• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Merkel przesądziła o budowie Nord Stream II

Piątek, 23 października 2015 (11:08)

Podczas wtorkowej debaty 8 liderów partii politycznych startujących w wyborach parlamentarnych dosyć niespodziewanie premier Ewa Kopacz oświadczyła, że inwestycja Nord Stream II nie będzie realizowana.

Tę myśl „twórczo” rozwinął na jednym z portali społecznościowych były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który napisał wprost, że „jeżeli Platforma wygra wybory, to Nord Streamu II nie będzie, a jak wygra Prawo i Sprawiedliwość, to jednak będzie”.

Rozumiem, że czołowi politycy Platformy mogą być w rozpaczy, bo notowania tej partii szczególnie po „udanych występach” premier Kopacz w przedwyborczych debatach spadną poniżej 20 proc., ale żeby aż tak kłamać, to naprawdę trzeba mieć tupet.

Przypomnę tylko, bo niedawno o tym pisałem, w Parlamencie Europejskim odbyła się debata o budowie dwóch nowych nitek gazociągu pod nazwą Nord Stream II i okazało się, że była ona robieniem dobrej miny do złej gry.

Debata została umieszczona w porządku obrad na wniosek największej frakcji w PE, Europejskiej Partii Ludowej (EPL), do której należą europosłowie Platformy, PSL i frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR), do której należą posłowie Prawa i Sprawiedliwości.

Wprawdzie debacie nadano tytuł „Podwojenie przepustowości Gazociągu Północnego i skutki dla unii energetycznej i bezpieczeństwa dostaw” sugerujący, że nie mamy do czynienia z jakimś wyjątkowo niekorzystnym dla UE przedsięwzięciem, ale zdecydowana większość europosłów bardzo krytycznie mówiła o tej inwestycji.

Tak naprawdę z tego zgodnego chóru krytyków wyłamał się tylko przedstawiciel frakcji, w której dominującą siłą jest Front Niepodległościowy Marie Le Pen, znanej z prorosyjskich sympatii.

Okazuje się jednak, że przed tą wieczorną debatą na spotkaniu posłów frakcji EPL w PE, na którym głównym gościem była kanclerz Niemiec Angela Merkel, polscy europosłowie z Platformy pytali o stanowisko jej rządu w sprawie nowego gazociągu, wyrażając przy tym głębokie zaniepokojenie tym politycznym projektem.

Merkel zbyła to pytanie, odpowiadając krótko, „że to czysto komercyjne przedsięwzięcie i najważniejsze, że dodatkowy gaz będzie płynął do Europy w wyniku jego realizacji”.

Z tej odpowiedzi wynika jasno, że niemiecki rząd popiera ten projekt i nie zrobi nic na unijnym forum, co mogłoby mu zaszkodzić, wręcz przeciwnie – będzie się starać, aby całe przedsięwzięcie nie zostało zablokowane przez unijne prawodawstwo.

Przebieg wspomnianej debaty i wypowiedź komisarza ds. klimatu i energii Miguel Canete dawały nadzieję, że Komisja Europejska podejmie jednak działania blokujące inwestycję Nord Stream II, a przynajmniej przypilnuje, żeby unijne prawo w zakresie ochrony środowiska, zamówień publicznych, wreszcie przepisy tzw. III pakietu energetycznego miały zastosowanie do tej przecież przede wszystkim rosyjskiej inwestycji.

Ale skoro w tym przedsięwzięciu uczestniczą aż dwa duże niemieckie koncerny E.ON i BASF i dzieje się to za wiedzą i zgodą niemieckiego rządu, to trudno sobie wyobrazić, aby te firmy wyrzucały pieniądze w błoto.

Unijne przepisy przepisami, ale skoro ta inwestycja jest dobra dla Niemiec, choć niedobra dla krajów nadbałtyckich, Polski, Słowacji i stowarzyszonej z UE Ukrainy, to zdaniem Merkel, musi być po prostu zrealizowana.

Premier Kopacz zapewne zna odpowiedź niemieckiej kanclerz na pytanie zadane przez europosłów z jej partii, zapewne także z raportów polskich służb wie, jak bardzo zaawansowane są przygotowania Rosjan i Niemców do realizacji tej inwestycji, a jednak tylko i wyłącznie na użytek kampanii wyborczej publicznie twierdzi, że ją zablokuje.

Tonący brzytwy się chwyta.

Dr Zbigniew Kuźmiuk