Wprowadzanie w błąd VAT-em
Piątek, 30 października 2015 (05:16)Według wykładni Ministerstwa Finansów, sadownicy pobierający z Unii Europejskiej wsparcie na wycofanie z rynku owoców i warzyw będą musieli zapłacić podatek VAT. Informacja ta kompletnie zaskoczyła rolników.
Działania, które były podejmowane przez ministra rolnictwa Marka Sawickiego, a szerzej przez polski rząd, były oparte na przypuszczeniach, a nie na faktach. Takie rzeczy jak sposób rozliczenia dotacji, jak to, czy płaci się VAT, czy się go nie płaci, to powinno być oczywiste przed rozpoczęciem akcji zbierania wniosków. To nie może być informacja, która zaskakuje. To, co się stało, to głupota, złośliwość czy po prostu brak profesjonalizmu? Ciężko mi to nazwać, bo jak to interpretować?
W czasie kampanii minister rolnictwa Marek Sawicki jeździł po wioskach i opowiadał rolnikom, jak bardzo się stara, jak bardzo im pomógł i jak wielkie dobro ich czeka dzięki jego zabiegom. A gdy minister skończył się chwalić, to przyszedł inny resort i mówi: „Stop! Stop! To nie tak. Od tego będzie trzeba płacić VAT!”. To jest brak standardów w rzetelności postępowania.
Bo co to znaczy? Że urzędnicy, którzy pracują w resorcie rolnictwa, funkcjonują według całkiem innych standardów niż minister finansów? A może minister finansów nie wie, na jakich zasadach jest udzielana pomoc płynąca z Unii Europejskiej?
Nie chcę wnikać w to, czy naliczenie podatku VAT z tego tytułu jest zasadne czy też nie. Na tym etapie nie ma to szczególnego znaczenia. Istotne jest to, że ludzie mogą czuć się po prostu wprowadzeni w błąd. Różne resorty inaczej interpretują te same przepisy. Jeżeli nawet tak jest, to ostateczna interpretacja powinna być ustalona przed całą akcją informowania ludzi. Tego nie było.
To jest chaotyczny przykład działania przed wyborami. Ruchy te miały wyłącznie charakter kiełbasy wyborczej, żeby rolników i wieś przeciągnąć na stronę PSL. Szczęśliwie dla wszystkich wieś w wyborach pokazała czerwoną kartkę partii zielonej koniczyny i już ta partia wiele do powiedzenia na wsi nie będzie miała.
Jan Krzysztof Ardanowski