Nikolić – maszynka do bramek
Poniedziałek, 7 grudnia 2015 (20:24)Nemanja Nikolić, napastnik Legii Warszawa, zdobył w niedzielę 20. bramkę w obecnym sezonie piłkarskiej ekstraklasy. Węgier potrzebował do tego zaledwie 19 kolejek i jeśli się nie zatrzyma, może pobić wszelkie rekordy ligi polskiej.
Król strzelców poprzednich rozgrywek, Kamil Wilczek (Piast Gliwice), zakończył sezon z 20 trafieniami na koncie. Rok wcześniej Marcin Robak (Pogoń Szczecin) zdobył 22 gole. W 2013 Robert Demjan z Podbeskidzia Bielsko-Biała został królem strzelców z zaledwie 14 bramkami. Tyle samo trafień do korony wystarczyło w 2011 roku Tomaszowi Frankowskiemu z Jagiellonii Białystok. Oczywiście były to inne czasy, rywalizacja toczyła się według innych zasad, „Franek” i Słowak mieli na swoje popisy po 30 kolejek, nie tak jak obecnie Nikolić, który będzie ich miał 37. Tyle że za nami ledwie 20 serii spotkań, a urodzony w Serbii reprezentant Węgier już 20-krotnie pokonywał rywali Legii. Daje mu to fantastyczną średnią, a nie ma wcale zamiaru zwalniać.
Nikolić trafił na Łazienkowską przed sezonem z węgierskiego Videotonu, gdzie spędził długie pięć sezonów. Legia potrzebowała skutecznego napastnika, jego brak był jednym z powodów, dla których straciła na rzecz Lecha Poznań mistrzostwo Polski. Napastnikowi kończył się kontrakt, mógł przeprowadzić się do Warszawy za darmo, a wcześniej szefowie Videotonu stawiali za niego zaporowe ceny.
Jego transfer okazał się strzałem w dziesiątkę, a to, co Węgier wyczynia na polskich boiskach, wystawia mu doskonałą laurkę – i zarazem stawia pytania, jak długo pozostanie w stolicy. Nie jest może najbardziej efektownie grającym piłkarzem. Nie czaruje technicznymi sztuczkami, ale ma niesamowity instynkt. Potrafi znajdować się na pozycjach, a jak już dostaje od kolegów piłkę, to bramkarze rywali zazwyczaj drżą. W niedzielę jego trafienie przesądziło o wygranej Legii w Krakowie nad Wisłą – i to był kolejny taki przypadek w sezonie. Nikolić znalazł już sposób na prawie wszystkie polskie drużyny, tylko trzem do tej pory gola nie strzelił, ale będzie jeszcze miał ku temu okazję.
Dla warszawian jest bezcennym skarbem, ale sam o swej roli wypowiada się skromnie.
– W żadnej drużynie jeden zawodnik nie wygra meczu, piłka nożna to sport zespołowy. Jestem napastnikiem, moim zadaniem jest zdobywanie bramek i z tego jestem rozliczany. Oczywiście mam świadomość, że najgłośniej jest o tych, którzy trafiają do siatki, jednak ja nie czuję się bohaterem – powiedział po meczu na Reymonta.
Niedawno przyznał, że chciałby pobić rekord Stanko Svitlicy, który w 2003 roku, grając w barwach Legii, został królem strzelców z 24 golami na koncie. Węgier z pobiciem rekordu Serba nie powinien mieć większego problemu, wszak zostały mu już tylko cztery trafienia, a do końca sezonu pozostało jeszcze wiele kolejek i szans.
Niektórzy uważają, że Nikolić może być w stanie dokonać niemożliwego, czyli pobić rekord wszech czasów należący do Henryka Reymana. Ten legendarny piłkarz Wisły Kraków w 1927 roku został królem strzelców z 37 bramkami na koncie. Tego wyczynu do tej pory nie poprawił nikt, wydawał się poza zasięgiem kogokolwiek, ale obecny sezon liczy aż 37 kolejek, a na razie Nikolić trafia ze średnią przeszło gola na mecz. Jeśli ją utrzyma, pobije nie tylko Svitlicę, ale i zagrozi rekordowi Reymana.
Pytanie tylko, co zrobi Legia i co zrobi Nikolić, jeśli zimą nadejdzie oferta nie do odrzucenia. Na razie warszawianie zarzekają się, że za nic w świecie nie oddadzą swojej gwiazdy. Węgier jest dla nich zbyt cenny, by nawet rozważali jego sprzedaż – o ile oczywiście jakieś propozycje się pojawią (a tego można raczej być pewnym). O klasie najlepszego strzelca ekstraklasy świadczy nie tylko liczba bramek, ale i fakt, jak doskonale zaadaptował się w stolicy i szybko znalazł wspólny język z kolegami. Błyskawicznie stał się kluczowym trybikiem mechanizmu o nazwie Legia. Kimś, kto ma ją doprowadzić do wymarzonej Ligi Mistrzów.
Piotr Skrobisz