Uczył odwagi
Czwartek, 26 listopada 2015 (20:05)Z o. Robertem Jasiulewiczem, paulinem, redaktorem naczelnym czasopisma „Jasna Góra”, rozmawia Sławomir Jagodziński
Jakim człowiekiem był śp. o. Zachariasz Jabłoński?
– To pozornie proste pytanie jest zarazem bardzo trudne. Bo jednym słowem śp. o. Zachariasza określić się nie da. Tak naprawdę był człowiekiem wszechstronnym. Żył w bardzo świadomy sposób, zawsze był na bieżąco ze wszelkimi wydarzeniami, szczególnie jeśli chodzi o życie Kościoła, ale też Ojczyzny. Wiedział, co się dzieje w Watykanie, w Episkopacie, na Jasnej Górze… Znał na bieżąco wypowiedzi Ojca Świętego, dokumenty papieskie… Wiadomo zawsze było, że można się do niego zwrócić, gdy potrzebowało się np. jakiegoś tekstu Magisterium Kościoła, on wiedział, gdzie go szukać. Kościół był jego życiem.
Poświęcił się też bez reszty Jasnej Górze.
– Był człowiekiem bardzo maryjnym, a Jasna Góra była rzeczywiście dla niego oczkiem w głowie. On żył sanktuarium. Interesowała go teologia sanktuarium, duszpasterstwo, pielgrzymki, każde wydarzenie tego miejsca czy nawet każde wygłoszone kazanie albo przeprowadzone nabożeństwo. Jeszcze kilka dni temu, gdy leżał w szpitalu po operacji i bardzo cierpiał, to jak tylko mógł, pytał: „Co na Jasnej Górze?”. Zawsze Jasna Góra.
I troska o jasnogórskich pielgrzymów…
– Ojcu Zachariaszowi leżało na sercu, aby godnie ich przyjąć, aby w sposób głęboki odpowiadać na duchowe oczekiwania pielgrzymów, aby przybliżyć im jak najlepiej Maryję, naszą Matkę i Królową. Pytał zawsze, co jeszcze można udoskonalić w duszpasterstwie pielgrzymkowym, jak przekazywać treści, aby one docierały do człowieka współczesnego, odpowiadały na jego problemy, z którymi przybywa na Jasną Górę. Nawet w seminarium duchownym prowadził taki przedmiot duszpasterstwo pielgrzymkowe. To były takie wykłady jego serca, na których mówił o swych doświadczeniach. Podkreślał, że każdy paulin będzie w czasie swej posługi prędzej czy później posługiwał w jasnogórskim sanktuarium. Dlatego już młodych zakonników chciał uczyć, aby w odpowiedni sposób patrzyli na to miejsce, z odpowiednią głębią, tak aby człowiekowi, który przybywa na Jasną Górę, pomóc z Maryją przemieniać życie w duchu Ewangelii. Zresztą sam był współzałożycielem i przez lata przewodnikiem pielgrzymki pieszej z krakowskiej Skałki na Jasną Górę. To była wyjątkowa pielgrzymka. Na przykład – co było wówczas ewenementem – konferencje głosili tam ludzie świeccy. Bo Ojciec gromadził kadrę naukową krakowskich uczelni i angażował ich, aby przygotowywali te konferencje w ramach programu duchowego pielgrzymki.
Za św. Janem Paweł II wskazywał, że na Jasnej Górze słychać najlepiej, jak bije serce Narodu Polskiego. Był wielkim patriotą.
– Ojciec pragnął, aby każdy z osobna i cały Naród nieustannie odkrywał Jasną Gorę na nowo. Wiedział, że wskazówek do życia, światła w wychodzeniu z wszelkich kryzysów trzeba szukać tutaj, na kolanach przed Królową Polski. Polska była dla niego zawsze najważniejsza po Bogu, Maryi i Kościele. Przeżył też czasy, gdy przyznawać się do polskości, katolicyzmu było czymś niesłychanie trudnym. Gdy groziły za to pewne konsekwencje. Ale on był bardzo odważny w wyznawaniu wiary i przyznawaniu się do polskości i tej odwagi uczył innych. Umiał mówić też rzeczy trudne, niepopularne czy w pewnych czasach nawet zagrożone konsekwencjami. Jemu odwagi nie brakowało nigdy. Potrafił powiedzieć nawet gorzką prawdę wobec każdego środowiska, wobec każdego człowieka. I zawsze umiał to czynić z miłością.
Zakon paulinów z jego doświadczenia i charyzmatu także dużo czerpał?
– Tak. Był przez lata definitorem generalnym zakonu, ale przede wszystkim zawsze był człowiekiem autorytetu i zaufania. Odnoszono się do niego i jego zdania w różnych sprawach. Podkreślał maryjność naszego zakonu i ducha pustelniczego, czyli modlitwę. Dla niego czas wspólnych modlitw był czymś najważniejszym. Każde spotkanie potrafił przerwać, bo właśnie nastała godzina wspólnej modlitwy. Kiedy nawet miał całą nieprzespaną noc – a ostatnio z powodu choroby często mu się to przytrafiało – to na porannych modlitwach nie mogło go nie być.
Ojciec Zachariasz bardzo cenił katolickie media, a szczególnie Radio Maryja.
– Radio Maryja to jedna z miłości jego życia. Zawsze przeżywał wszystko, co związane było z tą rozgłośnią, co np. usłyszał w jakiejś audycji. Podobnie było z Telewizją Trwam, „Naszym Dziennikiem”, innymi dziełami związanymi z Radiem Maryja. Zawsze słuchał, zawsze oglądał, zawsze czytał. Był na bieżąco. Żywił wielki szacunek dla o. Tadeusza Rydzyka CSsR, dyrektora Radia Maryja. Podziwiał jego zapał i to, co robi dla Kościoła i Polski. Zawsze wspierał Radio Maryja. Dzwonił na antenę, udzielał komentarzy, wywiadów. Prowadził na Jasnej Górze wspólnotę Rodziny Radia Maryja. Dla niej odprawiał Msze św., prowadził spotkania formacyjne.