Rosjanie poważnie traktują tylko silnych
Piątek, 13 listopada 2015 (03:11)Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Znamy już skład przyszłego rządu. Co – Pana zdaniem – jest jego największym atutem, a co słabością?
– Największym jego atutem jest oddanie steru w resortach gospodarczych osobom niekoniecznie ściśle związanym z jednym środowiskiem, środowiskiem PiS, ale będącym z jednej strony fachowcami, a z drugiej pochodzącym z rodzin o tradycjach patriotycznych. Podobnie prawie sto lat temu powoływano do rządów ministrów, którzy niejednokrotnie sympatyzowali z opozycją, ale pracowali dla Polski i odbudowywali polską gospodarkę. Natomiast słabością tego rządu jest duże nasycenie osobami, które będą na sobie ogniskować ataki medialne nie za podejmowane decyzje, ale za generowanie w przeszłości napięć politycznych.
Szefem dyplomacji ma być Witold Waszczykowski. Co – Pana zdaniem – powinno być priorytetem polskiej polityki zagranicznej w najbliższej perspektywie?
– Priorytety na obecną chwilę są w mojej ocenie dwa. Pierwszy dotyczy kwestii nielegalnych imigrantów w Europie, gdzie widać, iż państwa Unii Europejskiej, które krytykowały m.in. Węgry za obronę swoich granic, teraz panicznie poszukują rozwiązań swoich wcześniejszych błędów. Natomiast drugim jest problem ukraiński. Jest jasne, że w ciągu kilku miesięcy fakt upadku państwa ukraińskiego i wskaźniki ekonomiczne przełożą się na sytuację społeczną, co spowoduje nasilenie procesów ogólnego chaosu w tym państwie. Oba te zagrożenia mogą wystąpić wiosną przyszłego roku w formie synergicznej u naszych wschodnich granic. Nie ma co czekać i już teraz należy się zastanowić, co z tym fantem zrobić. Jakie działania wyprzedzające podjąć, a w pewnych wypadkach nawet kierować tymi procesami, tak aby stanowiły dla nas możliwie najmniejsze zagrożenie. Obecnie tworzymy infrastrukturę militarną przeciwko ewentualnej akcji wojskowej, tymczasem w wymiarze krótkoterminowym może się okazać, iż większym zagrożeniem będzie przenikanie przez nasze granice chaosu, który może być wspomagany zewnętrznie. W przeciwdziałaniu tego typu zagrożeniom czołgi i wyrzutnie rakiet mogą się okazać niewystarczające.
„Rossijskaja Gazieta” wyraziła obawy w związku z przyszłą nominacją Witolda Waszczykowskiego, sugerując, że jest on znany z antyrosyjskich poglądów. Czy jest w Polsce osoba, która pasowałaby Moskwie na tym stanowisku i czy ta „chłodna” ocena przyszłego szefa naszej dyplomacji przez Kreml paradoksalnie nie jest jego atutem?
– Rosjanie poważnie traktują tylko silne osobowości. To, że na kogoś wylewa się pomyje, wcale nie znaczy, że się go nie szanuje. Mam nadzieję, iż nowy minister spraw zagranicznych będzie podchodził do Rosji pragmatycznie, a nie poprzez emocje historyczne. Podobnie jak Rosjanie również my mamy na Wschodzie swoje interesy. Potrzebne jest znalezienie obszaru, gdzie nasze wzajemne interesy mogą w pewnym stopniu koegzystować. Musimy się tu w jakimś zakresie wykazać pewną dozą egoizmu narodowego, czyli nasze cele mogą, ale wcale nie muszą się wpisywać w cele naszych sąsiadów.
Niemcy, choć może w mniejszym stopniu, też nie tryskają entuzjazmem z powodu tej nominacji…
– Niemcy nie są zachwyceni nie tylko zmianą na stanowisku szefa MSZ, ale w ogóle zmianą władzy w Polsce. Odchodzący rząd PO – PSL był jednym z najlepiej odzwierciedlających cele Niemiec w tej części Europy. Mając to na uwadze, każda zmiana jest dla nich bardzo zła, tym bardziej że nowy rząd w Polsce jest praktycznie jednopartyjny.
Przyszły szef polskiej dyplomacji zapowiedział zaskarżenie rosyjskiego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. To chyba nie wpłynie na polepszenie relacji z Moskwą?
– Niekoniecznie. Samo złożenie wniosku rozpoczyna tylko pewną grę polityczną i nie będzie ona elementem pierwszorzędnym. Dla wszystkich, w tym dla Rosjan, byłoby niezrozumiałe, gdyby Polska zrezygnowała z wyjaśnienia okoliczności katastrofy smoleńskiej, tym bardziej że PiS, będące przez ostatnie lata w opozycji, kładło na to szczególny nacisk. Trybunał będzie „mielił” tej sprawy przez kilka lat i tak czy inaczej nie ta kwestia będzie zderzakiem polskiego rządu z Moskwą.
Pana zdaniem, jest szansa na szybsze odzyskanie wraku tupolewa?
– Będzie to elementem handlu politycznego. Rosjanie wiedzą, jak bardzo zależy nam na zwrocie wraku tupolewa i należy się spodziewać, że stawka za jego odzyskanie będzie wysoka.
Co może być monetą przetargową?
– Może nią być np. zdystansowanie się Polski w naciskach na przedłużenie czy wyznaczenie kolejnych sankcji wobec Rosji lub w razie pogłębienia dezintegracji Ukrainy kwestia statusu jej obecnych wschodnich prowincji.
Elementem polityki wschodniej jest także Ukraina. Na co nowy rząd i polska dyplomacja powinny zwrócić szczególną uwagę w relacjach z Kijowem?
– Tak jak wspomniałem, Ukraina jest w stadium upadku ekonomicznego oraz postępującej erozji struktur społecznych i państwowych. W Europie pogrążonej kryzysem imigracyjnym nie ma już odpowiednio dużych pieniędzy, a chyba też i woli, aby ten proces zatrzymać. Niemcy już pogodziły się z tym faktem i rozpoczynają ponowną współpracę z Rosją. Polska nie ma istotnych środków, aby znacząco wpłynąć na ten proces. W tej sytuacji jedynym graczem w tej części Europy pozostają Stany Zjednoczone, ale również one mają coraz większe problemy na Bliskim Wschodzie, muszą też pilnować swoich wpływów na Bałkanach. Wydaje się, iż Waszyngton coraz bardziej zdaje sobie sprawę, że podział wpływów na Ukrainie jest nieunikniony. My również musimy patrzeć na to perspektywicznie. Za kilka lat powinniśmy robić interesy i mieć dobre stosunki ze wszystkimi prowincjami Ukrainy niezależnie od ich statusu i wpływów. Obecnie dla nas partnerem jest Kijów, ale nie możemy też wykluczać odbudowy stosunków z Donieckiem, gdyż w jakiejś formie będzie to niezależny region i my tego nie zmienimy.