• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Wojnę w Platformie wygrywa Petru

Wtorek, 1 grudnia 2015 (04:03)

Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Według najnowszych sondaży Platforma Obywatelska znajduje się już nie na drugim, ale na trzecim miejscu. Czy to początek końca tej formacji?

– Trudno mi powiedzieć, czy jest to już koniec Platformy, tak czy inaczej jest to problem tej formacji. Ten wynik sondażu mówi o pewnej tendencji, gdzie elektorat Platformy dokonuje swoistego przegrupowania i przerzuca swoje zaufanie, a jednocześnie poparcie na Nowoczesną. Jest to ważny sygnał i istotna tendencja, z którą dzisiaj mamy do czynienia.

Czy w uproszczeniu nie jest tak, że na wewnętrznej walce o władzę w Platformie między Grzegorzem Schetyną a Tomaszem Siemoniakiem wygrywa Ryszard Petru?

– Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Wielokrotnie podkreślałem, że według wszelkich znaków na niebie i na ziemi Platforma zostanie rozszarpana przez Nowoczesną, że czeka ją rozłam. Teraz staje się to faktem tym bardziej, że w Platformie na dzień dzisiejszy nie ma lidera. Nie ma osoby, która byłaby twarzą tej formacji tworzącą jej wizerunek, i która nadałaby jej nowy kierunek. Z drugiej strony Platforma przestała być spójna programowo.

Czy Platforma ma dzisiaj jakikolwiek program?

– Owszem. Jeśli przyjrzeć się wystąpieniom posłów tej partii pół roku wstecz i porównać to ze stanem obecnym, to widać jak na dłoni, że mamy do czynienia z rozdwojeniem politycznym – dotyczy to również PSL-u. Stał się „cud” i politycy obu tych formacji zaczynają mówić innym językiem niż do tej pory. Pojawiają się odniesienia do obywatelskości, demokracji, mamy straszenie przewrotem w Polsce, zamachem na Konstytucję RP. Politycy Platformy zachowują się tak, jakby narodzili się na nowo, jakby zapomnieli, co robili przez osiem lat, kiedy konstruowali czy naginali prawo dla swoich potrzeb, a dzisiaj rozdzierają szaty, próbując przybrać postawę strażników Konstytucji.

Nowoczesna ma szansę zostać liderem parlamentarnej opozycji?

– Ryszard Petru ma ambicje zostać liderem opozycji parlamentarnej o korzeniach tej pierwotnej Platformy. Jednocześnie sprytnie wykorzystuje zamieszanie polityczne w Platformie. Mam okazję obserwować to z bliska i uważam, że Ryszard Petru prowadzi bardzo przemyślaną i według mnie skuteczną politykę, i niewykluczone, że jeszcze nas zaskoczy.

No tak, ale ambicje to jedno, a rzeczywistość i możliwości to drugie. Czy z formacją Ryszarda Petru może być podobnie jak z Ruchem Palikota, który przed czterema laty początkowo zyskiwał poparcie, a dziś nie istnieje na scenie politycznej?

– Trudno mi powiedzieć, jak to przetasowanie na scenie politycznie się skończy. Bez wątpienia jedno trzeba przyznać Ryszardowi Petru, a mianowicie, że kiedy powstawała Nowoczesna, to też padało pytanie, czy on jako publicysta, nie polityk, będzie w stanie stać się osobowością na politycznej scenie. Dzisiaj, obserwując jego poczynania na politycznej scenie jako parlamentarzysty, muszę przyznać, że jest skuteczny.

Co ma Pan na myśli, mówiąc o skuteczności Petru?

– Po pierwsze, wprowadził do Sejmu niemałą grupę posłów, ma klub parlamentarny, co więcej, widać, że analizuje wydarzenia i działania swojej formacji. Poza dziwnym ruchem związanym z opuszczeniem posiedzenia Sejmu, wyciągnął wnioski i to on tak naprawdę stał się zwycięzcą, a nie Platforma. Pod nieobecność Platformy to posłowie Nowoczesnej mieli okazję po raz pierwszy zaprezentować się z mównicy sejmowej. Druga kwestia dotyczy budowania koalicji z będącym w poważnych tarapatach PSL-em, które – jak mówi przysłowie, jak tonący brzytwy się chwyta.  

Czym przyciąga wyborców Nowoczesna?

– Mówiąc o tej formacji, nazywam ją „Platformą po liftingu”. Mam na myśli pierwszy program Platformy, o którym ta formacja zapomniała. Dziś skrzętnie wykorzystuje to Ryszard Petru. Jednocześnie, co by nie powiedzieć, jest to grupa ludzi młodych, w większości kobiet. Proszę zwrócić uwagę, że Ryszard Petru w Sejmie otacza się kobietami, a w jego środowisku nie ma mężczyzn. Jest to bardzo sprytny ruch – na co chcę zwrócić uwagę, którym jest w stanie wyeliminować każdego konkurenta. Nie odbierając niczego paniom, ale prawda jest taka, że w środowisku kobiet żadna nie pozwoli się wybić innej i w tym względzie będą się same pilnowały, aby któraś przypadkiem nie próbowała przeskoczyć lidera. Tym samym pozycja Ryszarda Petru jest niezachwiana i nikt na dobrą sprawę mu nie zagrozi. Natomiast gdyby to było towarzystwo mężczyzn, to mogłyby być z tym problemy. Powtórzę raz jeszcze: jest to sprytny ruch, który ma mu z jednej strony zapewnić stabilność w klubie, a z drugiej tym ruchem chce podkreślić, że samiec alfa może być tylko jeden – Ryszard Petru. To proste rozwiązanie, ale jak widać skuteczne.  W każdej partii, w każdym ugrupowaniu politycznym prędzej czy później pojawia się problem przywództwa. Ryszard Petru ten problem uprzedził, otaczając się kobietami, które nie pozwolą, żeby jedna była lepsza od drugiej.    

Jaka w tej układance sejmowej jest rola Ruchu Kukiz'15, który jest nazywany cichym koalicjantem Zjednoczonej Prawicy?

– Rola Ruchu Kukiz'15 jest od początku niezmiennie ta sama i jest konsekwentnie realizowana. Owszem, jesteśmy określani mianem cichego koalicjanta PiS, ale ci, którzy formułują takie tezy, zapominają albo nie chcą pamiętać o naszych pierwotnych założeniach, że startowaliśmy w wyborach i dziś jesteśmy w Sejmie po to, żeby zmieniać system. System, który jest obarczony wieloma grzechami. Jesteśmy za koalicją nie stałą, ale za koalicja tematyczną. Poprzemy każdą dobrą ustawę, każdy dobry projekt, który małymi kroczkami będzie zmieniał system w Polsce. Nie ma się co czarować, że da się to zrobić jednego dnia, jednym ruchem, ale ważny jest kierunek zmian i wszystko, co będzie temu służyło, zyska nasze poparcie. Koalicjantem nie jesteśmy, przypomnę chociażby, że po exposé premier Beaty Szydło głosowaliśmy przeciw udzieleniu wotum zaufania dla rządu, choć wielu uważało, że będziemy jedynie przystawką polityczną dla nowej władzy.

Ale w przypadku Trybunału Konstytucyjnego głosowaliście razem z PiS…

– W sprawie unieważnienia wyboru pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego zachowaliśmy się tak jak powinna się zachować  grupa, która szła do wyborów po zmianę systemu. Naszym kolejnym krokiem będą działania zbliżające nas do powołania konstytuanta, a więc Sejmu jako tego organu, który rozpocznie prace nad nową, silną Konstytucją na miarę Polski. Chcemy przygotować w Sejmie grunt pod nową Ustawę Zasadniczą.     

Jaka jest Pana ocena stanowiska Polski podczas wczorajszego szczytu UE – Turcja w Brukseli w sprawie imigrantów i polskiego NIE dla kolejnych kwot imigrantów?

– Wypowiedzi po szczycie w Brukseli są bardzo okrągłe, żeby nie powiedzieć, lakoniczne i dyplomatyczne. Być może będąc w gościach, nie wypada mówić wszystkiego otwartym tekstem, dlatego sądzę, że o szczegółach dowiemy się po powrocie premier Beaty Szydło do kraju. To, że został przyjęty kierunek i że Turcja ma się stać tym katalizatorem, gdzie fala imigrantów ekonomicznych zostanie zatrzymana, to nic nowego. Pytanie, co z ustaleniami pierwotnymi odnośnie do Polski.

Nie obawia się Pan, że optyka polskiego rządu na salonach europejskich, pod wpływem nacisków ze stronie lokomotyw unijnych, może się nieco zmienić?

– Nie sądzę, aby tak było. Są nowe kwestie, mamy stanowisko państw Grupy Wyszehradzkiej i wszystko to trzeba przeanalizować. Poczekajmy na powrót premier Szydło do Polski. Z drugiej strony szefowa polskiego rządu, uczestnicząc po raz pierwszy w tej roli, w swoim debiucie na szczycie w Brukseli nie mogła zająć pozycji negatywnej do wszystkiego i do wszystkich. Premier Szydło musi póki co zbadać grunt, na razie zachować się z wyczuciem i zobaczyć z bliska, w co grają poszczególne państwa Unii Europejskiej.

No tak, ale chyba jest jasne, w co grają chociażby Niemcy czy Francja. Kanclerz Angela Merkel próbowała nawet zmiękczyć serca i zachęcać do przyjęcia imigrantów, odwołując się nawet do sumień chrześcijańskich i zbliżających się świąt Bożego Narodzenia…

– Kanclerz Angela Merkel musi grać w grę, którą sama zainicjowała i w którą usiłuje wepchnąć całą Europę. Stąd taka, a nie inna retoryka. W mojej ocenie, nie powinniśmy się zbytnio przejmować problemami całej Europy, co więcej, musimy przestać się tym przejmować. Pamiętajmy o swoich własnych problemach, które w pierwszej kolejności powinniśmy rozwiązywać.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki