Zespół lobbuje za wiatrakami
Sobota, 10 listopada 2012 (02:17)Zwolennicy energetyki wiatrowej zdominowali posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Energetyki. Nic dziwnego, skoro przeciwnicy wiatraków mogli tylko przez pół godziny przedstawiać swoje racje podczas trzygodzinnego spotkania.
Kolejne referaty przedstawicieli środowisk naukowych oraz Stowarzyszenia Energii Odnawialnej przytaczały w większości superlatywy na temat turbin wiatrowych.
Podkreślano, że "na energię wiatrową stawia cała Europa", a z istnienia takich inwestycji korzysta lokalna społeczność: rolnicy dostają pieniądze za dzierżawę ziemi pod budowę turbin, a budżety gmin wpływy z podatków.
- Zapasy energii wiatrowej są bardzo duże. Rzecz polega na tym, żebyśmy umieli to wykorzystać - podkreślił prof. Andrzej Kędziora, zastępca dyrektora Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN w Poznaniu.
Profesor Kędziora zaznaczył, że wiatraki co prawda psują krajobraz, są źródłem hałasu, wpływają też negatywnie na ludzkie zdrowie, ale przy zachowaniu odpowiedniej odległości od zabudowań tych niedogodności można uniknąć. I akcentował, że farmy wiatrowe są mniej szkodliwe dla środowiska niż na przykład kopalnie odkrywkowe, które powodują tąpnięcia terenu i emisję dwutlenku węgla do atmosfery.
Energia wiatrowa jest też, według naukowca, znacznie tańsza od konwencjonalnej. Argumenty te podtrzymali inni prelegenci, a prof. Kazimierz Pająk z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu uzasadniał, że farmy wiatrowe powstają głównie na gruntach o niższej klasie i korzystnie wpływają na ceny gruntów.
Dyskusje według klucza
Takie wystąpienia zdominowały posiedzenie zespołu. Posłowie opozycji twierdzili, że to wina przewodniczącego zespołu Andrzeja Czerwińskiego (PO).
- Z jakiego klucza wystosował Pan zaproszenia na posiedzenie zespołu? Jak dotąd usłyszeliśmy jedynie same aplauzy pod adresem wiatraków. Dlaczego nie dopuszcza się do głosu strony przeciwnej? Na posiedzenie przybyli przedstawiciele rolników z całej Polski, którzy na temat farm wiatrowych mają inne zdanie, chcemy się z nim zapoznać. Tymczasem 90 procent czasu zajęli ludzie, którzy lobbują na rzecz wiatraków - mówiła poseł Jadwiga Wiśniewska (PiS).
Reakcja przewodniczącego Czerwińskiego była taka, że dopiero tuż przed końcem posiedzenia głos zabrali także rolnicy poszkodowani przez farmy wiatrowe.
- Mam do sprzedania działkę budowlaną, nikt jej nie chce kupić z powodu bliskości 19 wiatraków. Migotanie światła słonecznego w okresie jesienno-zimowym, zakłócenia radia... Kto kupi taką posesję? Tylko ten, kto mieszka w sąsiedztwie farmy wiatrowej, może się wypowiadać, co to jest syndrom turbiny wiatrowej i jak tam żyją ludzie. Zabrano nam zdrowie i spokój - mówił Krzysztof Hinowski z gminy Korsze (woj. warmińsko-mazurskie).
Co ciekawe, przewodniczący Andrzej Czerwiński nie zaprosił na posiedzenie naukowców, którzy badają skutki oddziaływania wiatraków na ludzkie zdrowie. Tymczasem wielu z nich podkreśla negatywny wpływ efektów akustycznych i optycznych generowanych przez obracające się turbiny na ludzki organizm.
Lekarze zwracają też uwagę na infradźwięki - dźwięki niskich częstotliwości niesłyszalnych ludzkim uchem, które powodują bezsenność, depresje i zakłócenia rytmu serca. Jest też tzw. efekt "migającego cienia", który powoduje rozedrganie światła poprzez ciągłe miganie cienia z łopat wirników. Zjawisko to jest na tyle uciążliwe, że w Europie Zachodniej konieczne było wprowadzenie uregulowań prawnych. W Niemczech wiatrak może "migać cieniem" maksymalnie przez 1 godzinę na dobę. Gdy czas migania jest dłuższy, następuje zatrzymanie turbiny.
Poseł Anna Zalewska (PiS), przewodnicząca Zespołu Parlamentarnego do spraw Energii Wiatrowej Bezpiecznej dla Ludzi i Środowiska, wskazywała, że inwestowanie w ten rodzaj produkcji prądu jest także nieopłacalne ekonomicznie.
- Nieprawdą jest, że energia wiatrowa jest tańsza od konwencjonalnej. Jest dofinansowywana, w Polsce wyprodukowanie jednej megawatogodziny energii kosztuje średnio 112 zł, a producenci energii wiatrowej dostają ponadto 270 zł tzw. zielonego certyfikatu. Płaci za to każdy z nas. Obecnie już 10 proc. w rachunku za prąd to koszt energii odnawialnej. Chodzi tu o rynek szacowany w 2011r. na prawie 4 mld złotych - zaznaczyła Zalewska.
Anna Ambroziak