Kiszczak – ten, który zasłużył się Moskwie
Sobota, 7 listopada 2015 (05:19)Z prof. Janem Żarynem, historykiem, wykładowcą Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Panie Profesorze, wraz ze śmiercią Czesława Kiszczaka kończy się pewna era w historii Polski…?
– Muszę przyznać, że jakoś nie odczuwam faktu odejścia Czesława Kiszczaka jako przełomu. Niewątpliwie umarł człowiek, który nie zasłużył się dobrze państwu i Narodowi Polskiemu. Czesław Kiszczak, zresztą podobnie jak wielu innych w tamtym pokoleniu, dokonał strategicznego wyboru, który być może wiązał się z czasem młodości, gdzie może częściej człowiek popełnia błędy życiowe, tyle tylko, że on nigdy nie próbował tego błędu naprawiać, a wręcz odwrotnie. Mam tu na myśli okres bezpośrednio po II wojnie światowej, gdzie jako młody człowiek – oczywiście po doświadczeniach wojennych, w związku z tym niewątpliwie trudnych czasach młodości – zdecydował się jednak na wejście do struktur ówczesnego Wojska Polskiego. Od razu podjął zadania związane z obecnością tam sowieckich służb mających na celu inwigilowanie i wypłukiwanie Wojska Polskiego z tradycyjnych polskich wartości nawiązujących do II RP i historii polskich sił zbrojnych z okresu II wojny światowej. Niewątpliwie od czasu placówki londyńskiej, gdzie jako bardzo młody człowiek miał wspierać gen. Józefa Kuropieskę, aby sprowadzać na teren Polski przedstawicieli generalicji polskich sił zbrojnych na Zachodzie. Otoczenie kontrwywiadowczą opieką stworzyło pewien grunt, po którym Kiszczak z roku na rok i z dziesięciolecia na dziesięciolecie poruszał się coraz sprawniej jako szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Wywiadu Wojskowego. Był zatem osobą godną najwyższego zaufania z punktu widzenia interesów Moskwy. Był osobą przeszkoloną w Moskwie, a jednocześnie pracującą w strukturach polskiego wojska, osobą mającą na celu realizowanie moskiewskich interesów.
Także gdy chodzi o stan wojenny w Polsce…?
– Owszem. Kiedy nastał stan wojenny w Polsce 13 grudnia 1981 r., to gwarantem z punktu widzenia Moskwy, że będzie on należycie wprowadzony w życie, był obok gen. Wojciecha Jaruzelskiego także Czesław Kiszczak. Byli to zaufani towarzysze reprezentujący interesy sowieckie na obszarze PRL, którzy mieli dobrą opinię na Kremlu.
O zmarłych mówi się dobrze albo wcale. Czy to stwierdzenie może i czy powinno mieć zastosowanie w tym przypadku?
– Na pewno nie nam sądzić, czy działania Czesława Kiszczaka, szczególnie te najbardziej boleśnie odczuwane przez polski Naród z lat 80., są na tyle haniebne, żeby wykluczyć tego człowieka z pamięci. On już stanął przed Sądem Bożym i za to, co zrobił lub czego nie zrobił, osobiście odpowiada przed obliczem Pana, który wie wszystko. Kiedy Sługa Boży Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński dowiedział się o śmierci Bolesława Bieruta, modlił się za jego duszę, aby Bóg w swoich pokładach miłosierdzia znalazł jasną stronę twarzy tego tyrana komunistycznej Polski. Sługa Boży był wielkim człowiekiem, który potrafił się modlić nawet za swoich prześladowców. Jako ludzie wierzący, ufając Bożemu Miłosierdziu, możemy te słowa powtórzyć również dzisiaj, że Pan Bóg znajdzie w obliczu śp. Czesława Kiszczaka to, czego my ludzie nie widzimy. Tak czy inaczej widzimy i oceniamy źle szczególnie lata 80., które przypominają nam o złych czynach gen. Kiszczaka, i to na wielu poziomach.
Co zatem ponad wszelką wątpliwość ciąży na Czesławie Kiszczaku?
– Jako szef MSW, zresztą oddelegowany ze struktury Wywiadu Wojskowego, był odpowiedzialny bądź współodpowiedzialny za wydawanie instrukcji, które umożliwiały użycie broni wobec protestujących w pierwszych dniach czy tygodniach stanu wojennego. Bezpośrednio bądź pośrednio jest on odpowiedzialny za pacyfikację i śmierć górników w kopalni „Wujek”, a także za wiele nieszczęść ludzkich, które miały miejsce w stanie wojennym. Te tragedie były związane ze śmiercią kilkudziesięciu ofiar stanu wojennego, ale te tragedie wiązały się czy też były również wynikiem nadania statusu bezkarności przez Czesława Kiszczaka ludziom, którzy mogli używać przemocy, stosować represje fizyczne, psychiczne i niszczyć ludzi: zastraszać, zwalniać z pracy i de facto tworzyć wokół nich różnego rodzaju gry operacyjne. Ta skala tzw. dozwolonych represji, które miały służyć podtrzymaniu reżimu komunistycznego, które się odbywały i były stosowane przez funkcjonariuszy różnych służb w poczuciu totalnej bezkarności, obciąża także tego, który im tę bezkarność zagwarantował, czyli Czesława Kiszczaka. Niewątpliwie dla wielu Polaków Czesław Kiszczak pozostanie przykładem osoby, która swego czasu miała olbrzymią władzę w swoich rękach i która używała tej władzy przeciwko jednostkom, konkretnym osobom, ale także przeciwko Narodowi Polskiemu.
Mimo to Kiszczak, podobnie zresztą jak Wojciech Jaruzelski, zdołał uniknąć osądzenia przez wymiar sprawiedliwości. Czy i na ile ten fakt, że nie został sprawiedliwie osądzony, ciąży na III RP?
– Na III RP ciąży przede wszystkim fakt, że tą stroną, która kierowała procesem wychodzenia z pojałtańskiego układu, byli komuniści. Ci komuniści, którzy z nadania moskiewskiego zarządzali mniej lub bardziej sprawnie PRL. Jednak pod koniec lat 80., kiedy Moskwa uznała, że ten ochraniający ich parasol jest zbyt obciążający dla budżetu państwa sowieckiego, komuniści polscy musieli znaleźć nowy sposób na przedłużenie swojego funkcjonowania i utrzymania się przy władzy, a jednocześnie znaleźć sposób, aby jak najwięcej ludzi z ich szeregów pozostało bezkarnych. I ten stan bezkarności został im zagwarantowany. Taka była geneza Okrągłego Stołu. Inaczej rzecz ujmując, dzięki temu bardzo wielu ludzi, którzy zrobili bardzo dużo zła Polsce i Polakom pod koniec lat 80., mogło poczuć komfort i zyskać pewność, że świństwa, jakich się dopuścili, nie zostaną rozliczone. To wszystko zagwarantował im Okrągły Stół w 1989 r., który był wyreżyserowany i wytworzony jako koncepcja przez najbliższych doradców Jaruzelskiego i Kiszczaka z Urbanem, Pożogą, Cioskiem i jeszcze paroma innymi osobami, które miały za zadanie przygotować miękkie lądowanie dla trzonu PRL-owskiej władzy. Wiadomo, że z planowaniem przyszłości bywa różnie, ale bez wątpienia w latach 1988-1989 wewnątrz aparatu komunistycznego w Polsce wypracowano pewne modele przekształcania tej rzeczywistości w stronę bardziej demokratyczną przy jednoczesnym zachowaniu – możliwie jak najdłużej – pakietu kontrolnego. Była to z jednej strony wizja modelu chińskiego, a więc naprawy gospodarki poprzez utrzymanie kontroli nad przeobrażeniami kapitalistycznymi, i to lansował ówczesny premier Mieczysław Rakowski ze swoimi doradcami i współpracownikami z ministrem Wilczkiem na czele. Z kolei z drugiej strony był aparat wojskowo-policyjny, który stał na czele ośrodka prezydenckiego, którym miał zostać gen. Jaruzelski, i ten aparat miał kontrolować granice dopuszczalności opozycji do stanowisk państwowych i w ogóle do udziału w życiu politycznym. Ten wyreżyserowany proces został podważony wynikami wyborów z 4 czerwca 1989 r. i w pewnym stopniu zatrzymany. W wyniku tego został wzmocniony ten aparat siłowy, były też próby zastraszania, ale w MSW rozkazami wewnętrznymi opracowano alternatywny scenariusz w postaci internowań i zatrzymań, co służyło bardziej jako forma nacisku, choć nie można wykluczyć, że tylko nacisku.
Czemu miały służyć te wszystkie działania?
– Przede wszystkim miały przywrócić równowagę projektowi przedłużenia funkcjonowania i utrzymania się przy władzy, który poprzez głosowanie społeczeństwa został podważony.
Grzegorz Piotrowski, zabójca bł. ks. Jerzego Popiełuszki, twierdzi, że Kiszczak mógł przerwać działania zmierzające do porwania i zamordowania ks. Jerzego…
– Niezależnie od tego, jaką koncepcję przyjmiemy, tzn. czy Piotrowski, Pękala i Chmielewski działali na zlecenie tylko i wyłącznie wewnętrznego ośrodka PRL-owskiego, czy też działali równolegle albo tylko na zlecenie ośrodka zewnętrznego, czyli sowieckiego, to zgodnie z logiką tego systemu Kiszczak musiał o tej operacji wiedzieć, musiał ją znać. Owszem, mógł nie znać szczegółów i daty jej zakończenia, ale bez wątpienia wiedząc o tym, że ma nastąpić wyeliminowanie ks. Jerzego Popiełuszki z przestrzeni publicznej, z całą pewnością mógł ten proces w każdej chwili zatrzymać i zakończyć. Ale nie było to w jego interesie, bo cała machina skierowana przeciwko ks. Jerzemu nie została uruchomiona w październiku 1984 r., ale było to zwieńczenie działań uruchomionych jesienią 1983 r.
W komunikacie MON poinformowało, że Czesław Kiszczak nie zostanie pochowany na wojskowych Powązkach, a pogrzeb odbędzie się bez wojskowej asysty honorowej. Czy to oznacza przełom w honorowaniu komunistycznych dygnitarzy PRL, wreszcie…?
– Jeśli się tak rzeczywiście stanie, że Czesław Kiszczak nie zostanie pochowany na Powązkach, to będzie to pewien symbol ważny w naszej historii. Do tej pory przywódcy komunistycznego reżimu byli chowani często z honorami w tym miejscu, tym samym wojskowe Powązki były czymś w rodzaju pewnego symbolu III RP, która jest w patologicznym stanie, bowiem jednocześnie honoruje sprawców i ofiary. To sprawiało wrażenie, jakby Polska nie była wewnętrznie dogadana, uporządkowana co do podstawowego systemu wartości, które konstytuują państwo. Mieliśmy swoisty paradoks, kiedy III RP honorowała zdradę i honorowała za ofiarność i wierną służbę Polsce. Ten stan utrzymywany na cmentarzu Powązkowskim można powiedzieć, że potwierdza tę patologię. Jeśli gen. Kiszczak rzeczywiście zostanie pochowany w grobie rodzinnym, to świadczyłoby o przynajmniej poszukiwaniu przez władze państwa polskiego jednoznacznego wymiaru zasług dla podtrzymywania polskości i aspiracji Narodu i państwa polskiego, które zostały w ten sposób na nowo zdefiniowane. I w tym widziałbym znacznie ważniejszy symbol niż sam fakt śmierci gen. Czesława Kiszczaka.