Z nowym ministrem obrony wiążemy spore nadzieje
Czwartek, 12 listopada 2015 (04:09)Z Marianem Kokoszką, przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w PZL Mielec, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Panie Przewodniczący, nowym właścicielem PZL Mielec został koncern Lockheed Martin. W Mielcu odbyło się w poniedziałek spotkanie przedstawicieli Lockheeda z mielecką załogą. Czego dotyczyło?
– Spotkanie z kierownictwem Lockheed Martin było efektem tego, co dokonało się w ubiegły piątek w centrali firmy Sikorsky Aircraft Corporation w Stratford, w stanie Connecticut. To tam ogłoszono fuzję koncernu Lockheed Martin i firmy Sikorsky Aircraft Corporation. Tym samym PZL Mielec należy już do koncernu, który nazywa się Sikorsky and Lockheed Martin Company. „Świetlana przyszłość – razem” – pod takim hasłem odbywało się to spotkanie. Mogliśmy też wysłuchać nagranego przemówienia Marillyn Hewson, prezes zarządu i dyrektora naczelnego koncernu Lockheed Martin, skierowanego do wszystkich firm na świecie. Przypomnę tylko, że Lockheed Martin, już po fuzji z firmą Sikorsky, w 75 swoich zakładach na całym świecie zatrudnia ponad 126 tysięcy pracowników. Natomiast jeśli chodzi o szczegóły co do przyszłej współpracy, to mają być one wkrótce przekazane poszczególnym firmom w całej sieci.
Co z tej fuzji z największą firmą zbrojeniową na świecie wynika dla PZL Mielec?
– Przede wszystkim liczymy, że nowy właściciel utrzyma status PZL Mielec jako największego w Polsce producenta statków powietrznych, którego historia sięga okresu międzywojennego. Tym samym liczymy, że w produkcji pozostaną nasze dotychczasowe produkty finalne. Mam tu na myśli oczywiście śmigłowiec S-70i Black Hawk, a także samoloty: M28, M28B Bryza i M18 Dromader. Nie ukrywam, że liczymy też na pomoc w znalezieniu rynków zbytu dla tych naszych produktów. PZL Mielec posiada doskonale rozwinięte zaplecze badawczo-rozwojowe i najwyższej klasy specjalistów, od projektantów, konstruktorów, inżynierów praktyków, słowem – wysoko wykwalifikowanych pracowników. Dlatego nie obawiamy się nowych wyzwań, przeciwnie, liczymy na dodatkową robotę już typowo pod nowego właściciela Lockheed Martin. Sikorsky na przestrzeni kilku lat zainwestował w PZL Mielec blisko 140 milionów dolarów, m.in. w infrastrukturę, budynki, maszyny, technologie itp., co sprawia, że zakład prezentuje wysoki poziom i jest w stanie wyprodukować naprawdę wysokiej jakości sprzęt lotniczy. Muszę powiedzieć, że przedstawiciele Lockheed Martin są pod dużym wrażeniem po tym, co zobaczyli u nas w Mielcu. I mamy nadzieję, że wspólnie uda się zbudować dobrą przyszłość. Niemniej jednak nowe inwestycje w mielecki zakład i ewentualne wprowadzenie nowego produktu to, jak sądzę, perspektywa kilku bądź nawet kilkunastu miesięcy.
Przyszłość PZL Mielec to także przetarg śmigłowcowy, który póki co nie spełnił nadziei załogi i kierownictwa. Czy Pana zdaniem jest szansa, żeby odwrócić losy tego przetargu?
– Po zmianie rządu w Polsce liczymy na unieważnienie tego przetargu. Myślę, że jest na to duża szansa. Poznaliśmy wczoraj skład przyszłego rządu Zjednoczonej Prawicy, gdzie ministrem obrony ma być Antoni Macierewicz i nie ukrywam, że z jego osobą wiążemy spore nadzieje. Kiedy w kwietniu została ogłoszona decyzja o skierowaniu do testów praktycznych francuskich caracali, poseł Antoni Macierewicz bardzo dużo nam pomagał w dotarciu do decydentów z naszymi argumentami. Wykazywał się zawsze wielkim zrozumieniem dla ofert sprzętu produkowanego w Polsce. Nam zależy na unieważnieniu, rozpisaniu na nowo przetargu, w którym zarówno PZL Mielec, jak i PZL Świdnik powrócą do gry. Wyłożymy wszystkie karty na stół i niech wygra lepszy, ale w uczciwej walce na argumenty.
Podobno do walki o przejrzysty przetarg mobilizuje Pan również posłów PiS?
– Z tą walką to może lekka przesada, ale rzeczywiście organizuję spotkanie ze wszystkimi posłami i senatorami PiS z Podkarpacia, a dodam, że jest to grono liczące 21 osób. Chciałbym w imieniu załogi PZL Mielec podziękować im za dotychczasową współpracę i oczywiście poprosić o dalsze wsparcie. Przetarg nie może być sfinalizowany, bo nie została wynegocjowana umowa offsetowa, która ma być integralną częścią tego procesu wyłaniania dostawcy śmigłowców wielozadaniowych dla naszego wojska. Liczymy zatem, że wrócimy do gry. Na pewno nie powinna to być, jak dotychczas, jedna platforma śmigłowcowa.
Decyzja o wyborze caracali była jedną z przesłanek do restrukturyzacji w PZL Mielec…
– Owszem, z programu dobrowolnych odejść skorzystało ok. 560 pracowników. Obecnie PZL Mielec zatrudnia prawie 1600 osób i liczymy, że odwrócenie losów przetargu z pewnością zaowocowałoby zwiększeniem zatrudnienia. Ale przetarg śmigłowcowy będzie tylko jednym z elementów budowania przyszłości PZL Mielec, bo przejęcie przez Lockheed Martin – mamy nadzieję – pozwoli na rozwinięcie także produkcji komercyjnej. W tym segmencie mamy swoje produkty, przede wszystkim wspomniany wcześniej samolot M28, i liczymy, że po wejściu w struktury także handlowe Lockheeda wzrośnie zainteresowanie tym samolotem, a odbiorców tych maszyn będzie znacznie więcej niż dotychczas.