• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Putin zdecyduje o wraku

Sobota, 10 listopada 2012 (02:03)

Polska prokuratura posiadała wstępną zgodę Rosjan, by wrak tupolewa wrócił do kraju w listopadzie. Dlaczego tak się nie stanie?

Pod koniec roku ma zostać podpisane porozumienie w sprawie zwrotu wraku. O tym, co się z nim stanie, zdecyduje Władimir Putin.

- Pod koniec grudnia minister Aleksandr Konowałow przyjedzie do Warszawy podpisać ważne porozumienie - mówił wczoraj w TVN24 Jarosław Gowin pytany, czy będzie rozmawiał z rosyjskim ministrem sprawiedliwości o sprowadzeniu wraku do Polski. Dodał również, że w sprawie wraku decyzja w Rosji zapadnie na najwyższym szczeblu.

- Podejmie ją Putin - powiedział minister sprawiedliwości. Wypowiedź ta zbulwersowała pełnomocników rodzin ofiar.

- To tylko potwierdzenie tego, że polski aparat administracyjny w sprawie tej katastrofy nie ma ani możliwości, ani chęci jej wyjaśnienia. Ja osobiście byłem zapewniany przez prokuraturę, że prokuratorzy zorganizowali logistyczne zaplecze i posiadali wstępną zgodę prokuratury rosyjskiej na to, by wrak wrócił do kraju w listopadzie tego roku. Jak widać, nie zanosi się na to. Może ten rząd doszedł do wniosku, że ten samolot jest już rosyjski, a nie polski? - ironizuje mecenas Piotr Pszczółkowski.

- Od samego początku wiedzieliśmy, że to Putin decydował, co ma się dziać z tupolewem. Jeśli ktoś był naiwny i myślał, że decyduje o tym "niezależna" rosyjska prokuratura, to widać, że w taki sposób myślał polski premier i dlatego pozwolił na oddanie tego wraku - dodaje mecenas Bartosz Kownacki.

Rząd Donalda Tuska podpisał już jedno porozumienie w sprawie zwrotu wraku tupolewa i czarnych skrzynek. Chodzi o polsko-rosyjskie memorandum z 31 maja 2010 r., sygnowane przez Jerzego Millera, ówczesnego ministra spraw wewnętrznych i administracji.

Dokument pozwala na pozostawienie czarnych skrzynek Tu-154M na terytorium Federacji Rosyjskiej do zakończenia prokuratorskiego śledztwa w tym kraju. Wrak nie jest w tej chwili dowodem w śledztwie prowadzonym w Warszawie. Obecnie stanowi dowód w sensie procesowym dla Komitetu Śledczego FR. Jest to jednak dowód ważny w polskim śledztwie. Świadczy o tym fakt badania go przez polskich biegłych.

Seremet dzwoni do Zwiagincewa

Podczas ostatniego, październikowego pobytu w Smoleńsku biegli pobrali kilkaset próbek z wraku. Kwestia ich przekazania stronie polskiej była przedmiotem ostatniej rozmowy prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z rosyjskim wiceprokuratorem generalnym Aleksandrem Zwiagincewem. Odbyła się ona w miniony czwartek z inicjatywy strony polskiej.

Zwiagincew zapewnił Seremeta o daleko idącym wsparciu w przyspieszeniu realizacji wniosku w sprawie przekazania próbek. Polski wniosek realizuje niezależny od prokuratury Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej. Niemniej jednak będzie on realizowany za pośrednictwem prokuratury generalnej FR. Rosjanie poinformowali Seremeta, że przygotowują kolejną partię materiałów ze śledztwa, które zostaną przekazane do Polski.

- Była mowa o kilku tomach akt - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" prok. Mateusz Martyniuk, rzecznik PG, nie zdradzając jednak, jakiego zakresu sprawy akta te będą dotyczyć.

Martyniuk nie był w stanie skonkretyzować żadnego terminu. Zapewnił jednak, że tomy te wyszły już z Komitetu Śledczego i trwa ich weryfikacja w prokuraturze. Wstępnie zaplanowano kolejną rozmowę Seremeta ze Zwiagincewem; ma się ona odbyć "w najbliższym czasie" i również dotyczyć przekazania próbek z wraku.

Graś spotyka się z Hajdarowiczem

30 października "Rzeczpospolita" opublikowała artykuł, w którym napisano, że polscy prokuratorzy i biegli, którzy ostatnio badali wrak tupolewa w Smoleńsku, odkryli na nim ślady materiałów wybuchowych.

Po południu Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która prowadzi śledztwo w sprawie katastrofy, zaprzeczyła tym doniesieniom. Gazeta wycofała się z doniesień. Okazuje się jednak, że temat publikacji znany był stronie rządowej, a konkretnie rzecznikowi rządu Pawłowi Grasiowi. Przyznał to sam Graś na czwartkowej konferencji prasowej.

- Na kilka godzin przed publikacją pan Grzegorz Hajdarowicz poinformował mnie, że ukaże się rano wydanie "Rzeczpospolitej", w którym jest artykuł, w którym zawarta jest teza, że na miejscu katastrofy znaleziono, wykryto ślady materiałów wybuchowych, że mieli tego dokonać polscy eksperci, że rzekomo ta teza potwierdzona jest również przez prokuraturę - mówił wczoraj dziennikarzom w Sejmie.

Graś i Hajdarowicz najpierw rozmawiali telefonicznie, a potem spotkali się pod domem rzecznika rządu. Graś, odpowiadając na pytania dotyczące tego spotkania, napisał na Twitterze, że z Hajdarowiczem spotkał się "około 1.30 w dniu publikacji, na Wiejskiej" oraz że Hajdarowicz poprosił go o spotkanie telefonicznie.

Rzecznik rządu napisał też, że zna się z nim "z lat 80., ze studiów i z podziemia" oraz że rzeczony artykuł przeczytał dopiero rano. Pytany, dlaczego dopiero w czwartek poinformował opinię publiczną o tym spotkaniu, odparł, że dopiero wtedy został o nie zapytany na konferencji prasowej po posiedzeniu rządu. Politycy PiS zarzucili w piątek Grasiowi, że na konferencji prasowej minął się z prawdą, nie informując, że rozmowa odbyła się podczas osobistego spotkania.

- Chcemy dowiedzieć się, o czym rozmawiano na tym spotkaniu. Trzeba to wszystko wyjaśnić - oświadczył na konferencji prasowej w Sejmie Marcin Mastalerek.

Klub PiS domaga się też nadzwyczajnego posiedzenia Komisji Skarbu Państwa w sprawie zakupu przez Hajdarowicza udziałów w spółce wydającej "Rz".

- Trzeba zadać pytanie, czy niepisaną zasadą w tej umowie była zasada, że właściciel "Rzeczpospolitej" będzie informował rzecznika rządu o niewygodnych dla rządu publikacjach - podkreślił Mastalerek.

"W trakcie rozmowy z Panem Tomaszem Wróblewskim, prowadzonej w obecności Rzecznika Prasowego Prokuratury Generalnej Mateusza Martyniuka, podkreśliłem wyraźnie, że pochodzenie cząstek wysokoenergetycznych zabezpieczonych podczas badań wraku samolotu Tu-154M może być przeróżne" - oświadczył wczoraj prokurator generalny Andrzej Seremet, odnosząc się do oświadczenia Tomasza Wróblewskiego, byłego redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej".

Wróblewski stwierdził w nim, że podczas jego spotkania z prokuratorem generalnym 29 listopada Seremet "ani razu nie zasugerował", że cząsteczki wykryte na wraku mogą wskazywać na inne pochodzenie niż materiał wybuchowy.

Anna Ambroziak