Odpowiedzialność, a nie kampania wyborcza
Piątek, 23 października 2015 (20:44)Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Coraz więcej uchodźców dociera do Europy. Jak ta sytuacja wygląda pod względem epidemiologicznym?
– Już z doniesień medialnych widać, iż od przybyszów z innych kontynentów nie pobiera się odcisków palców, bo duża część imigrantów nie posiada jakichkolwiek dowodów tożsamości. To jednak nie wszystko, bo tych ludzi nawet się nie bada pod kątem chorób. Nie jest żadną tajemnicą, że na kontynencie afrykańskim, skąd przybywają imigranci, w sposób niekontrolowany rozprzestrzeniają się takie choroby, jak AIDS i inne groźne choroby tropikalne nieznane powszechnie w Europie. Ci ludzie przenoszą te choroby. Pochodzą w większości ze środowisk, gdzie nie przestrzega się podstawowych zasad higieny. Z tej grupy jedynie Syryjczycy prezentują poziom życia zbliżony do europejskich standardów, ale i tam na skutek trwającej kilka lat wojny warunki egzystencji uległy znacznemu pogorszeniu, a w związku z tym ich również można podejrzewać o liczne choroby zakaźne, jak gruźlica, AIDS i inne występujące w tamtym regionie świata. I nie ma się co łudzić, że te choroby nie trafią do Europy. Warto sobie przypomnieć, że kilka lat temu, kiedy na świecie mieliśmy epidemię ptasiej grypy, to we wszystkich portach lotniczych wszędzie były kwarantanny, natomiast przy zagrożeniu nieporównywalnie większym, z jakim obecnie mamy do czynienia, odstępuje się od tych zachowań ostrożnościowych.
Pojawiają się raporty, które wskazują, że sytuacja jest coraz bardziej dramatyczna…
– Z informacji, jakie do mnie docierają, wynika, że w obozach dla uchodźców chociażby w Niemczech, w Monachium ludzie uciekają, żeby nie poddać się kontroli zarówno dotyczącej tożsamości, jak i kontroli oraz badaniom pod kątem nosicielstwa groźnych chorób. Są raporty, które mówią, że wśród uchodźców w Niemczech czy Belgii pojawia się coraz więcej przypadków np. gruźlicy.
Dlaczego głośno się o tym nie mówi?
– Nie porusza się tych kwestii czy wręcz je ukrywa, żeby nie wzbudzić paniki wśród ludzi. Jednak prasa niezależna, poza kontrolą ośrodków rządowych w Niemczech, coraz częściej o tym pisze i ostrzega.
Jakie zagrożenia wypływają także z różnic kulturowych imigrantów, którzy docierają do Europy?
– Proszę pamiętać o tym, że ludność, która dociera do Europy, jest mentalnie diametralnie różna od naszej kultury czy zasad obowiązujących wśród mieszkańców w tej części świata. Wielu muzułmanów sprzeciwia się leczeniu przez żeński personel. Religia i zasady zabraniają im rozbierania się przed kobietami, co uniemożliwia diagnozowanie i leczenie. Podobnie rzecz ma się z personelem medycznym męskim, który ma badać kobiety. To zderzenie kulturowe z naszą zachodnią cywilizacją będzie potężne i skala problemów, z którymi już zaczynamy mieć do czynienia, będzie olbrzymia.
A problemy adaptacyjne…?
– Problemy związane z adaptacją społeczną imigrantów to kolejna grupa kłopotów, z jakimi będziemy mieć do czynienia. Proszę zwrócić uwagę, że w gronie przybywających młodych kobiet praktycznie co dziesiąta jest w ciąży. Ponadto w ośrodkach uchodźczych dochodzi do gwałtów na masową skalę. 75 proc. imigrantów to młodzi mężczyźni, którzy trafiają do tych ośrodków i robią tam, co im się żywnie podoba. Policja traci kontrolę nad tym, co się tam dzieje, tak jest np. w Hamburgu. Problemy z przyjęciem tak dużej grupy ludzi to jedno, a problem z ich adaptacją społeczną, znalezieniem mieszkań, nauką języka itp. to drugie. W przytłaczającej większości są to ludzie z wykształceniem na poziomie podstawowym, można nawet powiedzieć, że ci, którzy docierają do Europy z Afganistanu bądź z Erytrei czy Somalii, to w dużym stopniu analfabeci.
Powróćmy jeszcze do zagrożeń związanych z chorobami i leczeniem migrantów. Coraz częściej mówi się o ich nawet nie roszczeniowości, ale wręcz agresji wobec personelu medycznego. Dlaczego o tym też niewiele się mówi?
– Lekarze np. w Niemczech czy innych krajach zachodniej Europy są przyzwyczajeni do odpowiednich standardów pracy, a ich zadaniem jest ratowanie życia. Jeśli określone procedury medyczne, które wykonują, napotykają sprzeciw pacjenta, to trudno im wypełniać swoje zadania i skutecznie pomagać. Mało tego, jest wiele małych dzieci wyczerpanych na skutek długiej wędrówki, których rodzice często nie godzą się na takie czy inne metody leczenia, co z kolei wywołuje konflikt, a nierzadko agresję wobec personelu medycznego. Znany jest przypadek, gdy dziecko wyczerpane wielotygodniową wędrówką trafiło do jednego z niemieckich szpitali i mimo podjętych działań nie udało się uratować mu życia. Natomiast lekarz spotkał się z agresją rodziców i sam wymagał interwencji chirurgicznej, a napastnikom nawet włos z głowy nie spadł.
Jeśli Niemcy nie potrafią sobie poradzić z problemem uchodźców to, co może czekać nas, Polaków?
– Fala migracji będzie wymagała odpowiedniej postawy nie tylko ze strony służby zdrowia, ale także pomocy społecznej. Przytłaczająca większość imigrantów trafi pod opiekę społeczną. Jak będziemy chcieli im pomóc, skoro nie potrafimy sprostać wyzwaniu związanemu z Polakami żyjącymi poniżej poziomu ubóstwa, bo ośrodkom pomocy społecznej brakuje pieniędzy, aby zabezpieczyć ich podstawowe potrzeby? Proszę sobie wyobrazić, co będzie, jeśli gminy otrzymają pod swoje skrzydła z góry narzuconych uchodźców, których trzeba będzie utrzymywać od podstaw. Mało tego, będą to ludzie w żaden sposób nieprzystosowani do funkcjonowania w naszych realiach kulturowo, nie mówiąc już o barierze językowej. To są realne problemy, o których nikt do tej pory nie mówi otwartym tekstem, a mianowicie, że adaptacja imigrantów do życia tu i teraz będzie większym wyzwaniem niż tylko przyjęcie tych ludzi. To wyzwanie zupełnie nieporównywalne. Do tego trzeba dodać bardzo prawdopodobne napięcia, jakie będą się rodzić między naszymi obywatelami – gospodarzami a imigrantami. Nie łudźmy się, że ci ludzie zasymilują się z nowym środowiskiem. Ktoś, kto tak mówi, po prostu kłamie i oszukuje.
Wymienił Pan szereg problemów w różnych dziedzinach. Dlaczego rząd koalicji PO – PSL tego nie dostrzega?
– Ustępujący rząd, podejmując się roli adwokata solidarności z uchodźcami, nie zdaje sobie sprawy z zagrożeń, z jakimi się to wiąże. To tylko świadczy o braku odpowiedzialności za państwo i obywateli. Zresztą politycy mają to do siebie, że poruszają się w sferze ogólników, także w tym wypadku. Jeśli okazałoby się, że trzeba wskazać konkretne szpitale czy placówki zdrowia, które mają objąć opieką imigrantów, gdzie skala tej opieki przewyższy możliwości chociażby ze względu na choroby tropikalne, to może się to okazać poważnym problemem. Ile w Polsce mamy szpitali zakaźnych, które byłyby w stanie przyjąć chorych, i lekarzy przygotowanych, aby leczyć tego typu rzadkie choroby…? Niestety, nikt, rzucając słowa i deklaracje, nie zastanawia się, jak podołać tym problemom. Państwo polskie jest nieprzygotowane na przyjęcie uchodźców pod każdym względem. Nie mamy ani lokali mieszkalnych, ani środków na opiekę socjalną, ani też możliwości leczenia tych osób. Jedyne, co możemy im zaoferować, to ośrodki dla uchodźców, także w ograniczonym wymiarze. Pytanie tylko, co później, gdzie i jak rozmieścić tych ludzi w środowisku. Budowanie bloków dla uchodźców stworzy getta, które – jak pokazują doświadczenia Niemiec czy Francji – będą poza jurysdykcją naszego prawa. Tam będzie obowiązywało prawo z obszarów, z których ci ludzie się wywodzą, głównie prawo muzułmańskie. Tyle że o tym też nikt nie mówi.
Jak zatem możemy pomóc tym ludziom w sposób odpowiedzialny?
– Zwłaszcza w kampanii wyborczej mamy emocjonalne wypowiedzi polityków co do gotowości przyjęcia ludzi, którzy są w potrzebie. To zachowania nieodpowiedzialne i nic innego jak gra na emocjach, ale władza nie powinna się kierować emocjami, tylko racjonalnie podejmować decyzje. Rządzenie państwem to nie kampania wyborcza, ale rozwiązywanie codziennych problemów. Jeśli chcemy odpowiedzialnie pomóc tym ludziom, to pomagajmy im na miejscu w regionach, skąd pochodzą, aby nie musieli uciekać przed wojną. To jedyne racjonalne podejście. Tam możemy wysyłać lekarzy, żywność oraz wszelką inną pomoc, co będzie bardziej skuteczne i co więcej, nie będzie rodzić konfliktów na nowych obszarach. Koszty utrzymania tych ludzi w Afryce czy w Azji są kilkakrotnie mniejsze niż koszty finansowe związane z ich przyjęciem tu, na miejscu, nie mówiąc już o kosztach społecznych.