• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Szukanie dziury w całym

Sobota, 7 listopada 2015 (04:15)

Z Janem Dziedziczakiem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Rafał Stefaniuk

Trwa medialny serial pod tytułem „proces formułowania nowego rządu”. Dlaczego jednak jest tak długi?

– W moim odczuciu proces tworzenia nowego rządu nie jest długi. Po 1989 r. spotykaliśmy się z sytuacjami, że dobieranie ministrów trwało nawet do miesiąca. Jesteśmy dwa tygodnie po wyborach, w tej chwili wszystko jest już na ukończeniu.

Może powodem niecierpliwości mediów jest to, że w kampanii Prawo i Sprawiedliwość prezentowało ustawy na pierwsze 100 dni Sejmu. Wydawało się więc, że skoro są ustawy, to muszą być ludzie do ich realizacji…

– Prawem mediów jest podgrzewać atmosferę. Mogę zapewnić, że proces powoływania nowego rządu przebiega zgodnie z harmonogramem. Mamy więc szansę na powołanie rządu w rekordowym od wyborów czasie.

Ile prawdy jest w twierdzeniu, że problemem w skonstruowaniu rządu jest, paradoksalnie, samodzielna większość w Sejmie? Bez ludzi Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina tej większości by nie było, a to zmienia rozkład sił w negocjacjach…

– To jest szukanie dziury w całym przez liberalne media. My staramy się stworzyć optymalny skład rządu, który będzie nie tylko zarządzał, ale także reformował kraj. Mamy świadomość, że to istotna sprawa. Zachęcam przy tym naszych Czytelników do spokoju. Liberalne media będą na siłę tworzyć animozje. Czekają nas cztery lata permanentnego ataku, a mówię to jako rzecznik rządu Jarosława Kaczyńskiego. Trzeba to przetrzymać, bo cokolwiek by się nie działo, atak i tak będzie. My się tym różnimy od poprzedniej ekipy, że nam nie wyciąga się afer, ale to, że 2 tygodnie po wyborach nie ma rządu.

Jaka jest skuteczność medialnej giełdy nazwisk nowych ministrów?

– Zespół, który pracuje nad nowym składem Rady Ministrów, jest szczelny. Wszystkie kombinacje, jakie możemy spotkać w mediach, są wynikiem dość dużej dawki fantazji. To dobrze świadczy o tej grupie i panującym wewnątrz niej zaufaniu. To dobry prognostyk przed trudnym okresem rządów.

Znajdzie się dla Pana miejsce w rządzie?

– Jedyną pewną rzeczą co do składu rządu jest to, że ja się w nim nie znajdę. Planuję skupić się na bardzo intensywnej pracy w parlamencie. Mam kilka istotnych spraw, które chciałbym przeprowadzić. W kwestii szczegółów proszę jednak o kilka dni cierpliwości, a wtedy wszystko będzie jasne.

Znamy już termin pierwszego posiedzenia Sejmu i Senatu, który koliduje z nieoficjalnym szczytem Unii Europejskiej. To wywołało falę dyskusji. Data 12 listopada wydaje się niefortunna…

– Donald Tusk jako przewodniczący Rady Europejskiej, osoba, która doskonale zna kalendarz konstytucyjny, mógł wskazać inną datę. No cóż, zaproponował taki termin i w związku z tym będziemy musieli jakoś sobie z tą sprawą poradzić. Na szczęście jest to nieformalny szczyt, o bardzo niskiej randze dyplomatycznej i myślę, że można sobie z tym poradzić bez zbędnych emocji. Ewa Kopacz może spokojnie na niego jechać i złożyć dymisję listownie, jak Donald Tusk w przeszłości. Gdyby jednak nie chciała tego zrobić, to może wysłać któregoś z ministrów. Janusz Piechociński nie został wybrany w wyborach, więc nie musi składać ślubowania. Jest jeszcze ambasador przy UE. Rozwiązań jest dużo, więc nie należy mnożyć problemów, tylko starać się uporać z tą sytuacją.

I premier się stara. Ewa Kopacz poprosiła prezydenta Andrzeja Dudę o reprezentowanie Polski na spotkaniu Rady Europejskiej.

– Andrzej Duda będzie otwierał posiedzenie Sejmu i Senatu. Przypomnę: o godz. 13.00 jest pierwsze posiedzenie Sejmu, o godz. 17.00 Senatu i prezydent ma swoje obowiązki. Wystarczy, że Ewa Kopacz wyśle na to spotkanie swojego zastępcę albo ambasadora. Podkreślę raz jeszcze, że spotkanie jest nieformalne, a więc niskiej rangi. Wypada, żeby Andrzej Duda z racji piastowanego urzędu był wtedy w Sejmie i Senacie.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk