Zakusy na Lotos
Piątek, 9 listopada 2012 (02:08)Rząd podtrzymał wczoraj sprzeciw wobec przyjęcia obywatelskiego projektu ustawy o zachowaniu przez państwo polskie większościowego pakietu akcji Grupy Lotos. Sejmowa Komisja Skarbu Państwa zgodnie ze stanowiskiem Rady Ministrów zarekomendowała zaś Sejmowi odrzucenie projektu ustawy w całości.
Jeszcze w ubiegłym roku premier Donald Tusk nie wykluczał, że Skarb Państwa, który posiada ponad połowę udziałów Grupy Lotos, mógłby sprzedać akcje gdańskiej rafinerii Rosjanom.
Dopiero pod koniec 2011 r. minister Skarbu Państwa Mikołaj Budzanowski ogłosił, iż proces prywatyzacyjny Lotosu został zakończony bez rozstrzygnięcia, gdyż do ministra skarbu nie wpłynęły wiążące oferty na zakup pakietu akcji spółki. A następnie, że rządowa strategia zakłada, iż Lotos nie będzie jednak sprzedawany.
Manewry polityków wokół Lotosu, sygnalizujące, że strategiczna spółka może trafić w ręce zagranicznego inwestora, sprawiły, iż pojawiła się obywatelska inicjatywa - pod którą podpisało się aż ponad 200 tys. osób - aby ustawowo uregulować zachowanie w rękach Skarbu Państwa Grupy Lotos.
Jak długo polski
Obecnie Skarb Państwa posiada 53,19 proc. udziałów w notowanej na warszawskiej giełdzie Grupie Lotos. Choć - jak wynika z dzisiejszych zapewnień reprezentantów rządu - nie ma już podobno planów prywatyzacji Lotosu, propozycja uregulowania tej kwestii ustawą nie podoba się rządowi Donalda Tuska.
Po wczorajszej decyzji sejmowej komisji skarbu nie zanosi się jednak, aby poparta podpisami 200 tys. obywateli ustawa weszła w życie. Minister Skarbu Państwa Mikołaj Budzanowski przekonywał, że nie ma potrzeby wprowadzania tego typu regulacji ustawowej, gdyż rząd nie ma zamiaru Lotosu sprzedawać, a ponadto - według Budzanowskiego - wejście w życie ustawy wiązałoby się z koniecznością wydatkowania przynajmniej 2,5 miliarda złotych.
- My dzisiaj Grupy Lotos Rafinerii Gdańskiej nie sprzedajemy. Nie jest ujęta w planie prywatyzacji na lata 2011-2013. To są fakty. To jest dokument rządowy, który obowiązuje, i nie zakładamy prywatyzacji tej rafinerii. Dalej obowiązuje i nie jest naszą intencją zmiana polegająca na wprowadzeniu jakichkolwiek nowych propozycji do polityki energetycznej państwa do 2030 roku czy też polityki w obszarze ropy naftowej - mówił Budzanowski.
Zaznaczył ponadto, że rząd planuje kolejną inwestycję na terenie Rafinerii Gdańskiej w ramach programu Inwestycje Polskie "na kilka miliardów złotych". Jak "wyliczył" Budzanowski, wprowadzenie ustawy miałoby pociągnąć za sobą konieczność wydania 2,5 miliarda złotych. Tyle miałoby kosztować dokupienie - które według Budzanowskiego miałoby wynikać z tekstu ustawy - przez Skarb Państwa udziałów w Lotosie i spółkach zależnych od Lotosu.
Minister stwierdził, iż "bardzo wyraźnie w projekcie ustawy jest napisane, że musimy zwiększyć de facto swój udział kapitałowy w Grupie Lotos". - Dzisiaj mamy tam głos tzw. większościowy, czyli powyżej 50 proc., czyli nie ma dzisiaj możliwości formalnej, żeby spółka została wrogo przejęta - dodał.
Większość, czyli ile
Przedstawiciel Komitetu inicjatywy ustawodawczej Ireneusz Lipecki przekonywał, że w żadnym razie Skarb Państwa żadnych akcji dokupywać nie musi.
- Ta ustawa zakłada, że zostanie status quo. W żadnym z punktów tej ustawy nie jest powiedziane, że Skarb Państwa zostaje zobowiązany do zmiany dotychczasowego akcjonariatu. Dzisiaj Skarb Państwa posiada 53 proc. akcji, a ustawa wyraźnie precyzuje, że chodzi o zachowanie 50 procent plus jedna akcja. Taka jest idea tej ustawy i tak jest rozumiana większość - stwierdził Lipecki.
W artykule 1 projektu ustawy zapisano, że przez zachowanie przez państwo polskie większościowego pakietu Lotosu rozumie się "zachowanie w posiadaniu przez Skarb Państwa akcji o wartości odpowiadającej powyżej 50 proc. wartości całkowitej wszystkich akcji spółki akcyjnej Grupa Lotos SA zapewniających decydujący głos na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy".
Budzanowski stwierdził, iż użycie sformułowania "decydujący głos" oznacza, że Skarb Państwa musi posiadać co najmniej 75 proc. plus jedna akcja.
- To nadinterpretacja, której celem jest zupełnie niepotrzebna dyskredytacja tej ustawy. My przyjechaliśmy do państwa i przynieśliśmy ten wniosek z wielkim zaufaniem - odpowiadał Lipecki.
Zaznaczył, że wobec wnoszonych wątpliwości "może faktycznie trzeba doprecyzować treść ustawy, która jednoznacznie wskaże, co to jest 50 proc. i jak należy rozumieć większość". To jednak pozostaje już w rękach posłów.
W zapewnienia ministra skarbu o braku zamiarów sprzedaży Grupy Lotos wątpi opozycja. Wiceprzewodniczący komisji skarbu Dawid Jackiewicz zauważył, że rząd swoją strategię zawsze może zmienić. Z ustawą byłoby już trochę trudniej.
- Przypominam sobie podobną dyskusję w ubiegłym roku na posiedzeniu Komisji Skarbu Państwa, w trakcie której rozważaliśmy i dyskutowaliśmy prywatyzację Lotosu. Pan minister powiedział wówczas, że dokumenty co prawda nie przewidują tego typu działań ze strony ministerstwa, a wręcz przewidują, że nie będzie poddana prywatyzacji Grupa Lotos, ale że te dokumenty będzie można dostosować do tej zmiany, którą pan minister przeprowadza. Dokumenty rządowe, strategie rządowe nie stały wówczas na przeszkodzie w podjęciu decyzji o sprzedaży. Nie widział wówczas pan minister kolizji pomiędzy działaniami ministerstwa a obowiązującymi dokumentami i strategiami - powiedział Jackiewicz.
Budzanowski wyjaśniał, że rzeczywiście o tym mówił, lecz jednocześnie było zastrzeżenie, iż decyzja finalna o prywatyzacji zapadnie, "jeżeli w odpowiednim czasie zostaną zmienione dokumenty rządowe".
Strategii rządzących wobec Lotosu nie owijał w bawełnę Tadeusz Aziewicz (PO), inny z wiceszefów komisji skarbu, który złożył - przyjęty przez komisję - wniosek o zarekomendowaniu Sejmowi odrzucanie obywatelskiego projektu ustawy w całości.
- Lotos powinien działać na takich samych zasadach, na jakich działa jego konkurencja. A przypominam, że Lotos działa na otwartym rynku. Nie do końca wiadomo, jakie sytuacje w przyszłości mogą mieć miejsce, czy pojawią się możliwości aliansów kapitałowych korzystne dla spółki i dla interesu publicznego i trudno w tej chwili o tym przesądzać w formie ustawy - powiedział Aziewicz.
W marcu obywatelski projekt przeszedł pierwsze czytanie w Sejmie. Tylko dzięki temu, że kilku posłów Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego nie zagłosowało zgodnie z rekomendacją rządu - aby projekt odrzucić w pierwszym czytaniu - mógł on trafić do dalszych prac w sejmowej Komisji Skarbu Państwa.
Artur Kowalski