Skoki bez poklepywania
Środa, 18 listopada 2015 (20:03)Międzynarodowa Federacja Narciarska wprowadziła przepisy, które mają uniemożliwić skoczkom manipulowanie przy kombinezonach. Czy okażą się skuteczne, przekonamy się już wkrótce, bo kolejny sezon Pucharu Świata rusza już w weekend w niemieckim Klingenthal.
Do tej pory kombinowali wszyscy, a jeśli nie wszyscy, to ogromna większość. W skokach od lat trwała bowiem wojna technologiczna, poszukiwanie rozwiązań, które pozwoliłyby w wyrównanej stawce choćby na pół metra, metr uciec od konkurentów. Co bardziej sprytniejsi starali się na różne sposoby m.in. zwiększać powierzchnie nośną kombinezonów, co miało wprost przekładać się na uzyskiwanie lepszych wyników. Co ciekawe, nikt nie mówił głośno o oszukiwaniu, raczej o wykorzystywaniu luk w przepisach.
– Nikt nie był święty – śmieje się Kamil Stoch, nasz utytułowany reprezentant, mistrz olimpijski i mistrz świata.
– Proszę jednak nie doszukiwać się w tym nie wiadomo jakiego zła, po prostu każdy starał się szukać możliwości, by coś ugrać, a jak udało się coś przemycić, to się cieszył – dodaje.
Od nowego sezonu kombinowanie ma jednak zniknąć, wszystko dlatego, że FIS wprowadziła zapisy nowe, bardziej restrykcyjne – a dla wielu kontrowersyjne i trudno zrozumiałe.
Mówiąc w największym skrócie: w każdym konkursie, począwszy od sobotniego, zawodnik będzie musiał kontrolować swój sprzęt tuż przed oddaniem skoku – a odpowiednie osoby będą porównywały wyniki z pomiarami dokonanymi wcześniej. Na taką kontrolę sportowiec będzie przychodził w pełnym „rynsztunku”, gotowy do rywalizacji. Gdy przejdzie weryfikację, nie będzie już mógł kombinezonu poprawiać. Ba, nie będzie mógł go dotykać, poklepywać się etc. Skoczkowie obowiązkowo będą musieli używać rękawiczek, do tej pory były im „zalecane”. Także bielizna zakładana bezpośrednio pod kombinezon musi spełniać określone wymogi – np. musi być opięta.
Skoczkowie te nowinki sprawdzili już w boju, podczas Letniego Grand Prix.
– W moim przypadku praktycznie nic się nie zmieniło, nadal będę startował w tym samym kombinezonie oraz tych samych nartach. Mierzenie sprzętu na początku było trochę uciążliwe i nie chodziło nawet o samą tę czynność, tylko o dokładne wymierzenie potrzebnego czasu. Trzeba też było mieć się na baczności, by się nie dotykać, nie ściągać, nie poprawiać, a chyba każdy w nas miał to we krwi i robił automatycznie – podkreśla Stoch, dodając, że jest zwolennikiem nowego przepisu.
W skokach, jeśli chodzi o stronę regulaminową i organizacyjną, zmiany następują często. Nie wszystkie przypadają zawodnikom do gustu, ale muszą się z nimi godzić.
– Pamiętajmy też o tym, że nowinki są bodźcem pchającym dyscyplinę do przodu. Dzięki nim możemy skakać dalej, być dłużej w powietrzu, nie ponosząc przy tym konsekwencji związanych z przekroczeniem granic bezpieczeństwa. Przy tym całym wyścigu technologicznym najważniejszy jest jednak zdrowy rozsądek i świadomość, że skaczemy my, a nie sprzęt. Nawet najlepsze kombinezony i najlepsze narty nic nie zdziałają, jeśli zawodnik nie poświęci odpowiednio wiele czasu na podnoszenie swoich kwalifikacji. Sprzęt niczego za nas nie zrobi, może tylko pomóc – kończy Stoch.
Piotr Skrobisz