• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Gangnes w Lillehammer

Niedziela, 6 grudnia 2015 (18:10)

Norweg Kenneth Gangnes wygrał dziś w Lillehammer kolejny konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich. Polacy rozczarowali, do finałowej serii awansował tylko jeden z nich, Stefan Hula.

Już sobotni konkurs w Lillehammer zostawił w nas skrajne uczucia. Z jednej strony mieliśmy czterech Polaków w serii finałowej, z drugiej żaden z nich nie wcisnął się do najlepszej dziesiątki, nie mówiąc już o walce o najwyższe lokaty. Ten najlepszy, Kamil Stoch, uplasował się na 15. pozycji. No ale, o tym nie zapominajmy, to był trochę wariacki konkurs, z który swoje trzy grosze wcisnęła aura, a o wynikach w sporej mierze zadecydował wiatr. Zresztą z powodu takich, a nie innych warunków zdołano rozegrać tylko jedną serię.

Dziś liczyliśmy na więcej, a w tym, że może być lepiej, utwierdził nas Stoch w kwalifikacjach. Zajął w nich czwarte miejsce, uzyskując identyczną odległość co ich zwycięzca, Czech Roman Koudelka. Z siedmiu Polaków na tym etapie z rywalizacji odpadł jedynie Klemens Murańka. Pozostali awansowali do konkursu, choć przyznać trzeba, że w kwalifikacjach specjalnie nie zachwycili. Maciej Kot zajął 13. miejsce (95,5 m), 23. był Piotr Żyła (91,5 m), 24. Dawid Kubacki (93 m), 27. Stefan Hula (92,5 m), a 37. Jan Ziobro (90,5 m).

I chyba nikt się nie spodziewał, że piątka z tej szóstki odda jeszcze tylko po jednym skoku, jedynym, który przedrze się do finałowej serii będzie Hula, a najgorszym spośród Biało-Czerwonych – Stoch. Dwukrotny mistrz olimpijski z Soczi w swej próbie uzyskał jedynie 87,5 m i uplasował się na – dla niego wstydliwej – 47. pozycji. 33. miejsce zajął Ziobro (93), 34. Kot (91), 36. Kubacki (91,5), a 40. Żyła (90,5). Hula osiągnął 95 m i na półmetku zajmował 14. miejsce. Prowadził Norweg Kenneth Gangnes, który wylądował dwa metry przed granicą stu. Jego nazwisko wielu kibicom skoków nie mówiło zbyt dużo, jednak już w sobotę pokazał się ze świetnej strony, gdy przegrał jedynie z Niemcem Severinem Freundem – i to minimalnie, o 0,1 punktu. Dziś po pierwszej serii wyprzedzał Słoweńca Petera Prevca oraz rodaka Johanna Forfanga (po 96,5 m).

W finałowej rozgrywce, przynajmniej w ścisłej czołówce, nie zmieniło się nic. Gangnes potwierdził, że znajduje się w bardzo wysokiej formie, skoczył 99 m, i z łączną notą 278,2 pkt zwyciężył. Prevc robił, co mógł, poleciał nawet 100,5 m, jednak do Norwega zabrakło mu 1,8 pkt. Trzecie miejsce utrzymał Forfang – 99,5 m, nota 272,5. Tuż za podium uplasował się Koudelka, który błysnął w drugiej serii, lecąc na 102,5 m.

Nas ucieszyło, że z dobrej strony pokazał się Hula. Skoczył 98,5 m, awansował na 10. miejsce, a to jeden z jego największych w karierze sukcesów w Pucharze Świata. Trener Łukasz Kruczek wraz z podopiecznymi ma jednak o czym myśleć, bo w Lillehammer znów było gorzej, i to zdecydowanie, niż być miało. Polacy przed sezonem wiele naobiecywali, napompowali mocno balonik oczekiwań i teraz nie potrafią poradzić sobie z tym balastem, który de facto sami sobie zafundowali.

Liderem Pucharu Świata pozostał Freund, który dziś zajął piąte miejsce. Niemiec nad Gangnesem ma jednak tylko symboliczną przewagę, bo ledwie jednego punktu. Trzeci Prevc traci do niego 21 „oczek”. Polaków próżno szukać na czołowych lokatach, najlepszy z nich Stoch jest dopiero 20., ze skromnym dorobkiem 36 punktów. Jeden mniej zgromadził Hula, 22. 

Piotr Skrobisz