• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Poznałem go jako pielgrzym...

Poniedziałek, 30 listopada 2015 (04:12)

Dziś na Jasnej Górze żegnamy śp. o. prof. Zachariasza Jabłońskiego, paulina. Mariusz Talarek ojca Zachariasza Jabłońskiego poznał osobiście dość niedawno, bo zaledwie 5 lat temu. – Wcześniej wiele o nim słyszałem i obserwowałem go, słuchałem wypowiedzi, oglądałem w Apelach Jasnogórskich. Poruszała mnie jego empatia w odczuwaniu i zatroskaniu w sprawach Ojczyzny i Kościoła. Od razu czułem i myślałem wtedy, że ten człowiek ma piękną ludzką wrażliwość, zapragnąłem go kiedyś spotkać – opowiada, dodając: – Stało się to w okoliczności niespodziewanej dla mnie.

Mariusz Talarek w roku 2010 odbył samotną pielgrzymkę z Warszawy na Jasną Górę. – Miałem ze sobą pewien kamień, który chciałem symbolicznie zostawić jakoś w sanktuarium, jako symbol pewnej intencji... pomyślałem właśnie o Ojcu Zachariaszu, tak się stało. Nieoczekiwanie spotkaliśmy się „przypadkiem” w zakrystii jasnogórskiej. Tak się nawiązała znajomość – wspomina.

Pana Mariusza – jak wyznaje – ujęła prostota i dobroć paulina, a przede wszystkim szacunek dla drugiego człowieka i jego spraw.

– Zwróciłem się do niego z drobną i wydaje się błahą, a wręcz kłopotliwą sprawą, bo cóż można zrobić ze zwykłym kamieniem, a on mnie potraktował bardzo poważnie. Kamień przyjął. Po tym wydarzeniu spotykaliśmy się dość często na Jasnej Górze w różnych okolicznościach, zawsze mówił, że kamień leży na jego biurku i kiedykolwiek na niego spojrzy, modli się za mnie, a przede wszystkim za pielgrzymów jasnogórskich – mówi.

Bliżej o. Zachariasza pan Mariusz poznał, kiedy wraz z jego byłym księdzem proboszczem warszawskiej parafii pw. Imienia NMP – ks. Jerzym Bankiem zaprosił go na tzw. niedzielę jasnogórską organizowaną w parafii wtedy co roku w maju.

– Poznałem, jak bardzo jest pokorny, jak prawdziwy zakonnik, który we wszystkim jest dodany Bogu i Matce Najświętszej. Martwił się wtedy, cóż może mądrego powiedzieć parafianom, i przeżywał, żeby przypadkiem nikogo nie zranił swoją jakąś niefortunną wypowiedzią. Był profesorem, ale w żadnej formie tego nie podkreślał, w moim odczuciu wydaje się, że przede wszystkim był  człowiekiem bez jakiegokolwiek wywyższania się i zadęcia. Nie potrafię powiedzieć, czy była to przyjaźń, wydaje mi się, że tak, ale wiem jedno, że był przyjacielem każdego człowieka i w tym znaczeniu moim na pewno. Dopytywał przy każdym spotkaniu z życzliwą pamięcią o sprawy parafii i ludzi, o nasze działania jasnogórskie, pielgrzymki na Jasną Górę... zawsze błogosławił działaniom – zaznacza.

Określając zmarłego paulina w trzech słowach, mówi bez wahania: – Ciepły, pokorny i miłujący – takie jest moje odczucie. Nie znam jego codziennego życia – to mogą opisać współbracia paulini, niemniej dla mnie miał zawsze w sobie głęboką pogodę ducha i dobroć. Nie lekceważył żadnej ze spraw, z którą się do niego zwracałem, choćby był w biegu, a bywało i tak. W moim skromnym odczuciu to święty zakonnik i kapłan. Świętość to według mnie normalność i miłość. On taki był w spotkaniach ze mną – normalny i miłujący – wyznaje.

Kończąc swoje wspomnienie, pan Mariusz mówi: – Są ludzie, po spotkaniu których człowiek doświadcza jakiegoś uspokojenia. Ojciec Zachariasz był osobą, która dawała pokój. Poznałem go jako pielgrzym. Człowiek utrudzony wysiłkiem potrzebuje spokojnego wytchnienia. On mi je ofiarował przez uśmiech i zrozumienie. I tak po każdym z nim spotkaniu pozostawało we mnie to odczucie spokoju. Dzisiaj, kiedy ludzki smutek towarzyszy jego odejściu, mam mimo wszystko wewnętrzny pokój, że jest w dobrych rękach u Boga i tam dalej nie zapomina o tych, których spotkał i towarzyszy zarówno mi, jak i innym modlitwą. Darem było znać go, za co jestem wdzięczny Maryi, która nas niewątpliwie spotkała w miejscu tak ważnym dla niego i dla mnie.

Małgorzata Pabis