• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Czerwona kartka dla Burego i PSL

Wtorek, 3 listopada 2015 (20:34)

Z Kazimierzem Moskalem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wielokrotnie zwracał Pan uwagę, że działalność Jana Burego zasługuje na uwagę organów ścigania. Dziś Jan Bury nie jest już posłem, a od wczoraj także szefem podkarpackich Ludowców...

– W wyborach do Sejmu Polacy pokazali Janowi Buremu czerwoną kartkę. Jest to ważny znak, a zarazem element demokracji, bo tak naprawdę to wola wyborców sprawiła, że osoba publiczna, której postawiono zarzuty, może odpowiadać za swoje czyny. Jeszcze do dnia pierwszego posiedzenia nowo wybranego Sejmu Jana Burego chroni immunitet, z którego sam nie zrezygnował, a Sejm mu go nie uchylił. Gdyby nie ta czerwona kartka od wyborców, gdyby Jan Bury był nadal posłem i gdyby pojawiła się kwestia pozbawienia go immunitetu, żeby prokuratura mogła prowadzić swoje czynności, to najprawdopodobniej zrobiłby się wielki krzyk ze strony PSL czy Platformy, że jest on pierwszą ofiarą reżimu Prawa i Sprawiedliwości. Natomiast to wyborcy zdecydowali, że polityk PSL będzie mógł stanąć oko w oko z wymiarem sprawiedliwości i odpowiadać za swoje czyny: nieprawidłowości czy nadużycia w życiu publicznym.

Czy chociażby z tego powodu czuje Pan satysfakcję?    

– Nie cieszę się z tego, że człowiek przegrał czy przegrywa, natomiast czuję satysfakcję z tego, że życie publiczne zostało w jakimś stopniu oczyszczone i że dokonało się to głosami wyborców. Polacy potrafią – choć może dopiero po pewnym czasie – zreflektować się i odróżnić, co jest prawdą, a co nie i nie chcą stawiać na człowieka, który nadużywa swojej władzy, swojej pozycji, wykorzystując ją dla siebie czy dla swojej, wąskiej grupy osób. Cieszę się, że ta czerwona kartka wyborców zastopowała tę niewłaściwą działalność szefa podkarpackich Ludowców zarówno w skali kraju, jak i województwa.

Czy podejrzenia prokuratury wobec Jana Burego, czerwona kartka od wyborców, a teraz odwołanie tego polityka z kierowania podkarpackimi strukturami PSL oznaczają również początek końca „zielonego imperium”?

– Mam taką nadzieję. Mam też nadzieję, że wkrótce w Polsce nie będzie ani zielonego, ani czerwonego, ani żadnego innego układu osób, które nadużywają władzy instytucji czy swojej władzy i pozycji w polityce czy w biznesie. Mam nadzieję, że jest to pierwszy krok do zlikwidowania patologii z życia publicznego. Z pewnością jest wiele tych nieprawidłowości i to nie dotyczy tylko „układu podkarpackiego” czy „podkarpackiej sitwy ludowej”, ale dotyczy to także wielu innych regionów kraju. Jestem jednak przekonany, że PiS – jak mówi to prezes Jarosław Kaczyński – spowoduje, że to życie publiczne w Polsce będzie bardziej uczciwe, a patologie będą eliminowane. Nie chciałbym, aby sędziowie, prokuratorzy czy pracownicy NIK itp. byli zniewalani czy zawłaszczani przez jakąkolwiek partię czy żeby służyły wąskim grupom interesów. I mam taką nadzieję, że jest to początek końca tego układu na Podkarpaciu, ale także w innych częściach kraju nie będzie już sytuacji negatywnie odbieranych przez społeczeństwo. Zawsze powtarzałem, że do polityki nikt się nie musi pchać rękami i nogami i jeżeli ktoś chce funkcjonować w polityce, to powinien działać uczciwie na rzecz całego społeczeństwa. Natomiast jeśli jest inaczej, to jak życie pokazuje, społeczeństwo potrafi zweryfikować, właściwie ocenić i tak się stało w tym przypadku na Podkarpaciu. Prawdopodobnie jest to koniec „zielonego imperium” Burego.

Wielokrotnie zwracał Pan uwagę na pewne nieprawidłowości, jakie się pojawiały w związku z działalnością Jana Burego. Ale jakoś wcześniej nie było reakcji ze strony chociażby Sejmu, kierownictwa PSL czy organów ścigania…

– To prawda, ale zarazem to bardzo przykre, że tak długo trzeba było czekać na reakcję. Nie chciałbym jednak uchodzić za kogoś w rodzaju tropiciela nieprawidłowości byłego już szefa podkarpackich Ludowców. Te moje interwencje były efektem zwracania się do mnie pewnych środowisk, które dostrzegały te nieprawidłowości i wskazywały na to, a ja jedynie starałem się kierować te sygnały i monitować działalność takich czy innych osób w życiu publicznym czy w życiu politycznym. Te moje interwencje rzeczywiście okazywały się mało skuteczne. Owszem docierały one do premiera, do ministrów czy do prokuratury – chociaż prokuratura jak widać, w końcu podjęła pewne czynności, które były jednak hamowane przez immunitet poselski Jana Burego. Nie może być przyzwolenia na nieuczciwość w jakiejkolwiek formacji politycznej, także w naszej. Powiem więcej, a mianowicie oczekiwania wyborców od PiS są chyba jeszcze większe niż w innych środowiskach. Dlatego te standardy uczciwości powinny być w jeszcze większym stopniu przez nas zachowane. Tak to odbieram, że na nas ciąży ogromna odpowiedzialność i wszystkie instytucje władzy zarówno ustawodawczej i wykonawczej powinny zadbać, aby życie publiczne w Polsce było coraz bardziej przejrzyste, czyste. W przypadku Jana Burego niektóre instytucje działały –powiem to delikatnie – bardzo zachowawczo, a czasem wręcz dość przychylnie patrzyły na nieprawidłowości osób publicznych, nie chcąc się narazić samym zainteresowanym. Teraz jest czas nie zemsty, ale czas, kiedy odpowiednie instytucje będą wreszcie działały na rzecz obywatela i będą wykonywały swoje obowiązki w sposób należyty, sprawny, konsekwentny, mając na uwadze dobro wszystkich Polaków, a nie tylko niektórych.

Czy i w jakim stopniu „sprawa” Jana Burego, o czym było głośno we wszystkich mediach, miała wpływ na słaby wynik PSL w wyborach parlamentarnych?  

– Jestem przekonany, że miała duży wpływ, a na Podkarpaciu szczególnie, zwłaszcza w okręgu, gdzie startował Jan Bury. Każdy werdykt społeczeństwa świadczy o mądrości ludzi i można się z nim zgadzać bądź nie, ale z pewnością trzeba do niego podchodzić z pokorą. Większość społeczeństwa dokonuje oceny w sposób bardzo rozsądny. Nawet jak PiS przed ośmiu laty przegrywało, to też miałem świadomość, że taka jest wola społeczeństwa. Teraz różnego rodzaju nieprawidłowości czy afery zamiatane pod dywan przez obóz rządzący nabrzmiały na tyle, że społeczeństwo powiedziało w końcu dosyć! Ludzie postawili na nas. Mamy szanse życie publiczne wreszcie wprowadzić na tory uczciwości. Nie będzie to łatwe zadanie, ale w tym kierunku będziemy zmierzać. Werdykt wyborców, gdzie PSL osiągnęło słaby wynik i nieznacznie się prześlizgnęło przez próg wyborczy, to w dużej mierze „zasługa” Jana Burego. Ruch Ludowy w Polsce był pięknym ruchem i począwszy od XIX wieku był potrzebny w naszym życiu publicznym czy politycznym. Jednak obecnie przedstawiciele tego stronnictwa władzę i majątek publiczny traktują jak prywatny folwark. Wyborcy to wszystko widzieli, także nepotyzm w ramach rządu koalicyjnego PO – PSL i w zdecydowanej większości dali tym ludziom czerwoną kartkę. Efekt jest taki, że PSL na Podkarpaciu ma tylko jeden mandat poselski, a w całej Polsce zaledwie 16. Co więcej, wielu czołowych polityków tego ugrupowania decyzją wyborców znalazło się poza parlamentem.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki