• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Kto sprowokował zamieszki?

Poniedziałek, 12 listopada 2012 (10:49)

Nie milkną echa wczorajszych wydarzeń w centrum Warszawy związanych z prowokacją podczas Marszu Niepodległości. Bez odpowiedzi pozostają pytania: kto zaczął „zadymę” i jaki miał w tym cel.

Policja twierdzi, że byli to uczestnicy marszu. Ci zaś dysponują materiałami, które zaprzeczają tej tezie, a wręcz dają wyraźne podstawy do stwierdzenia, że „chuligani” byli funkcjonariuszami.

Uczestnicy marszu podkreślają, że brało w nim udział tysiące polskich rodzin z dziećmi. Maluchy jechały w wózkach, innych rodzice nieśli na rękach, a wiele samodzielnie dreptało, wymachując radośnie polskimi flagami. Rondo Dmowskiego, gdzie wszystko się zaczęło, zamieniło się w morze biało-czerwonych flag, które dumnie powiewały. Uczestnicy śpiewali pieśni patriotyczne i wznosili hasła: "Bóg, Honor i Ojczyzna" czy "Obudź się, Polsko!". Spokojny, pełny radości i rodzinnej atmosfery marsz mający uczcić wyzwolenie spod obcych rządów naszej Ojczyzny został nagle zatrzymany i zablokowany przez policję. Powód? Zamieszki wywołane przez kilkadziesiąt zamaskowanych i agresywnych osób.

"Chuligani" ukryci za kordonem

- Pojechałem wczoraj jako obserwator na Marsz Niepodległości. Na początku było bardzo spokojnie. Jednak do czasu, bo już na samym początku, jak tylko wyszliśmy z punktu zbiórki, na trasie przemarszu ni stąd, ni zowąd i nie wiadomo czemu pojawił się kordon policji, który zablokował drogę spokojnym jak dotąd uczestnikom marszu – relacjonował NaszemuDziennikowi.pl czytelnik Tomasz Luberek.

Jak wyjaśnił, dopiero z telewizyjnej relacji dowiedział się od rzecznika policji Mariusza Sokołowskiego, że „w stronę kordonu policji z tłumu marszu wybiegło kilkunastu >pseudokibiców<, którzy rzucili się na ten kordon i zaczęli rzucać w nich racami”. Pan Tomasz, powołując się na relacje innych świadków, powiedział, że „ci >pseudokibice< po obrzuceniu kordonu uciekli... za ten kordon policji i niby tam się schowali”.

- Dziwne to było dla mnie do czasu... Przed Marszem Niepodległości organizatorzy zamieszczali w sieci apele o to, żeby uczestnicy byli spokojni i starali się jak najwięcej nagrywać (kamerami czy aparatami) – podkreślił. Jednocześnie zauważył, że na wielu filmikach umieszczonych w internecie wyraźnie widać, iż „ludzie wybiegający z wewnątrz marszu zaatakowali policję i schowali się za jej kordonem”. I dodał, że grupa „pseudokibiców”, których uznano za sprawców zadymy, spokojnie oczekuje na rozwój wydarzeń. - Rozwój sytuacji zaś był taki, że po ataku „pseudokibiców” policjanci ruszyli na ludzi zgromadzonych w marszu i użyli gazu łzawiącego – powiedział czytelnik.

Gaz łzawiący, którego użyli policjanci, dał odczuć się wszystkim. Funkcjonariusze nie zwrócili uwagi, że wśród maszerujących są małe dzieci i osoby starsze. Wielu relacjonowało, że gaz ten wywołał problemy z oddychaniem.

Niewygodny marsz

- Przez najbliższy tydzień politycy zamiast mówić o sprawach ważnych, będą mówili o pseudokibicach... a lemingi ich słuchać i wierzyć im będą. Po tym, co zobaczyłem, jestem pewien, że rządzący nami politycy kazali swoim służbom sprowokować zamieszki (tłum bardzo łatwo sprowokować), np. po to, żeby mieć o czym mówić w mediach przez najbliższe kilka dni – podkreślił nasz czytelnik.

Pan Luberek zauważył także, że spokojny marsz nie był na „rękę władzy”. - Gdyby marsz przeszedł spokojnie, to powiedzieliby o nim tylko dziś i być może jutro w powtórce wiadomości, a tak będą mówili co najmniej tydzień... Zamiast mówić np. o Amber Gold (synu premiera Donalda Tuska) albo o rzeczniku rządu, który na klatce schodowej spotkał się z wydawcą „Rzeczpospolitej”, tuż przed publikacją o trotylu – dodał uczestnik Marszu Niepodległości.

Od razu po zatrzymaniu i podzieleniu przez policję na dwie części Marszu Niepodległości władze stolicy zastanawiały się nad jego przerwaniem. Po kilkudziesięciu minutach zdecydowano się na kontynuację, która do końca przemarszu przebiegała spokojnie, w duchu patriotyzmu i radości.

Izabela Kozłowska