• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Sprzątania na kolei jest co niemiara

Środa, 4 listopada 2015 (03:08)

Zarząd PKP Cargo podważa legalność strajku generalnego zapowiedzianego na 9 listopada 2015 roku. W poniedziałek do sądu trafił pozew w tej sprawie. Zdaniem związków zawodowych to próba zastraszania.

W naszej rzeczywistości prawnej istnieje coś takiego jak ustawa o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Jeżeli związki zawodowe kierowały się jej zapisami przy decyzji o strajku, a zakładam, że tak było, to nie można im nic zarzucić. A ogólnym i podstawowym warunkiem jest rozpisanie referendum, w którym wypowiedziało się przynajmniej 50 proc. załogi. Warunek ten został spełniony. Zdecydowanie stoję po stronie związkowców, niech liberałowie przestaną ich zastraszać.

Sytuacja na kolei jest beznadziejna. Wyprzedają, co tylko można. Przypomnę, że ostatnio sprzedali energetykę. Wszystkiego chcą się pozbyć. To jest jedyny pomysł na zarządzanie koleją. Teraz padł pomysł sprzedaży udziałów Cargo.

W ocenie zarządu PKP Cargo, strajk trzeba zablokować, bo ten nie leży w interesie pracowników i spółki. Ale tak można powiedzieć o każdym strajku. Związki m.in. mogą protestować, kiedy narusza się prawa pracownicze, socjalne. Mogą domagać się zmian, kiedy jest zła sytuacja ekonomiczna. Tego się nie robi tylko po to, aby robić, ale z troski o przyszłość firmy. W podzięce pracownicy są odwoływani z rad nadzorczych. Dlaczego? Bo ujawnili, ile panowie prezesi zarabiają w Cargo. Restrykcje są natychmiastowe. Argument, że protest nie jest w interesie spółki i pracowników, jest dostosowany do sytuacji.

Związkowcy domagają się podniesienia pensji pracowniczej o 250 zł netto. To suma, która w żaden sposób nie wstrząśnie finansowymi fundamentami spółki. A to dlatego, że skoro prezesi Cargo przyznali sobie podwyżki 10 tys. zł miesięcznie, a to ujawniły związki, to znak, że budżet może udźwignąć tę skromną sumę 250 zł.

Często dostaję telefony od pracowników PKP Cargo. Ci skarżą się, że odwołuje się ich przedstawicieli z rady nadzorczej. Mówią, że są plany sprzedaży udziałów spółki. Nie ma tygodnia, żeby ktoś nie prosił o interwencję.

Wkrótce powstanie nowy rząd. I mam nadzieję, że szybko weźmie się do pracy, bo sprzątania na kolei jest co niemiara. Proponuję, żeby obecni urzędnicy ministerialni i zarząd spółek zaprzestali podejmowania jakichkolwiek decyzji do czasu uformowania i zaprzysiężenia nowego rządu. Niech rząd Beaty Szydło podejmuje decyzje.

Stanisław Kogut