• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Zamachu na TK dokonała Platforma z PSL

Sobota, 28 listopada 2015 (04:09)

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem PiS, prokuratorem z ponad 30-letnią praktyką, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sejm ze środy na czwartek przyjął uchwały stwierdzające brak mocy prawnej, a de facto o nieważności wyboru pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego dokonanego w poprzedniej kadencji przez koalicję PO – PSL. Dzisiaj słyszymy głosy o zamachu stanu, skoku na TK i gangsterce w wykonaniu PiS. 

– Stwierdzenie braku mocy prawnej wyboru pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego znajduje swoje uzasadnienie w opiniach konstytucjonalistów powołanych na zlecenie Biura Analiz Sejmowych. Konstytucjonaliści odnoszą się do ustawy z czerwca 2015 r. o Trybunale Konstytucyjnym, ale również do uchwał z tego czasu. Na temat tych uchwał, a w szczególności braku ich mocy prawnej, precyzyjnie wypowiada się prof. Bogusław Banaszak. Konsekwencją przyjęcia uchwały o tym, że uchwały październikowe nie mają mocy prawnej, było przystąpienie do nowego procesu zmierzającego do wyłonienia sędziów Trybunału Konstytucyjnego.     

Były prezes TK Jerzy Stępień twierdzi, że Sejm nie może odwoływać sędziów TK, a skoro to uczynił, to złamał porządek konstytucyjny. Podał w wątpliwość stan polskiej demokracji, a działania PiS porównał do rządów Łukaszenki czy Putina…

– No cóż, kiedy brakuje argumentów, pojawiają się inwektywy. Chcę także zwrócić uwagę, że ktoś taki jak prezes TK nie dostrzega, że nikt sędziów nie odwołuje i kto jak kto, ale prawnik powinien wiedzieć, że tamten proces wyborczy nie został zakończony. Niedobrze to świadczy o byłym prezesie TK, który nie dostrzega, że tamte pięć osób nigdy sędziami TK nie było. Już z samej ustawy czerwcowej wynika, że osoby wybrane składają przysięgę przed prezydentem, osoby wybrane, a nie sędziowie. Stosownie do opinii konstytucjonalistów proces wyborczy kończy się wraz z przyjęciem przysięgi, a skoro do tego nie doszło, tamci panowie na mocy wspomnianych pięciu uchwał nigdy sędziami TK nie byli. Proszę zwrócić uwagę na mechanizm manipulacji, że najpierw przedstawia się nieprawdziwe fakty, a później się oburza, że jest to łamanie Konstytucji, zasad demokracji itd. Kolejność powinna być inna: najpierw należy ustalić fakty, a potem je komentować. Komentarze byłego prezesa TK są nieadekwatne do sytuacji faktycznej.   

Platforma źle się czuje w kraju, gdzie panuje ład konstytucyjny, który próbuje przywrócić PiS?

– Jest to poza wszelkim sporem. Pragnę zwrócić uwagę, że nigdy wcześniej na przestrzeni 20 lat nie było problemów z wyłanianiem sędziów TK. Dla wszystkich kolejnych Parlamentów było oczywiste, że kiedy zwalnia się stanowisko sędziego, wyboru nowego dokonuje ten parlament, w trakcie kadencji którego zwolniło się to stanowisko. Ten przyjęty porządek zburzyła Platforma. To politycy tej formacji postanowili wejść w kompetencje nowego parlamentu. I tak w czerwcu skonstruowali ustawę, żeby do przodu wybierać sędziów, a więc uczynić to, co już nie należało do kompetencji poprzedniego, ale do obecnego parlamentu. W tym zakresie nie ma cienia wątpliwości. I jeśli niektórzy dyskutują o tych trzech sędziach listopadowych, to już wszyscy zgodnie twierdzą, że poprzedni Sejm nie miał prawa dokonywać wyboru dwóch sędziów w miejsce tych, którym w grudniu kończy się kadencja. Kiedy w czerwcu mieliśmy swoisty zamach na TK, to jakoś żaden z tych wielkich autorytetów – byłych prezesów TK, którzy dzisiaj rozdzierają szaty, nie grzmiał, że to jest nie w porządku, że tak nie można. Zamach na TK właśnie wtedy się dokonał. Dzisiaj podnoszą larum, bo przedstawiają nieprawdziwy stan faktyczny, po czym się oburzają na ten stan faktyczny.

A zatem Jerzy Stępień nie ma racji?

– Starałem się to wykazać i jeśli pan Jerzy Stępień inaczej widzi te sprawy, to w pewnym sensie podważa swoje kwalifikacje do tego, czym się kiedyś zajmował jako sędzia i prezes TK. Zresztą dysponuję opiniami wybitnych profesorów z renomowanych polskich uczelni, natomiast były prezes TK Jerzy Stępień jest tylko magistrem prawa.  

No dobrze, ale podczas debaty na sali sejmowej obecny był przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego już nie magister, ale profesor nauk prawnych Andrzej Rzepliński, który konsultował się z politykami Platformy i Nowoczesnej, udzielając im rad. Pan widział to na własne oczy, czy to normalne?

– To nie jest w porządku, zresztą stosowną uwagę na ten temat wyraziłem podczas swojego przemówienia, spoglądając kątem oka w tą część sali. Widziałem prezesa TK otoczonego wianuszkiem polityków Platformy i Nowoczesnej. Mogę powiedzieć tylko tyle, że prezes TK prof. Rzepliński przy różnych okazjach wypowiadał się, co na ten temat myśli, jakby zapomniał o tym, że cechą każdego sędziego, a w szczególności sędziego tak ważnego dla państwa organu jak TK, jest niezawisłość i bezstronność. O tym wiedzą studenci prawa i aplikanci sędziowscy. Tymczasem prezes Rzepliński wielokrotnie w mediach wypowiadał się, co myśli o sprawie, w której dopiero będzie orzekał. Przecież TK wyznaczył termin posiedzenia na 3 grudnia.  

Jak w tej sytuacji Trybunał, któremu przewodniczy prof. Rzepliński, będzie orzekał, czy ustawa o TK z czerwca jest zgodna z Ustawą Zasadniczą?

– Według mnie, nie tylko prezes Rzepliński, wiceprezes Biernat czy sędzia Tuleja, ale również pozostali sędziowie TK winni wyłączyć się od rozpoznania tej sprawy. Dlatego, że w polskim prawie jest ugruntowana zasada, że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. Zresztą zasada ta, wywodząca się jeszcze ze starożytnego Rzymu, obowiązuje we wszystkich cywilizowanych krajach świata i jest oczywista nawet dla laika. Jeśli ktoś był świadkiem zdarzenia, jeśli sędzia był świadkiem zdarzenia, to z mocy prawa podlega wyłączeniu od rozpoznawania sprawy. W tym wypadku mamy do czynienia z czymś więcej, bo sędziowie nie tylko że byli świadkami, ale byli sprawcami tego, bo nie gdzie indziej, jak właśnie w TK wypracowano projekt ustawy o TK, którą przyjęto 25 czerwca tego roku. To w TK tę ustawę napisano i przedłożono prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu, który wniósł ją do Sejmu w ramach przysługującej mu inicjatywy ustawodawczej. Później sędziowie TK aktywnie uczestniczyli w pracach sejmowych nad tą ustawą, byli obecni na wszystkich posiedzeniach komisji i podkomisji, które pracowały nad tym projektem. Można to sprawdzić w protokołach z posiedzeń tych komisji i podkomisji. Te wszystkie fakty w moim przekonaniu powinny skutkować wyłączeniem się z urzędu tych sędziów z rozpoznawania tej sprawy.

A co z sędziami, którzy nie uczestniczyli w pracach nad tą ustawą?

– Co do pozostałych sędziów TK, jeśli nawet założyć, że nie mieli kontaktu z pracami nad tą ustawą, to tak czy inaczej ta ustawa ich wszystkich dotyczy – w większym bądź w mniejszym stopniu. Zanim TK zaangażował się w tworzenie nowej ustawy, winien się zastanowić, kto będzie rozstrzygał o zgodności z Konstytucją ustawy, nad którą pracują. Gdyby im taka myśl zaświtała, to sądzę, że doszliby do wniosku, iż lepiej w obecnym czasie nie tworzyć takiej ustawy, skoro na poziomie konstytucyjnym nie przewidziano rozwiązań, kto w takich sprawach rozstrzygałby wszelkie wątpliwości natury konstytucyjnej. Stara ustawa z 1997 r. funkcjonowała i nie było potrzeby, aby wymagała zmian. Natomiast jeśli już, to należało rozpocząć od tego, kto w takich sytuacjach rozstrzygałby o konstytucyjności bądź niekonstytucyjności ustawy dotyczącej TK.

Czy wobec tego, co obserwujemy dzisiaj, formuła wyboru składu TK nie powinna ulec zmianie i wyglądać podobnie jak do Sądu Najwyższego?

– Wszędzie na świecie to parlament wybiera sędziów TK. Zresztą myślę, że kiedyś, kiedy tworzono w Polsce TK, nieźle pomyślano, żeby kadencja sędziów nie kończyła się w jednym czasie, ale w różnych terminach. A zatem skład TK uzupełniany jest nie przez jeden, ale przez różne parlamenty. To powoduje, że w TK powinien być pewien pluralizm. To ma swoje uzasadnienie, bo parlamenty zmieniają się zgodnie z wolą wyborców i te parlamenty, realizując wolę wyborców, wprowadzają do TK nowych sędziów. Natomiast Platforma przez zamach dokonany na TK w czerwcu chciała doprowadzić do tego, żeby na koniec 2015 r. w TK na 15 sędziów 14 było z nominacji PO. W związku z tym widać, że był to ewidentny zamach na TK w jednym celu – obsadzić ten organ swoimi ludźmi.

No i utrudnić rządzenie swoim następcom, czyli PiS…?   

– Zdecydowanie tak. Przepisy, jeśli będą zaskarżane przez Platformę do TK, który będzie związany personalnie z tą formacją, to żadna reforma nie wejdzie w życie. Tak już było wcześniej, kilka miesięcy temu, kiedy TK – można powiedzieć – storpedował lustrację sędziów sądów powszechnych. Dlatego chcemy z tym przekazem o faktach i zagrożeniach wyjść do ludzi i uświadomić społeczeństwu, jak ważną rolę dla funkcjonowania państwa polskiego odgrywa Trybunał Konstytucyjny. Dla przeciętnego Polaka są to dość skomplikowane kwestie natury prawnej. Tak już jest, że jeśli coś jest skomplikowane, trudne, to siłą rzeczy ludzie od tego uciekają, a jeśli nie, to swoją wiedzę opierają o powierzchowne opinie.

Czy społeczeństwo nie ucieka też od tych tematów, dlatego że media w sposób zawiły, żeby nie powiedzieć stronniczy i nierzetelny, przekazują informacje związane z zamieszaniem wokół TK?

– Niestety ten przekaz medialny w wielu wypadkach jest nierzetelny. To, co obserwujemy, to chaos medialny. Media, które nie są w stanie obronić tego, że Platforma nie dokonała zamachu na TK, nie używają tego słowa. Przekaz idzie w tym kierunku, że owszem, w czerwcu Platforma coś tam pokombinowała przy TK, ale to nie jest powód, żeby teraz takie „przekręty” robiło PiS. Wobec tego chcę jasno powiedzieć, że zamachu na TK dokonała Platforma wespół z PSL-em, a my dzisiaj poprzez tego rodzaju działania chcemy przywrócić ład konstytucyjny w państwie. Druga sprawa dotyczy tego, o czym wspomniałem już wcześniej, że bez uporządkowania spraw w TK jakiekolwiek reformy mogą okazać się niemożliwe do przeprowadzenia.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki