Real na polu minowym
Poniedziałek, 23 listopada 2015 (13:09)W Madrycie wrze. Media i kibice Realu domagają się zwolnienia Rafaela Beniteza, Cristiano Ronaldo stawia klubowi ultimatum o treści „albo ja albo trener”, a sytuację, na chwilę, stara się uspokoić tylko agent Portugalczyka, tłumacząc, że ten nigdzie nie ma zamiaru się ruszać.
O tym, że w Realu źle się dzieje, było wiadomo nie od soboty. Drużyna może nie ponosiła jakichś spektakularnych porażek, ale nie porywała swą grą. Benitezowi wytykano nudny styl, przywiązanie do defensywy i kiepską atmosferę w szatni – chodziło szczególnie o relacje z największą gwiazdą, czyli oczywiście Ronaldo.
Do soboty Hiszpanowi, którego doskonale zna z czasów wspólnej pracy w Liverpoolu (doskonale zna, ale czy doskonale wspomina to już inna sprawa) Jerzy Dudek, jakoś jeszcze wszystko uchodziło, ale kiedy w najważniejszym meczu sezonu, przed własną publicznością, Real został upokorzony przez Barcelonę i przegrał 0:4, stało się jasne, że trener się już nie wywinie. Na jego głowę spadła lawina krytyki, został powszechnie uznany za głównego winowajcę totalnego upokorzenia, a jedyna wątpliwość dotyczyła tego, czy zostanie zwolniony już teraz, czy dopiero po zakończeniu sezonu.
Data zależy m.in. od tego, kto zostanie jego następcą. Tuż po El Clasico jako pierwszy nowego szkoleniowca „Królewskich” wskazał... Rivaldo, były as Barcelony. Brazylijczyk napisał, że nadszedł czas Zinedine'a Zidane'a, który może być dla Realu tym, kim dla Barcelony stał się Josep Guardiola. I wszystko na to wskazuje, że to trop właściwy i Francuz zasiądzie na trenerskiej ławce swego ukochanego klubu. Podobno jednak nie chce zaczynać pracy w trakcie sezonu, nie chce być ratownikiem próbującym uchronić przed zniszczeniem to, co zdewastował ktoś inny. A jeśli Real jest zdeterminowany, by faktycznie powierzyć stery swej byłej gwieździe, to pewnie cierpliwie poczeka i być może Benitez dokończy sezon.
Z drugiej strony pozostawienie Hiszpana może być ryzykiem totalnym, porównywalnym z wejściem na pole minowe. Po sobotniej katastrofie Ronaldo dał bowiem do zrozumienia, co sądzi o dalszej pracy z tym trenerem.
– Albo ja, albo Benitez – powiedział Portugalczyk, wywołując niemałe zamieszanie, bo podobne słowa z ust największych nawet piłkarzy do tej pory padały rzadko.
Najtrafniej skomentował je Fabio Capello, słynny włoski szkoleniowiec, prowadzący onegdaj m.in. Real.
– Żaden piłkarz, nawet ten najlepszy, nie może stawiać siebie ponad klubem, każąc mu wybierać między nim a trenerem. Takich rzeczy nie można tolerować – podkreślił.
Gdyby chodziło o kogoś innego, to władze Realu zareagowałyby pewnie błyskawicznie, ale z Ronaldo muszą obchodzić się jak z jajkiem.
Inna rzecz, iż wcale nie jest przesądzone, czy Portugalczyk na Santiago Bernabeu pozostanie – czy sam chce tam pozostać. Nie tak dawno powiedział, że kiedyś miałby ochotę zagrać w lidze amerykańskiej. Od miesięcy poluje na niego Paris Saint Germain, w którego setki milionów euro pompują szejkowie. Stać ich na to, by wyłożyć za Cristiano rekordową sumę, jemu samemu zapewniając gażę „ponad królewską”. Na powrót swego byłego gwiazdora liczy Manchester United, wysyłając co jakiś czas bardzo czytelne sygnały. Kilka dni temu trener Louis van Gaal powiedział, że Ronaldo znajduje się na szczycie jego listy życzeń.
Co postanowi Portugalczyk, nie wiadomo (jego menadżer przyznał co prawda, że piłkarz nigdzie się nie rusza), ale jest więcej niż prawdopodobne, że Real nie będzie go zatrzymywał na siłę. Jest też raczej pewne, że latem rozpocznie się budowa nowego zespołu, w którym – to marzenie kibiców i działaczy z Madrytu – czołową rolę mógłby odgrywać Robert Lewandowski, o ile oczywiście zdecyduje się opuścić Bayern, a monachijczycy zechcą go puścić. Bo to, że Real spróbuje Polaka pozyskać, jest pewne.
Piotr Skrobisz