Platforma oszukała nie tylko górników
Czwartek, 22 października 2015 (20:02)Z Dominikiem Kolorzem, przewodniczącym Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Co sprawiło, że mniej, niż zapowiadano, górników i solidaryzujących się z Wami przedstawicieli innych branż dotarło na dzisiejszy protest w Warszawie?
– Taki był plan. Od samego początku mówiliśmy, że musimy być sprytniejsi od PR-owców Platformy Obywatelskiej. Powiedzmy to otwarcie, że atmosfera na Śląsku wśród górników, ale nie tylko, jest tak napięta, że większa grupa osób wsparta dodatkowo prowokatorami mogłaby spowodować, że demonstracja wymknęłaby się spod kontroli. Znowu w prorządowych mediach przedstawiano by nas jako chamów, którzy nic nie robią, biorąc pieniądze podatników, przyjechali i znów, paląc opony, utrudniali życie mieszkańcom Warszawy. Nie chcieliśmy zatem dać argumentów ustępującej władzy. Mając to wszystko na uwadze, w ubiegły piątek zapadła decyzja, że na happening do Warszawy uda się tylko około sześciuset osób. Myślę, że tym ruchem zaskoczyliśmy wszystkich, ale tak miało być.
Platforma jest zdziwiona i nie bardzo wie, czemu miał służyć ten dzisiejszy protest, a w wypowiedziach polityków tej formacji przewijały się opnie, że macie pracę, wypłaty na czas, ponadto jako związkowcy utrzymujecie się z etatów. Wygląda na to, że do Warszawy przyjechaliście w celach rekreacyjnych…?
– To nie prawda. Ludzie, którzy jeszcze parę dni będą sprawować władzę w Polsce, są zdolni tylko do kłamstw, oszustw i manipulacji. Nie zrobili nic dla polskiego górnictwa i zarzekanie się przed kamerami premier Kopacz nie zmieni faktów. Dlatego do Warszawy przyjechaliśmy pokazać, że Platforma, nie dotrzymując porozumienia z 17 stycznia, oszukała nie tylko górników i Ślązaków, ale wszystkich Polaków. Złożenie w trumnie atrybutów tej władzy w postaci ośmiorniczek, taśm prawdy, drogich cygar czy „taniego” wina za pięćset złotych butelka, a wcześniej pozostawienie przed Urzędem Rady Ministrów wierzby z gruszkami symbolizującej niespełnione obietnice tej formacji politycznej, to wszystko ma swój wymiar. Oczywiście można się spodziewać, że większość mediów stworzy inny, rozbieżny z rzeczywistością, własny przekaz, że górników było mniej, bo uwierzyli w zapewnienia premier Ewy Kopacz. Ale nic z tych rzeczy, bo wszystko od początku do końca było zaplanowane w taki, a nie inny sposób i zostało w mojej ocenie wykonane bardzo dobrze.
Czy organizowanie protestu na kilka dni przed wyborami ma sens?
– Oczywiście, że ma sens. Przecież jako Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy na początku października, kiedy stało się jasne, że porozumienie ze stycznia z tym rządem nie zostanie dotrzymane, zapowiedzieliśmy, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby zmienić partnera po drugiej stronie stołu. Nie wierzymy, żeby tych ludzi z koalicji PO – PSL, którzy kręcili, kombinowali, oszukiwali przez ostatnie osiem lat, stać było jeszcze na uczciwość. Z nieuczciwymi partnerami, mówiąc wprost – z szulerami do stołu się nie siada i koniec kropka.
Nie ukrywa Pan zatem, że był to protest przeciwko Platformie?
– Zdecydowanie tak. To był happening przeciwko Platformie, zarówno ten w Warszawie, jak i akcje propagandowe w stu miastach w Polsce uświadamiające społeczeństwo jak przez ostatnie osiem lat było oszukiwane.
A zarazem była to forma poparcia dla PiS?
– Nie mówiliśmy, na kogo głosować, za to wyraźnie wskazywaliśmy, na kogo nie głosować. Myślę, że Polacy są rozsądni i wiedzą, jakiego wyboru dokonać w niedzielę przy urnach – czy ponownie postawić na szulerów, czy może dać dobrą zmianę i pozwolić wykazać się innym.
Kadencja się kończy, rządy Platformy też, ale nierozwiązane problemy zostają. Nie obawia się Pan, że po wyborach ci, którzy zgotowali ten pasztet, umyją ręce, a spadkobiercą tego chaosu, zresztą nie tylko w górnictwie, będzie nowy rząd?
– Zgadzam się z panem, że w wielu dziedzinach życia panuje chaos, a górnictwo jest tym szczególnie gorącym kartoflem, jaki zostanie podrzucony przez Platformę nowemu rządowi. Natomiast radziłbym nowej władzy, która mam nadzieję obejmie po wyborach rządy w Polsce, aby odkryli karty, które koalicja PO – PSL skrzętnie ukrywa, i wskazali górnikom i wszystkim mieszkańcom Śląska imiennie, kto za ten bałagan jest odpowiedzialny. Chodzi także o przekręty i dile gospodarcze, które jestem pewien, że w spółkach węglowych miały miejsce.
Cisza i spokój, powaga, słowem – dzisiejsza manifestacja znacząco odbiegała od poprzednich, do których górnicy nas przyzwyczaili…
– Powtórzę jeszcze raz, że taki był plan. Nie chcieliśmy sprowokować, aby w piątek na czołówkach „Gazety Wyborczej” czy innych prorządowych mediów ukazały się zdjęcia górników wybijających szyby, palących opony itp., bo tym przysłużylibyśmy się Platformie. Owszem, chcieliśmy się im przysłużyć, ale w inny sposób, i myślę, że to się nam udało. Zresztą na ostatnim pożegnaniu odchodzącej w niebyt władzy, podobnie jak na każdym pogrzebie – niezależnie czyim – wypada zachować się stosownie do sytuacji. I właśnie taka intencja nam przyświecała.
Wspomniał Pan, że Warszawa nie była jedynym miejscem górniczego protestu, wybrzmiał on także w innych regionach kraju…
– To fakt, że w innych regionach Polski otrzymaliśmy wsparcie, ale była to akcja propagandowa. Związkowcy NSZZ „Solidarność” rozdawali ulotki, co dla górnictwa, ale także w innych obszarach, zrobiła Platforma przez osiem lat rządów. Rząd Platformy czy to pod przywództwem Donalda Tuska, czy Ewy Kopacz to ta sama władza, która oszukała Polaków i nie rokuje na przyszłość. Skoro sami nie chcą ustąpić, to trzeba im odebrać władzę, ale w demokratyczny sposób. Wybory to najlepsza okazja.
Prezydent Andrzej Duda powołał dziś Radę Dialogu Społecznego, która zastąpi komisję trójstronną. Jej pierwszym przewodniczącym został szef „Solidarności” Piotr Duda. Jakie nadzieje wiąże „Solidarność” z tą nową instytucją?
– Wiążemy duże nadzieje, bo za rządów koalicji PO – PSL dialog społeczny był tylko na papierze. Teraz stało się tak, jak proponowaliśmy jako związki zawodowe od lat. Przedtem mieliśmy platformę dialogu społecznego, a dzisiaj mamy nowe ramy dialogu społecznego wynikające z nowej ustawy o Radzie Dialogu Społecznego, które oznaczają dialog rządzących, pracodawców i pracowników, a nie dyktat władzy, gdzie strona społeczna ma pełnić rolę kwiatka do kożucha. Teraz partnerzy społeczni mają większe możliwości, ale jak ten dialog będzie rzeczywiście wyglądał, okaże się w praktyce. Na pewno część powołanej dzisiaj Rady Dialogu Społecznego – mam na myśli przedstawicieli obecnego rządu – w niedługim czasie się zmieni. I praktycznie RDS zacznie swoje prace w momencie, kiedy ukonstytuuje się nowy rząd.