• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

To nie była niezręczność, to był zamach na TK

Wtorek, 8 grudnia 2015 (04:08)

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem PiS, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Jeszcze w tym tygodniu mogą ruszyć prace nad nową ustawą o Trybunale Konstytucyjnym. Propozycję ma wypracować zespół powołany w ramach Narodowej Rady Rozwoju. W jakim kierunku powinny pójść zmiany?

– Trudno mi konkretnie odpowiedzieć na to pytanie. Sądzę jednak, że zmiany będą polegały na tym, co sugerowali wcześniej konstytucjonaliści. W szczególności powinna zostać rozstrzygnięta kwestia kadencyjności prezesa i wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego. Zresztą wielokrotnie było postulowane, że kadencyjność na stanowiskach prezesa i wiceprezesa TK jest naturalną konsekwencją wybieralności.

Platforma podchodzi do pomysłu sceptycznie…

– Panie redaktorze – a do czego Platforma podchodzi z zachwytem? Chyba tylko do tego, żeby nic nie robić, niczego nie zmieniać, bo to, co jest, jest im jak najbardziej na rękę.

Nowoczesna.pl też nie jest zachwycona, ale chce się spotkać z prezydentem, a Ryszard Petru wystosował nawet list do Andrzeja Dudy w tej sprawie…

– Prezydent Andrzej Duda jest otwarty na rozmowy z różnymi ugrupowaniami. Choć kadencja prezydenta jest dopiero na progu, to Andrzej Duda już wielokrotnie potwierdził, że jest otwarty na głos obywateli, na głos ugrupowań politycznych, udowodnił, że wsłuchuje się w to, co poszczególne środowiska mają do powiedzenia, i po konsultacjach podejmuje swoje decyzje. Jak się okazuje, podejmuje decyzje bardzo rozważnie i roztropnie. Mało tego, warto przypomnieć, jak wielka była wrzawa i jak wielką presję usiłowano wywrzeć na prezydenta, żeby zaprzysiągł wszystkie pięć osób wybrane na stanowisko sędziego przez Platformę w październiku. Prezydent nie uległ tej presji, miał wątpliwości natury konstytucyjnej. Mało tego, po ostatnim wyroku TK okazało się, że te wątpliwości były jak najbardziej uzasadnione. Przecież to nie kto inny jak TK stwierdził, że dwóch sędziów zostało wybranych w następstwie złamania Konstytucji przez Platformę. A zatem w tym zakresie prezydent Duda miał rację. Jeśli dziś ktoś naciska na prezydenta, żeby zrobił to czy tamto, to myślę, że powinien się zreflektować, że skoro w przeszłości prezydent Duda miał rację, w związku z tym może zachować trochę umiaru. W ostatnim czasie Platforma podnosiła, że w Polsce obowiązuje trójpodział władzy, ale w tym samym przepisie konstytucyjnym jest także zapis o równowadze tych władz, a więc o autonomii każdej z nich. Dlatego nie znajduje uzasadnienia prawnego ingerencja TK w prace parlamentu, nie znajduje również uzasadnienia prawnego ingerencja TK czy też próby takiej ingerencji, próby wywarcia presji na prezydenta RP. Chcę podkreślić, że praworządność to przestrzeganie prawa przez wszystkich bez wyjątku, w tym również przez instytucje państwowe.

Co konkretnie przestrzeganie prawa oznacza w tym wypadku?

– Przestrzeganie prawa tzn. postępowanie zgodnie z prawem i w granicach prawa. Odnoszę wrażenie, że w ostatnim czasie pod wpływem polityków Platformy i związania przynajmniej niektórych sędziów TK dość wyraźnie z tym ugrupowaniem politycznym obecny Trybunał ma skłonności do występowania poza granice prawa. Tzn. wypowiada się w kwestiach, które na mocy Konstytucji RP nie przynależą do jego kompetencji.            

Czy Pana zdaniem można prawnie zabezpieczyć, żeby kryzys wokół TK, podobny do tego, z jakim dzisiaj mamy do czynienia, wywołany przez poprzednią koalicję rządzącą PO – PSL, w przyszłości nie miał miejsca?

– Dobrze pan redaktor zauważył, że ktoś złamał obowiązujące standardy, że dopuściła się tego Platforma wespół z PSL. Od tego się przecież wszystko zaczęło. Powołali osoby na stanowiska z wyprzedzeniem, a tym samym wkroczyli w kompetencje przyszłego parlamentu. I w tym należy upatrywać przyczyny całego zamieszania. A zatem nie przestrzegano prawa w tym zakresie, co zresztą potwierdził TK. Dzisiaj robi się wrzawa, a ci, którzy byli sprawcami tego bałaganu, dzisiaj usiłują udawać Greków. Były minister sprawiedliwości Borys Budka przeprasza za błąd, natomiast drugi sprawca tego zamętu, ten, który jest twarzą złamania Konstytucji RP, który wniósł tę poprawkę – poseł Platformy Robert Kropiwnicki – powiada enigmatycznie, że to była niezręczność. Tymczasem trzeba powiedzieć głośno bez owijania w bawełnę, że był to zamach na TK. Jeden przeprasza i twierdzi, że to był błąd, drugi nazywa to niezręcznością, ale prawda jest taka, że był to zamach na TK.

Chce Pan powiedzieć, że TK dał się wciągnąć w tę polityczną grę?

– Dokładnie, i nad tym należy ubolewać. Niestety, sędziowie TK wypowiadali się na ten temat publicznie, przesądzali przed rozprawą treść wyroków, które mają zapaść, demonstrowali swoje poglądy polityczne i przywiązanie do Platformy, czego im nie wolno, bo to podważa zasady, wiarygodność i bezstronność takiego sędziego, jego niezawisłość. Dlatego trzeba przywrócić i zapewnić TK pluralizm. Ten pluralizm jest zapewniony wtedy, kiedy kolejne parlamenty uzupełniają skład TK w miarę zwalniania – wraz z upływem kadencji – stanowisk sędziowskich. Gdyby tej zasady przestrzegano, nie byłoby tego całego zamieszania. Warto przypomnieć, że jeden z wielkich demokratów prof. Andrzej Zoll, używających dziś mocnych słów, w 1997 r., kiedy to samo, co teraz Platforma, próbował zrobić SLD wespół z PSL, krzyczał o zamachu na TK, ale w czerwcu tego roku już nie krzyczał. Natomiast dzisiaj w ostrych słowach mówi o końcu demokracji. Powstaje pytanie, gdzie prof. Zoll był w czerwcu.

No dobrze, ale może to prawo powinno być bardziej precyzyjne, co wykluczyłoby wszelkie próby nadinterpretacji czy wręcz żonglowania przepisami?

– Proszę zwrócić uwagę, że gdyby Platforma nie wzięła się za majstrowanie przy TK, to pewniej dzisiaj nie mielibyśmy tego kryzysu. I owszem, w oparciu o to, co Platforma zrobiła w czerwcu, rzeczywiście teraz trzeba doprecyzować przepisy. Ale to pokazuje jednocześnie, że życie wyprzedza ustawodawcę. Mamy oto sytuację, kiedy ustawodawca musi podążać za życiem i skoro rzeczywistość pokazała, że możliwe są nadużycia w tej mierze, to ustawodawca musi dostroić prawo do tego, żeby podobnym incydentom zapobiec na przyszłość.

Europoseł Janusz Lewandowski twierdzi, że sprawa TK w Polsce trafi do PE i europejskich trybunałów. W podobnym tonie kilka dni temu wypowiadał się Grzegorz Schetyna. Czemu to ma służyć?

– W mojej ocenie, mamy do czynienia z próbą przeniesienia sporu krajowego na forum międzynarodowe. Ale jeśli przyjrzeć się faktom, to wychodzi na to, że Grzegorz Schetyna będzie musiał zawiadomić instytucje Unii Europejskiej, że oto w Polsce sędziowie TK napisali ustawę o TK, zawiadomić, że sędziowie TK wdali się wdali się w działania o politycznym charakterze. Pewnie chce zawiadomić instytucje UE również o tym, że Platforma złamała Konstytucję RP oraz że weszła w kompetencje przyszłego parlamentu. Jeśli już, to chyba właśnie o tym politycy tego ugrupowania chcą zawiadomić opinię międzynarodową, bo takie a nie inne są fakty.

Ale intencją tej „skargi” będzie coś zupełnie innego, a mianowicie próba zdyskredytowania rządu PiS na arenie międzynarodowej i pokazanie, że pod Waszymi rządami Polska nie jest wiarygodnym partnerem…

– No cóż, politycy Platformy mają w zanadrzu tylko pustosłowie, bez żadnych merytorycznych argumentów. Argumenty i fakty świadczą o czymś zupełnie innym.

Jak skomentuje Pan zachęcanie przez Ryszarda Petru społeczeństwa do udziału w masowych protestach przeciwko PiS? Jedna z takich demonstracji ma się odbyć 12 grudnia o godz. 12.00 przed siedzibą TK.

– Miejsce zapowiadanego protestu może świadczyć o tym, że Ryszard Petru szykuje protest przeciwko TK. Zazwyczaj bywa tak, że przeciwko rządowi protestuje się przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, przed Sejmem przeciwko decyzjom podejmowanym przez parlament. Wychodzi na to, że przed TK odbędzie się demonstracja przeciwko Trybunałowi. Widocznie Ryszard Petru uważa, że TK posuwa się za daleko.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki