Razem, ale osobno
Poniedziałek, 12 listopada 2012 (02:08)Fiasko planu Bronisława Komorowskiego, za którym w marszu poszła zaledwie garstka Polaków. Obchody Święta Niepodległości nadal podzielone.
"To marsz, który łączy, a nie dzieli" - mówił Bronisław Komorowski o marszu "Razem dla Niepodległej", który sam poprowadził. Podkreślał, że "Polska jest jedna" i "Nie powinniśmy się nawzajem przeklinać i wykluczać".
Z prezydentem - o czym świadczyła frekwencja - łączyć się zbyt wielu jednak nie chciało. Ci natomiast, którzy zamierzali także wziąć udział w radosnym święcie patriotyzmu, ale w "niewłaściwym marszu", mieli duże szanse być przez służby obfotografowani jak potencjalni bandyci i chuligani "uzbrojeni" w biało-czerwone flagi, stanowiący zagrożenie dla porządku publicznego.
Prezydent Bronisław Komorowski poprowadził wczoraj swój marsz z okazji Święta Niepodległości, który - z uwagi na udział głowy państwa - miał zyskać miano głównych obchodów naszego święta kosztem liczniej się zapowiadającego - jeśli chodzi o frekwencję - organizowanego przez środowiska prawicowe Marszu Niepodległości odbywającego się pod hasłem "Odzyskajmy Polskę".
Premier Donald Tusk 11 listopada spędził w Kosowie, gdzie złożył wizytę polskim żołnierzom i policjantom pełniącym tam misję. Lider opozycji, prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński zaplanował natomiast Święto Niepodległości m.in. w Krakowie na Wawelu.
Prezydent przed rozpoczęciem swojego marszu ponownie, jak wiele razy przy okazji różnych uroczystości, mówił o potrzebie jedności i szacunku dla politycznych konkurentów. Dotychczas te słowa - rozpatrując je w kontekście późniejszego zachowania Bronisława Komorowskiego - zdawały się pozostawać jedynie na kartkach papieru, na których ktoś napisał prezydentowi przemówienie. - (...) Dzisiaj, w trzecim już dziesięcioleciu nowej, suwerennej i demokratycznej Polski, życie publiczne zaczynają zatruwać spory ponad miarę, ponad umiar i ponad zdrowy rozsądek.
Kłótnie te odmawiają adwersarzom, przeciwnikom i konkurentom godności. I zbyt łatwo padają oskarżenia o najcięższe zbrodnie przeciw Ojczyźnie - mówił prezydent Komorowski.
Podkreślał, iż "zwłaszcza my, ludzie "Solidarności", powinniśmy umieć pracować razem dla Niepodległej". - Powinniśmy szukać sumy spraw wspólnych, tych, o które ludzie różnych poglądów mogą razem troszczyć się i zabiegać, mogą o nie walczyć. Tego oczekują od nas wszystkich wszyscy Polacy. I tego wymaga nasze dążenie do umacniania naszej polskiej pozycji w zjednoczonej Europie - powiedział prezydent.
Zaznaczył, iż do tego trzeba jednak wiele wysiłku. - Trzeba umiaru i odpowiedzialności, także odpowiedzialności za słowo. Trzeba rozwijać gospodarkę, edukację, ochronę zdrowia. W tych obszarach rywalizujmy i prześcigajmy się w pomysłach na programy, koncepcje, na strategie przywództwa. Mając tak ambitne i niełatwe do osiągnięcia cele, szkoda jednak marnować czas i energię na kłótnie szkodliwe i jałowe - dodał Komorowski.
Prezydent zaznaczył, że "Polska jest jedna". - Nie powinniśmy się nawzajem przeklinać i wykluczać. W polskiej polityce trzeba znaleźć więcej szacunku dla adwersarza i konkurenta. Trzeba zrozumieć, że ten, z kim się nie zgadzam, kocha Polskę często równie mocno jak ja - powiedział. O potrzebie spokoju wewnątrz kraju mówił też premier Donald Tusk.
- My w Polsce szczególnie mocno doświadczyliśmy tego, co znaczy konflikt, co znaczy zagrożenie, i może dlatego wiemy tak dobrze, że nie ma większego przekleństwa niż konflikt domowy, niż wojna pomiędzy braćmi - stwierdził premier.
Swoje odrębne obchody Święta Niepodległości zaplanowało też Prawo i Sprawiedliwość. Największa partia opozycyjna przewidziała je nie w stolicy, lecz w Krakowie, gdzie Jarosław Kaczyński odwiedził sarkofag Marszałka Józefa Piłsudskiego oraz grób Marii i Lecha Kaczyńskich.
Przed południem w Warszawie politycy Prawa i Sprawiedliwości złożyli kwiaty pod pomnikami: Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego, Ignacego Jana Paderewskiego, gen. Stefana Grota-Roweckiego, Wincentego Witosa i kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Jarosław Kaczyński podkreślał, iż Święto Niepodległości to "święto polskiego patriotyzmu, wszystkich, dla których Polska to wielka zasadnicza wartość, którzy chcą, żeby Polska trwała, żeby się rozwijała".
- To święto tych, którzy nie uznają narodowej mikromanii, którzy chcą także dziś, by pozycja naszego kraju była pozycją poważną, byśmy byli poważnym krajem, z którym inni się liczą. Krajem, który odnosi sukcesy naprawdę, a nie polegające na tym, że ktoś kogoś poklepie po plecach. Krajem, który nie kapituluje w każdej sprawie, nie cofa się, który potrafi wywalczyć to, co mu się należy - powiedział prezes PiS.
Kaczyński zaznaczył, iż jeśli dzisiaj obchodzimy to święto, to także dlatego, żeby przypomnieć o zadaniach, które stoją przed całym Narodem, ale w szczególności przed jego elitą polityczną.
- Przed elitą polityczną, która ma obowiązek, w tych niełatwych dzisiaj okolicznościach - oczywiście dalekich od tych najgorszych, jakie miewaliśmy w historii, ale jednak niełatwych - skutecznie walczyć o polskie interesy. I to jest możliwe - mówił Kaczyński.
Pod kilkoma wszakże warunkami. - (...) że nikt nie chce płynąć w żadnych głównych nurtach, że wie, że być może będzie gdzieś nielubiany, że gdzieś będzie krytykowany, że coś osobiście straci, ale za to zyska dla naszego kraju. I o tym też dzisiaj przypominamy (...). Polska potrzebuje poczucia siły, poczucia godności. Polska potrzebuje - jeszcze raz to podkreślam - zdecydowanej obrony swoich interesów - i tych moralnych, bo i one są bardzo często zagrożone, i tych materialnych - dodał Kaczyński.
Artur Kowalski