Co z rozegraniem u szczypiornistów?
Wtorek, 1 grudnia 2015 (20:19)Na kilka tygodni przed mistrzostwami Europy z kadry Polski wypadł trzeci klasowy środkowy rozgrywający. Trener Michael Biegler może nie bije na alarm, ale problem ma ogromny.
Mistrzostwa Europy, najważniejszy turniej w historii naszego szczypiorniaka, zbliża się wielkimi krokami. Najważniejszy, bo po raz pierwszy w historii najlepsze drużyny narodowe kontynentu o medale rywalizować będą w Polsce. Nic zatem dziwnego, że atmosfera wokół tego turnieju jest gorąca, a bilety rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Biało-Czerwoni niedługo rozpoczną decydujący okres przygotowań, ale niestety natrafiają na mnóstwo problemów, komplikującym im życie.
Chodzi głównie o sprawy kadrowe, a konkretnie zdrowotne problemy czołowych reprezentantów. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że prawdziwa plaga urazów spadła na zawodników grających na newralgicznej pozycji środkowego rozgrywającego. Od dłuższego czasu z ogromnymi kłopotami boryka się Bartłomiej Jaszka. Nie gra, nie trenuje, a raz na jakiś czas pojawiają się spekulacje, że w ogóle nie wróci na boisko. Jego występu na mistrzostwach nikt nawet nie rozważał, bo było wiadome, że niestety nie zdąży.
Wydawało się, że podobnie jak to miało miejsce na wielu ważnych imprezach, ciężar rozgrywania spocznie na barkach Mariusza Jurkiewicza, ale płocczanin podczas ligowego meczu zerwał wiązadła krzyżowe. Początkowe diagnozy nie brzmiały jeszcze niepokojąco, oczywiście zawodnika czekała operacja i wielomiesięczna rehabilitacja, ale lekarze byli optymistami co do jego powrotu do gry. Miał zdążyć na Euro 2016, jednak rehabilitacja zaczęła niebezpiecznie się przedłużać. Dziś walczy z czasem, sam mówi o swych szansach „pół na pół”, lecz patrząc realnie, jest mało prawdopodobne, by się wyleczył na mistrzostwa.
W takiej sytuacji Biegler zadzwonił do Grzegorza Tkaczyka. To jeden z najlepszych polskich szczypiornistów, który w roku 2012 zrezygnował z występów w narodowych barwach z powodów rodzinnych i zdrowotnych (często łapał kontuzje). Miał zostać „strażakiem”, kimś, kto w trybie awaryjnym poprowadzi kolegów podczas styczniowego turnieju. Tkaczyk powiedział „tak” i wydawało się, że w ten sposób problem zostanie rozwiązany. Niestety, kielczanin doznał poważnego urazu barku. Dziś przeszedł operację, po której czeka do półroczna rehabilitacja.
Co zatem zrobi Biegler, skoro nie będzie mógł liczyć na żadnego z trzech znakomitych rozgrywających? Niemca czeka potężne „główkowanie”, acz najprawdopodobniej postąpi jak na mistrzostwach świata w Katarze, gdzie na środek posłał Michała Jureckiego. Ten co prawda na środku nie czuje się najlepiej, ale jest na tyle doświadczonym i klasowym piłkarzem, że sobie poradzi.
Piotr Skrobisz