Wyższa kwota ulży Polakom
Czwartek, 29 października 2015 (03:11)Z dr Gabrielą Masłowską, poseł Prawa i Sprawiedliwości, członkiem sejmowej Komisji Finansów Publicznych, rozmawia Rafał Stefaniuk
Trybunał Konstytucyjny uznał, że kwota wolna od podatku w wysokości 3089 zł jest niezgodna z Ustawą Zasadniczą. Zadaniem rządzących jest jej podniesienie. Trybunał uznał, że podatek nie może prowadzić do ubóstwa.
– To bardzo dobra wiadomość. To orzeczenie Trybunału wychodzi naprzeciw naszym propozycjom. Znając sytuację milionów Polaków, od dawna jako posłowie PiS domagaliśmy się podniesienia kwoty wolnej od podatku. Niestety bezskutecznie. Nasza propozycja początkowa to 8 tys. zł. Gdy tylko poprawi się sytuacja gospodarcza i nasze finanse publiczne staną na nogi, to z pewnością zapadną decyzje co do jej wzrostu. Należy więc cieszyć się z orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, który słusznie podnosi kwestie przeciwdziałaniu ubożeniu społeczeństwa. Ponieważ w naszych projektach ustaw jest zaproponowane takie rozwiązanie, to tym bardziej jestem spokojna, że to, co my proponujemy, jest zgodne z Konstytucją.
Trybunał uznał, że obecne przepisy precyzujące kwotę wolną od podatku tracą moc 30 listopada 2016 r. Nowy rząd będzie czekał aż tak długo?
– Myślę, że nowa wyższa kwota mogłaby obowiązywać już od nowego roku. Sądzę, że to będzie jedna z pierwszych ustaw, które będą uchwalone przez Prawo i Sprawiedliwość. Przepisy, które dotyczą kwestii podatkowych, muszą być uchwalone w odpowiednim czasie przed upływem roku, tak by mogły obowiązywać w roku przyszłym. Sprawa jest dosyć pilna, więc sądzę, że pierwsze bądź drugie posiedzenie nowo wybranego Sejmu będzie poświęcone tej sprawie.
Początkowa baza dla kwoty wolnej od podatku w ocenie PiS ma wynieść 8 tys. zł. Co jaki czas będzie podnoszona?
– Na ten moment, gdy nie znamy rzeczywistego stanu finansów państwa, trudno jest przewidywać. W tej sprawie to właśnie finanse publiczne są kluczowe. Gdyby wszystko układało się dobrze, nic nie stoi na przeszkodzie, aby kwotę wolną od podatku podnosić co roku. Już pod koniec 2016 r. może być znowu podniesiona, tak aby wyższa obowiązywała w 2017 r. I tak samo w kolejnych laach. Ale miejmy świadomość, że będzie to uzależnione od sytuacji ekonomicznej państwa.
Bierze Pani pod uwagę likwidację podatku dochodowego?
– Nie sądzę, dlatego że państwo musi się z czegoś utrzymywać. Jeśli zniesiemy podatek dochodowy, to zostanie nam podatek VAT, akcyza oraz podatki pośrednie. Do tego inne powinności skarbowe w formie opłat. Wpływy z tych źródeł w mojej ocenie są niewystarczające, by móc sfinansować szkolnictwo, służbę zdrowia, renty i emerytury. Przecież wszyscy zdajemy sobie sprawę, że jest problem dofinansowania funduszu ubezpieczeń społecznych. Według mnie, nie powinniśmy popadać w skrajności.
Pieniędzy zabraknie nawet przy uszczelnieniu wpływów z VAT i akcyzy?
– Zdaję sobie sprawę z tego, że stan państwa jest katastrofalny. To nie jest tylko kwestia deficytu budżetowego rzędu 50 mld zł. To jest także kwestia postępującego zadłużenia, o czym nie możemy zapominać. Problemy trzeba rozwiązywać systematycznie. Bardzo bym chciała, żeby poprawiła się sytuacja wielu polskich rodzin. Z pewnością wpływ na to miało by zniesienie podatku dochodowego. Jednak pamiętajmy z jakiego punktu startujemy i jak wielki balast zadłużenia nam ciąży. Zadłużenie publiczne wynosi ponad 1 mld zł. Drugie tyle wynosi zadłużenie gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Zniesienie podatku dochodowego w tym momencie byłoby zbyt ryzykowne. Potrzeb jest tyle, a więc podniesienie kwoty wolnej od podatku, 500 zł na dziecko, obniżenie wieku emerytalnego to są propozycje na tyle kosztowne, że nie wystarczyłoby dochodów z samego uszczelnienia systemu podatkowego. Musimy więc jeszcze trochę pożyć z podatkiem dochodowym.