do samorządu i Parlamentu Europejskiego. To jest najważniejszy miernik poparcia. Zobaczymy, czy Platforma należycie przygotuje się do sesji.
Brak wyraźnego przywódcy może podzielić Platformę?
– Sytuacja wygląda tak, że kiedyś wybór był dwubiegunowy – PiS lub PO. Bez względu na to, co działo się wewnątrz Platformy, jej wyborca dla samej zasady nie przelał sympatii na PiS. To sprawiało, że politycy PO mogli czuć się pewniej. Teraz pojawiła się trzecia opcja w postaci Nowoczesnej. To może doprowadzić do tego, że nowy lider Platformy oraz jego rywale do najwyższej funkcji w partii będą musieli szukać porozumienia. To doprowadzi do tego, że Platforma – choć osłabiona –przetrwa niepodzielona.
Co ciekawe, według sondażu w parlamencie znajdą się tylko 4 partie. Tą ostatnią jest Ruch Kukiz’15 z 7 proc. Będzie to stały gracz na scenie politycznej?
– Mimo wszystko nie spodziewałbym się tego, że Kukiz’15 przetrwa dłużej niż jedną kadencję. Chyba że liderzy ruchu zdecydują się na zmianę ruchu w partię polityczną o twardym rdzeniu politycznym. Atutem Kukiz’15 jest wyrazisty lider Paweł Kukiz. Obawiałbym się, że bez pogłębienia relacji wewnątrz ruchu projekt ten podzieli losy Ruchu Palikota, Samoobrony czy wielu innych ugrupowań.
Pod progiem znajdują się: Zjednoczona Lewica, KORWiN, PSL i Razem. Nasza scena polityczna ewoluuje w kierunku kilku większych graczy?
– Panujący w Polsce system wyborczy, którego jednym z elementów jest metoda liczenia głosów d'Hondta, sprawia, że pewne partie stale tworzą parlament. Jednak nasza scena polityczna nie jest na tyle zabetonowana, żeby nie mogły pojawić się na niej nowe ugrupowania, które mogą odnieść sukces wyborczy. Tak jak teraz Zjednoczona Lewica została zepchnięta poniżej prób wyborczy, tak w przyszłości może się podnieść i wejść do parlamentu. Nie wiem tylko, pod jakim szyldem to nastąpi, ale z pewnością to się stanie.
A więc jak nie Zjednoczona Lewica, to z pewnością ktoś inny, ale lewica?
– Dokładnie tak. Zjednoczonej Lewicy zabrakło naprawdę niewiele, aby wprowadzić kilku posłów do parlamentu. A było to prawie 8 proc. Dochodzi do tego poparcie partii Razem, a to sprawia, że ponad 10 proc. społeczeństwa nie ma swojej reprezentacji w Sejmie. To jest poparcie, którego nie można lekceważyć. Dla części społeczeństwa, i to w całej Europie, program lewicowy jest atrakcyjny. Dlatego lewica, choć nie wiadomo pod jakim sztandarem, do gry parlamentarnej wróci.