Polska wchodzi na drogę dobrych zmian
Sobota, 14 listopada 2015 (04:11)Z mec. Januszem Wojciechowskim, byłym prezesem Najwyższej Izby Kontroli, posłem PiS do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Kiedy rozmawialiśmy w czerwcu, Biuro Pomocy Prawnej Andrzeja Dudy dopiero zaczynało działalność, ale już wówczas zainteresowanie tym przedsięwzięciem było ogromne. Jak to wygląda dzisiaj?
– Obecnie inicjatywa ta funkcjonuje w dalszym ciągu, z tym że pod nazwą Biuro Interwencyjnej Pomocy Prawnej, jako jedno z biur Kancelarii Prezydenta RP. W Pałacu Prezydenckim przyjmowani są ludzie, podejmowane są interwencje, a dyrektorem tegoż Biura Interwencyjnej Pomocy Prawnej jest Tomasz Kulikowski, który wcześniej pracował razem ze mną w Dudapomocy – przypomnę – zapoczątkowanej w kampanii wyborczej Andrzeja Dudy.
Czy to oznacza, że nie jest Pan już formalnie związany z tą inicjatywą?
– Osobiście zajmuję się głównie tymi sprawami, które przejąłem w ramach Dudapomocy, jeszcze zanim powstało Biuro Interwencyjnej Pomocy Prawnej. Teraz to biuro, już w ramach Kancelarii Prezydenta RP, zajmuje się bieżącymi interwencjami i, co trzeba przyznać, w dość szerokim zakresie. Oczywiście jestem w kontakcie, porządkuję, jak wspomniałem, wcześniejsze sprawy już rozpoczęte, ale nie jestem członkiem tego nowego zespołu. Natomiast kilka najbardziej aktywnych osób, które wcześniej pracowały w Dudapomocy, dzisiaj pracuje i służbowo zajmuje się przyjmowaniem osób poszkodowanych i udzielaniem im pomocy już w ramach Kancelarii Prezydenta RP. Jestem przekonany, że będzie to stały element prezydentury Andrzeja Dudy, który bardzo poważnie traktuje to swoje zobowiązanie.
Można zatem powiedzieć, że prezydent Andrzej Duda spełnił swoje zobowiązanie złożone w trakcie kampanii wyborczej…
– Owszem, biuro jest i działa, choć na razie jest ograniczone możliwościami Kancelarii Prezydenta RP. Wynika to z faktu, że prezydent Andrzej Duda przejął kancelarię po Bronisławie Komorowskim, który wykorzystał większą część budżetu. Stąd do chwili uchwalenia nowego budżetu obecny prezydent musi gospodarować mocno ograniczonymi środkami, które pozostawił jego poprzednik – zwłaszcza w kwestii zatrudnienia. Myślę, że od nowego roku sytuacja będzie dużo lepsza i Biuro Interwencyjnej Pomocy Prawnej już z nowym budżetem będzie mogło pracować z jeszcze większym rozmachem.
Skupmy się na okresie, kiedy Pan kierował Dudapomocą. Jaka była, czy jest, skuteczność podejmowanych interwencji?
– Niestety w Polsce ze skutecznością nie jest dobrze. Niejednokrotnie przypomina to bicie głową w mur bezduszności urzędniczej, ale były przykłady dużej skuteczności, i to już w pierwszych dniach naszej działalności. Na przykład udało się nam powstrzymać kilka eksmisji, po naszej interwencji władze jednego z miast przyznały rodzinie wielodzietnej mieszkanie, o które ludzie ci bezskutecznie zabiegali przez lata. Są też przykłady, kiedy po naszej interwencji wypłacono odszkodowanie za wypadek przy pracy, czego wcześniej przez długie miesiące odmawiano. To tylko przykłady z wielu spraw, które doczekały się pozytywnego finału. Cała masa spraw jest w trakcie wyjaśniania, są to interwencje podejmowane np. w Prokuraturze Generalnej czy w Ministerstwie Sprawiedliwości. Sądzę, że ta skuteczność się poprawi teraz, kiedy mamy w Polsce nowe rozdanie, kiedy rządy przejmuje nowa władza, bo poprzednia – niestety – pozostawała bardzo często głucha na ludzką krzywdę i niesprawiedliwość. I dlatego m.in. przegrała wybory prezydenckie i parlamentarne. Jestem przekonany, że przy normalnie funkcjonujących instytucjach państwowych, jak chociażby prokuratura, sądy czy resort sprawiedliwości, który powinien mieć pewne większe kompetencje w stosunku do sądów, jeśli to wszystko współgrałoby należycie, to Dudapomoc nie byłaby potrzebna.
Jedna ze spraw, w którą Pan osobiście się zaangażował, dotyczyła rodziny Bałutów z Podkarpacia, którym z powodu ubóstwa odebrano dzieci. Jaki jest jej finał?
– Może nawet nie tyle z powodu ubóstwa, bo rodzina ta nawet sobie jakoś radziła, żyjąc skromnie, zresztą podobnie jak większość polskich rodzin, natomiast odebranie rodzicom dzieci było w tym wypadku absurdalne. Wprawdzie po interwencjach udało się doprowadzić do przeniesienia tej sprawy z sądu w Nisku, który był ewidentnie stronniczy na niekorzyść rodziny Bałutów, do innego sądu, to sprawa ta wciąż się jeszcze nie zakończyła. Mam nadzieję, że zakończy się ona pomyślnie i dzieci wrócą do rodziny. Z tego, co pamiętam, bodajże 20 listopada jest termin posiedzenia sądu w tej sprawie. Rodzina otrzymała również pomoc mieszkaniową, stąd odpadają kolejne preteksty, z powodu których dzieci te zostały odebrane rodzicom. Myślę, że w dużej mierze także dzięki „Naszemu Dziennikowi”, który jako pierwszy napisał o tej sprawie, zanim jeszcze trafiła ona do Dudapomocy, doczekamy się pozytywnego finału. Szkoda tylko, że to tak długo trwa, na czym cierpią niewinne dzieci. Ale to jest obraz polskiego wymiaru sprawiedliwości. Dodam, że po wystąpieniach Dudapomocy, mieliśmy do czynienia z czymś, co określiłbym słowami „imperium kontratakuje”, bo Krajowa Rada Sądownictwa wystąpiła w obronie rzekomo pokrzywdzonego sądu w Nisku. To tylko pokazuje, że korporacja broni swoich i nie owijajmy w bawełnę – broni złej sprawy.
Pana zdaniem, jest szansa, aby to zmienić, żeby sądy bardziej po ludzku patrzyły na wiele tego typu, ale też innych spraw?
– Uważam, że władza sądownicza w ostatnich latach bardzo się odizolowała od społeczeństwa. Słyszymy chociażby o atakach na prezydenta Andrzeja Dudę po jego przemówieniu w Święto Niepodległości, kiedy krytycznie się wypowiedział na temat niesprawiedliwości sądowej i jak bardzo jest za to atakowany. To pokazuje, że istnieje problem, poważny problem, z którym trzeba się będzie zmierzyć. Jest desygnowana nowa premier Beata Szydło, wkrótce będziemy mieli nowy rząd, nowego ministra sprawiedliwości, będzie zatem okazja, żeby zacząć porządkować te sprawy i naprawiać wszystko, co jest złe, a wręcz szkodliwe. Myślę, że m.in. po to jest Dudapomoc, a teraz Biuro Interwencyjnej Pomocy Prawnej, aby na podstawie konkretnych spraw, ludzkich krzywd rozpoznać i określić, co należy zmienić w polskim systemie prawnym, aby służył ludziom. I tak odbieranie rodzicom ich dzieci absolutnie musi się skończyć. Konieczna jest zmiana ustawy i z tego, co wiem, będzie to pilnie zrobione, mam zresztą sam gotowy projekt takich zmian, żeby nie można było odbierać dzieci rodzicom z powodu biedy. Wprowadzimy takie zmiany w polskim prawie, które ukrócą odbieranie dzieci rodzicom. Tylko drastyczna przemoc może uzasadniać taką potrzebę.
Czy problem odbierania dzieci jest widoczny tylko w Polsce, czy może dotyczy to także innych krajów Unii Europejskiej?
– Odbieranie dzieci rodzicom jest problemem ogólnoeuropejskim. Niedawno w Parlamencie Europejskim zajmowaliśmy się tego typu kwestiami. Jest coraz więcej skarg, petycji obywateli różnych państw, gdzie odbieranie dzieci rodzicom się nasila. Jest to efekt lewackich czy antyrodzinnych ideologii, które znajdują swój materialny wyraz właśnie w tym, co tu dużo mówić, nieludzkim podejściu i traktowaniu dzieci, i w ogóle instytucji rodziny.
Kiedy Biuro Pomocy Prawnej Andrzeja Dudy rozpoczynało działalność, oponenci z Platformy i wtórujące im media określali to mianem obiecanki i wróżyli jego rychły koniec. Tymczasem…?
– Tymczasem okazuje się, że to był dobry pomysł Andrzeja Dudy i początek większej sprawy. Skutecznych interwencji, jak wspomniałem wcześniej, jest dzisiaj dużo więcej, co tylko pokazuje, że jest to inicjatywa trafiona w dziesiątkę. Biuro Interwencyjnej Pomocy Prawnej już działające przy Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy odegrało pozytywną rolę m.in. w przypadku rodziny z Pruchnika na Podkarpaciu, gdzie rodzicom zostało odebranych bez istotnych podstaw, a tylko z biedy ośmioro dzieci. Umieszczono je w domu dziecka oraz w rodzinie zastępczej. Po interwencji siedmioro dzieci wróciło już do rodzinnego domu, a najmłodsze, mam nadzieję, też wkrótce wróci do rodziców. Na tych kilku przykładach wybranych spośród wielu można powiedzieć, że prezydent Duda zrealizował swoje obietnice mimo pustej kasy pozostawionej przez poprzednika.
Jak to możliwe, że Platforma miała osiem lat i wszystkie instrumenty, aby uczciwie rządzić i nie zrobiła nic, a tu wystarczyło raptem kilka miesięcy, żeby ruszyć z pomocą ludziom pokrzywdzonym przez państwo?
– Ten krótki czas pozwolił nam zdiagnozować problem i poruszyć ludzi, zachęcić ich do działania w dobrze pojętym ich własnym interesie. Wcześniej ludzie odbijali się jak od ściany i nie widzieli szans ani możliwości i powoli zaczęli się godzić z tym, że widocznie tak musi być. My pokazujemy, że wcale tak nie musi być, co więcej, że tak nie będzie. Z naszej diagnozy przeprowadzonej na podstawie spraw ludzi, którzy się do nas zgłaszają, wynika, że polskie prawo wymaga naprawy, podobnie jak instytucje, które mają stać na straży jego przestrzegania. Powtórzę raz jeszcze, że te doświadczenia zdobyte w Dudapomocy będą wykorzystane w pierwszych miesiącach pracy rządu Zjednoczonej Prawicy do prawdziwych, głębokich i jakże potrzebnych zmian polskiego prawa. Wcześniej nie było to możliwe, ale dzisiaj, kiedy mamy większość parlamentarną, a wkrótce będziemy mieli rząd, kiedy mamy prezydenta, który doskonale rozumie konieczność zmian, to sądzę, że jesteśmy na dobrej drodze. I to – myślę – będzie wymierny efekt Dudapomocy.