Chiny wolą Polskę
Niedziela, 6 grudnia 2015 (20:34)Z Radosławem Pyfflem, prezesem Centrum Studiów Polska-Azja, rozmawia Maciej Walaszczyk
Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Chinach została zlekceważona przez główne media. Tymczasem była niezwykle ciekawym wydarzeniem politycznym i gospodarczym, rozbudzającym zainteresowanie tym krajem i relacjami z Chinami...
– Zupełnie mnie to nie dziwi. Uważam, że za mało na jej temat powiedziano, wobec tego, czym ona naprawdę była. Było to bowiem spotkanie z premierem drugiej potęgi gospodarczej współczesnego świata, które ogłosiło plan dla Europy Środkowej, a więc tego, co tutaj będzie się działo w ciągu najbliższych 10 lat. Bardzo żałuję, że polskie media skupiły się na ślizgawkach na Wielkim Murze i innych nieistotnych rzeczach. Poza tym pamiętajmy, że wizyta polskiego prezydenta była częścią spotkania z 16 przywódcami krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w trakcie którego ogłaszano coś w rodzaju chińskiego Planu Marshalla dla naszego regionu.
Na czym on właściwie polega?
– Został zawarty w przemówieniu wygłoszonym na szczycie w Suzhou przez premiera Li Keqianga i składa się z 7 punktów, tak zwana formuła 6+1. Generalnie w Polsce nie jest dostrzegane, że ponad naszymi głowami dzieją się ważne rzeczy, które, to wielka szkoda, są komentowane prawie wyłącznie w internecie. A formuje się nowy globalny ład, który jest alternatywny wobec tego, który ukształtował się w XX wieku. Nosi on nazwę Jedwabnego Szlaku 2.0. To projekt ogłoszony przez prezydenta Chin Xi Jinpinga w Kazachstanie jesienią 2013 roku. Miesiąc później Xi ogłosił jego morską część w Indonezji. Polega on na budowie nowych szlaków handlowych, lądem i morzem z Chin do Europy, stąd odniesienie do historycznego pojęcia „Jedwabny Szlak”. Nie chodzi w nim jednak tylko o budowę nowych linii kolejowych i centrów logistycznych, ale zasadniczo utworzenie nowego ładu globalnego. Idea Jedwabnego Szlaku to okazja do spotkań biznesowych, przeróżnych kulturalnych i dyplomatycznych inicjatyw, w które Chiny są zaangażowane w kilkudziesięciu krajach świata, zainteresowanych tym globalnym projektem, który ma być ukończony około 2049 roku. Wszystkie te inicjatywy, spotkania czy seminaria odbywają się pod hasłem One Belt, One Road, czyli jeden pas, jedna droga, co potocznie nazywamy właśnie Jedwabnym Szlakiem 2.0. Wokół tej koncepcji, która tak naprawdę jest przejawem chińskiej ofensywy wychodzenia poza Wielki Mur, powstają również nowe instytucje finansowe, takie jak Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB), którego Polska jest członkiem i w ramach którego polskie firmy będą mogły stawać do przetargów, by budować infrastrukturę w Azji. Szacuje się, że w tej dekadzie, a więc od początku 2010 do końca 2020 roku będzie to 8 bilionów dolarów do podziału. Jesteśmy więc jednym z 57 krajów, które mogą się o te kontrakty ubiegać. Teraz pytaniem jest, jak w to wszystko wpisze się Europa Środkowa, w tym Polska. Szczyt, którego byliśmy świadkami, był poprzedzony przygotowaniami, które trwały około roku i obejmowały prace wielu chińskich intelektualistów, specjalistów. Był on poprzedzony pracami wielu think-thanków, w których brało w nich udział także kierowane przeze mnie Centrum Studiów Polska – Azja. We współpracy z uniwersytetem w Szanghaju opracowaliśmy m.in. kilka rekomendacji, które znalazły się w przemówieniu programowym chińskiego premiera.
Do kogo skierowany jest plan?
– W Polsce nie ma niestety firm, które są jednocześnie wielkimi, globalnymi graczami. Chcemy, by na współpracy gospodarczej skorzystały właśnie małe i średnie firmy, których jest w Polsce 98 proc. Po 25 latach kapitalizmu nie dysponujemy niestety w Polsce, zresztą także w innych krajach Europy Środkowej, globalnymi koncernami, które tak dobrze radziły sobie w Chinach i zarabiały tam krocie. Dotychczas nasze małe i średnie firmy nie mogły skonsumować owoców dobrych stosunków politycznych z Chinami i mimo strategicznego partnerstwa nic właściwie dla nich z tego nie wynikało. Teraz udało nam się wpisać w ten program i miejmy nadzieję, że na bogaceniu się Chińczykow skorzystają także środkowi Europejczycy w tym Polacy. Między innymi z tego powodu słynnym „12 krokom” ówczesnego premiera Chin Wen Jiabao, ogłoszonych na Zamku Królewskim w Warszawie w 2012 roku, zarzucano oderwanie od realiów Europy Środkowej. Dzisiaj ten plan będący kontynuacją tych 12 kroków jest znacznie bardziej realistyczny i atrakcyjny dla Europy Środkowej. Chiny pokazały się jako nowa potęga, która analizuje, wyciąga wnioski, akumuluje wiedzę i uczy się w niezwykle szybkim tempie. To wszystko nałożone na ogromny potencjal państwa chinskiego, a także na fakt, że jak kiedyś przepowiadał Napoleon, chiński olbrzym zbudził się ze snu, sprawia, że musimy sobie bez ogródek powiedzieć: w Europie Środkowej pojawia się nowy gracz, nowa wielka potęga. I musimy coś z tym zrobić.
W praktyce na czym ten chiński Plan Marshalla ma polegać?
– Chodzi o logistyczne połączenie trzech mórz. Ujętych w polskiej koncepcji Międzymorza Bałtyku i Morza Czarnego także Adriatyku. Tutaj będzie więc konieczność budowy połączeń logistycznych i transportowych między tymi trzema morzami. Ta platforma wyklucza obecność Rosji i krajów Europy Zachodniej, co tam szczególnie budzi kontrowersje. Premier Chin zapowiedział jednak, że w sytuacji, gdy Europa Środkowa lub Chiny nie będą posiadały dostępu do jakichś technologii czy też nie będą miały wiedzy lub doświadczenia, to wówczas będzie możliwy udział we wspólnych przedsięwzięciach także partnerów np. z Niemiec czy Francji. Poza tym w 2016 r. ma zostać ogłoszony rok kultury krajów środkowoeuropejskich w Chinach. Widać w każdym razie, że Chińczycy odrobili lekcję i doszli do punktu, w którym wiedza zaczyna się przekładać na pieniądze, władzę i prestiż. Wiedza w Chinach ma więc cenę i nam udało się dotrzeć ze swoimi koncepcjami na „dwór cesarza” w Pekinie, choć trudno nam się przebić z nimi w Polsce.
A czy nasz nowy rząd będzie rozumiał nowe wyzwania i szanse, jakie się przed Polską otwierają? Wizyta prezydenta Andrzej Dudy pokazała, że jest taka szansa?
– Największym walorem tej wizyty było to, że nie została ona np. skrócona, odwołana lub zlekceważona przez polską stronę. Takie historie wcześniej niestety się zdarzały. Andrzej Duda osobiście zadeklarował, że jest ideą tej współpracy zainteresowany i będzie ją podtrzymywał. Jeszcze w październiku chińscy dziennikarze, którzy ze mną wtedy rozmawiali, nie byli pewni, co ten nowy rząd zrobi, czy będzie zainteresowany kontynuacją wspólnych projektów, czy postawi się wobec nich okoniem? Tymczasem Andrzej Duda zadeklarował jasno, że jest za. Użył przy tym metafory, że gdy wieją wiatry historii, to jedni budują mury, a drudzy budują wiatraki. On uznał, że Polska znajduje się w tej drugiej grupie, a więc że należy wykorzystać energię tego nowego globalnego ładu i zmian, jakie nadchodzą. Musimy pamiętać, że to tylko początek, ponieważ jako państwo jesteśmy na te nowe wyzwania średnio przygotowani. Jesteśmy bardzo ważną częścią tego projektu, ważne jest nasze położenie geograficzne, ale musimy też wiedzieć, że bez względu na nasze decyzje Chińczycy i tak będą ten plan realizować, bo to projekt globalny, a Polska jest tylko jego częścią.
Zwrócił Pan uwagę, że premier Węgier Viktor Orbán zrobił wielkie wrażenie, przemawiając podczas Szczytu w Chinach. Wynika z tego, że Węgrzy dobrze rozumieją tę nową sytuację?
– Byłem, zresztą nie tylko ja, pod wrażeniem charyzmy Orbána. To człowiek mówiący bardzo dobrze po angielsku, w sposób zdecydowany, i o sprawach globalnych. Stawiał konkretne propozycje, jak np. powołanie instytutu edukacyjnego „Chiny – Europa Środkowa” dla młodych ludzi. Upomniał się o młodych Europejczyków, którzy wyjeżdżają za pracą na zachód Europy. Orbán już w 2011 roku mówił o tym, że świat się zmienił, Zachód ma swoje najlepsze lata za sobą, a przyszłością są Chiny, co budziło i nadal budzi ogromną irytację w Brukseli i stolicach zachodnioeuropejskich. Wcześniej rozpisał dla swojego kraju całą strategię relacji z tym państwem. Wydaje się więc, że dostrzega nowe wyzwania i co ciekawe, chce by Węgry zastąpiły Polskę w roli najważniejszego kraju, który mógłby być partnerem dla Chin. Jednak, mimo jego starań i determinacji, Węgry mają zbyt mały potencjał. Chińczycy jednak wolą Polskę i mają ku temu kilka powodów. Orbán jest dzisiaj skonfliktowany z Europą, a Pekin nie chce kłopotów. Mimo to Węgry są środkowoeuropejskim liderem, jeśli chodzi o przyciąganie chińskich inwestycji. Co z tego wszystkiego wyniknie dalej, zobaczymy. Musimy się tym jednak interesować, gdyż ponad naszymi głowami powstaje nowy globalny ład z udziałem Chin. I to dla nas w Polsce wielkie wyzwanie.