Polacy zasługują na wyższe emerytury
Czwartek, 26 listopada 2015 (04:11)Z Marianem Szołuchą, doktorem nauk ekonomicznych, członkiem Rady Forum dla Wolności i Rozwoju „Law4Growth”, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
W przyszłym roku emeryci i renciści decyzją poprzedniego rządu mają otrzymać jednorazowe dodatki, których wysokość będzie uzależniona od wysokości pobieranego świadczenia. Czy to dobre rozwiązanie na waloryzację emerytur i rent Polaków?
– Rozwiązania waloryzacji w postaci jednorazowych dodatków, z czym będziemy mieli do czynienia w przyszłym roku, a co ze strony Platformy było niczym innym jak kampanijnym zabiegiem mającym służyć poprawie wizerunku i notowań, to wszystko są rozwiązania doraźne. Oczywiście możemy się w nie zagłębiać, rozpatrywać je czy oceniać pod kątem chociażby sprawiedliwości społecznej, gdzie nie ulega żadnej wątpliwości, że lepszym rozwiązaniem byłaby tu waloryzacja kwotowa. Możemy też oceniać je pod kątem możliwości budżetowych państwa. Jednakże dyskusję na ten temat należałoby zacząć od konstrukcji systemu emerytalnego i całego systemu ubezpieczeń społecznych w Polsce.
To może spróbujmy pójść tym krokiem. A zatem jak ta konstrukcja wygląda i ile kosztuje?
– Na dzień dzisiejszy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, a więc do tej puli pieniędzy, której operatorem jest ZUS, państwo ze swojego budżetu dokłada dziesiątki miliardów złotych, w tej chwili ponad 40 miliardów. Ta suma z roku na rok będzie niestety rosła. Funduszu Ubezpieczeń Społecznych jest funduszem deficytowym, w związku z tym takie czy inne dodatki i takie czy inne waloryzacje muszą się skończyć, i to najdalej w perspektywie kilku następnych lat. Wtedy zacznie się odwrotny trend, co oznacza, że emerytury Polaków zamiast rosnąć, będą spadały. Prawdopodobnie moment tego przełamania w negatywnym tego słowa znaczeniu nastąpi krótko po 2020 r., bo – jak wynika z prognoz demograficznych – właśnie wówczas w Polsce struktura wiekowa społeczeństwa będzie wyglądała najgorzej.
Co zatem należałoby zrobić, aby to zderzenie było jak najmniej bolesne?
– Po pierwsze, jeśli w Polsce nie będą się rodziły dzieci i jeśli nasz wzrost gospodarczy nie będzie szybszy, to żaden system emerytalny nie zapewni Polakom godnej jesieni życia. I nie ma znaczenia, czy będzie to system repartycyjnym, czyli systemem solidarności międzypokoleniowej jak obecnie, czy będzie to system mieszany, czyli repartycyjno-kapitałowy, czy jakikolwiek inny, te dwa warunki łącznie muszą być spełnione. W Polsce musi się, i to natychmiast, zacząć rodzić więcej dzieci i polska gospodarka musi się szybciej rozwijać nie tylko w kategorii ilości, ale także pod względem jakości.
Ale ten drugi warunek dla wielu, zwłaszcza polityków, nie jest już tak oczywisty…
– Musimy pamiętać, że pieniądze na wypłaty emerytur i rent – i to nie od dziś, ale od lat – nie pochodzą jedynie ze składek na ubezpieczenia społeczne, ale również z naszych podatków. Polacy, polskie firmy wpłacają do budżetu tym więcej, im szybciej rozwija się gospodarka. Im więcej zarabiamy, im większe zyski wykazują przedsiębiorstwa czy firmy funkcjonujące w Polsce, tym większe wpływy do budżetu. Dlatego każdą rozmowę na temat systemu emerytalnego należy zacząć, a zarazem skończyć na próbie odpowiedzi na pytanie, jak doprowadzić do szybszego wzrostu demograficznego i szybszego wzrostu gospodarczego.
Tak czy inaczej, czy jednorazowe dodatki dla emerytów i rencistów są złe?
– Ależ nie. Każda złotówka, jaka trafi do kieszeni polskiego emeryta czy rencisty, na pewno nie będzie zmarnowana. Ci ludzie w większości są bardzo nisko uposażeni i tego typu doraźne kwoty, jakie by one nie były, przeznaczą na bieżące wydatki, na towary i usługi pierwszej potrzeby. Tak czy inaczej te pieniądze zasilą polską gospodarkę, wrócą do niej, zasilą też częściowo budżet państwa, bo przecież od zakupów również odprowadzany jest podatek w postaci VAT, akcyzy, które z kolei są źródłami dochodu budżetu. Najwięcej pieniędzy powinno trafiać do najbiedniejszych emerytów, bo rozwarstwienie pomiędzy poziomem świadczeń rentowych i emerytalnych w naszym społeczeństwie jest dość duże. Należy też wziąć pod uwagę warstwy społeczne uprzywilejowane co do praw i wysokości emerytur. Trzeba powiedzieć jasno, że nie jest to system najbardziej sprawiedliwy i to również jak najszybciej należy zmienić. Oczywiście efektów tych zmian nie odczujemy z dnia na dzień, ale za kilka, kilkanaście lat, bo prawa nabyte państwo musi respektować. Rolnik po kilkudziesięciu latach ciężkiej pracy, a niejednokrotnie oddaniu na rzecz Skarbu Państwa ziemi, na której pracował, otrzymuje dzisiaj rentę w wysokości tysiąca złotych, a były komendant główny czy jego zastępca takiej czy innej służby mundurowej otrzymuje po przepracowaniu – często za biurkiem znacznie mniejszej ilości lat – np. 17 tysięcy złotych emerytury. Czy możemy tu w ogóle mówić o jakiejkolwiek sprawiedliwości społecznej, nie mówiąc już o moralności? To efekt polityki, którą III RP przejęła z PRL, która struktury siłowe za wszelką cenę chciała utrzymać po swojej stronie, sowicie te formacje wynagradzając. System emerytalno-rentowy w Polsce wymaga natychmiastowych i głębokich zmian.
Rząd PiS proponuje program „Rodzina 500 plus”, ale jego ewentualne efekty w postaci zwiększonej dzietności ze wszystkimi tego konsekwencjami społecznymi będą odczuwalne dopiero za jakiś czas. Co zrobić teraz, aby poprawić byt tym, którzy już dziś będą korzystać ze świadczeń emerytalno-rentowych?
– To prawda, że efekty dzisiejszych działań rządu PiS będziemy mogli odczuć za kilka bądź nawet kilkanaście lat, kiedy pewnie już kto inny będzie sprawował władzę. Polityka, a zwłaszcza politycy mają to do siebie, że myślą raczej w krótkiej niż dalszej perspektywie. Jest to zatem skłonność do myślenia raczej praktycznego niż strategicznego. A wszystko to zgodnie z zasadami demokracji jest ograniczone ramami kadencji parlamentu, które są ściśle określone. Tak czy inaczej – jak wspomniałem – emerytury mogłyby być wyższe, gdyby państwo było na to stać. Fundusz emerytalno-rentowy nie jest funduszem celowym, a funduszem państwowym, z budżetu, który wchodzi w skład sektora finansów publicznych. Jest dotowany z budżetu państwa kwotą określoną możliwościami. Zgadzam się, że w przyszłości ten fundusz mógłby być dofinansowywany bardziej sowicie. I na tym, by budżet miał większe możliwości powinna się skupić polityka gospodarcza i polityka fiskalna państwa.
Rozumiem, że to temat na dłuższy wykład, ale może powie Pan pokrótce, jak to powinno wyglądać?
– Po pierwsze, państwo powinno się skupić na kwestiach strategicznych, na sprawach dotyczących bezpieczeństwa. Mam tu na myśli umacnianie branż, których nie powinniśmy poddawać dowolnej grze rynkowej, a z drugiej strony skupić się na pozostawieniu całej reszty inicjatywie prywatnej, przedsiębiorczości obywateli. Drugi kierunek to bardziej skuteczna niż obecnie egzekucja podatków. Z międzynarodowych szacunków wynika, że luka podatkowa, a więc to, co do budżetu państwa trafiać powinno, ale niestety nie trafia, tylko w przypadku dwóch podatków VAT i PIT daje w każdym z tych przypadków po kilkadziesiąt miliardów złotych. Podniesienie efektywności już istniejących podatków, bez głębokich zmian całego systemu, a więc egzekwowanie, co być powinno, a nie jest, już na starcie daje miliardowe zyski dla budżetu państwa.
Tyle że w żadnym państwie świata ściągalność podatków nie jest stuprocentowa…
– Owszem, w żadnym kraju nie ma stuprocentowej efektywności i nawet się do tego pułapu nie zbliża, ale po kryzysie z lat 2008-2010 większość cywilizowanych państw wróciła już do przedkryzysowej efektywności ściągania podatków. Polska wciąż niestety tkwi w punkcie sprzed kryzysu i to musi się zmienić. Są sposoby pokazywane przez ekspertów, tyle że Ministerstwo Finansów za rządów koalicji PO – PSL z nich nie korzystało. Mam nadzieję, że teraz się to zmieni. Wskazane byłoby m.in. stworzenie centralnego rejestru faktur i stopniowe przechodzenie na obrót gospodarczy bezgotówkowy, czyli taki, który można łatwo, tanio czy wręcz automatycznie kontrolować w odróżnieniu od obrotu gospodarczego w formie gotówkowej.
A kolejne kierunki zmian...
– Trzecim kierunkiem, który na szczęście PiS prezentuje – przynajmniej w zapowiedzi swoich pierwszych działań – są dodatkowe sektorowe podatki, które mają dotyczyć przede wszystkim sektora bankowego, który jest zdominowany przez kapitał zagraniczny, czy sklepów wielkopowierzchniowych, a więc handlu, który jest w obcych rękach wielkich koncernów, w większości także zagranicznych. Nie jest żadną tajemnicą, że branża ta osiąga wielkie zyski, których nie wykazuje na papierze. Ten podatek sektorowy, łatwo liczony i łatwo pobieralny, z pewnością się przyda. Ostatnim, ale bardzo ważnym kierunkiem, jest zmiana dotychczasowej logiki myślenia o finansach publicznych. Dotychczasowa logika opierała się na stopniowym podnoszeniu poziomu redystrybucji dochodu narodowego przez państwo, w skrócie rzecz ujmując – na zabieraniu pieniędzy, a potem rozdawaniu na różne określone potrzeby – czasem gorzej, czasem lepiej. Po drodze część tych środków „zjadała” rozrośnięta administracja. Od tego jednak gospodarka powinna stopniowo być uwalniana. Polakom trzeba pozostawiać jak najwięcej przestrzeni do działania, trzymając się rozsądnej zasady, że obywatele sami najlepiej wiedzą, na co są im najbardziej potrzebne te środki. Polska dzisiaj nie ma szczególnie wysokiego prawa redystrybucji, dlatego tym bardziej należałoby tej sytuacji strzec, a być może nawet częściowo ją odwrócić. Polska w Unii Europejskiej jest szóstym od końca krajem pod względem poziomu redystrybucji dochodu narodowego przez państwo, który sięga u nas niewiele ponad 40 proc. Gdyby był niższy, byłoby to bardzo korzystne. Jeśli dodać do tego chociażby wsparcie państwa dla innowacyjności, deregulację, a zatem usuwanie zamiast tworzenia niepotrzebnych przepisów prawa, a zachowanie tylko niezbędnych, za to najwyższej jakości, ponadto nieprzyjmowanie bezkrytycznie wszystkich przepisów prawa unijnego, wówczas moglibyśmy znaleźć się na ścieżce rozwoju. To z kolei byłoby z korzyścią także dla sektora finansów publicznych i wpłynęłoby na bardziej godne świadczenia emerytalno-rentowe.