• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

PO nie potrafi przegrać z godnością

Środa, 21 października 2015 (03:12)

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem PiS mijającej kadencji, sekretarzem stanu w kancelarii premiera Jarosława Kaczyńskiego, koordynującego prace służb specjalnych, prokuratorem z ponad 30-letnią praktyką, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami debata o Polsce. Eksperci wskazują na remis, a kto Pana zdaniem wygrał chyba najważniejsze starcie tej kampanii?

– Wygrały kompetencje, opanowanie, kultura i pewność tego, co się przekazuje – czyli Beata Szydło. Z drugiej strony widzieliśmy brak pewności, agresję, momentami brak kultury przejawiający się z próbami przeszkadzania i uniemożliwianie wypowiedzi, nie brakowało też złośliwych komentarzy, co się nie zdarza w tego typu debatach. To nie są cechy kogoś, kto kieruje i chce nadal kierować trzydziestoparomilionowym krajem. Jeśli zatem powierzać władzę, to komuś, kto ma jasne spojrzenie, potrafi ludziom prosto patrzeć w oczy i konsekwentnie, w sposób zdecydowany mówi o swoich zamierzeniach.

Czy mimo wszystko nie zabrakło Panu konkretów ze strony Beaty Szydło?

– Nie było czasu, żeby powiedzieć wszystko, ale i tak najważniejsze rzeczy wybrzmiały. Jeśli natomiast ktoś oczekiwał doprecyzowania, to mógł to usłyszeć podczas wystąpienia Beaty Szydło na Konwencji Programowej PiS we wrześniu w Katowicach, gdzie przedstawiła filary m.in. dla rolnictwa, biznesu, dla seniorów, a także pomocy dla polskich rodzin. Wtedy nie było ograniczeń czasowych, jeśli natomiast ktoś oczekiwał, że podczas debaty, w trakcie minuty czy dwóch przedstawi kompleksową reformę państwa w danej dziedzinie, to był w błędzie, bo to za krótki czas. Wystąpienie Beaty Szydło bazowało na prawdzie i to było widać. Przecież jeśli człowiek mówi o czymś, to widać, czy to płynie z serca i jest oparte na fundamencie prawdy, czy też nie. Słuchając słów Beaty Szydło, czułem wiarygodność jej samej i wypowiadanej przez nią słów.

A jakie odczucia towarzyszyły Panu podczas wypowiedzi Ewy Kopacz?

– Kiedy słuchałem i patrzyłem na premier Kopacz, to zauważyłem, że nawet jej spojrzenie jest rozbiegane. Beata Szydło mówiła do telewidzów, do Polaków, z kolei Ewa Kopacz nie patrzyła do kamery, jej postawa była niepewna. Widzieliśmy panią premier wijącą się, a więc krętactwo było widoczne zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz.

Ile w Ewie Kopacz było Ewy Kopacz, a ile Michała Kamińskiego?

– Od jakiegoś czasu widać, że premier Kopacz mówi tekstem Michała Kamińskiego, tyle tylko, że ma problemy z opanowaniem tego tekstu. Przecież była do tej debaty przygotowywana i miała odtworzyć tekst przygotowany przez Michała Kamińskiego, ale wrodzona emocjonalność brała górę i stąd były widoczne zakłócenia w przekazie. Zderzała się treść przygotowana i wyuczona z emocjami, co tylko potwierdza, że Ewa Kopacz nie jest politykiem samodzielnym. To, że szefowa Platformy nie jest politykiem samodzielnym, wiemy nie od dziś, ale w czasie wczorajszej debaty nawet nie potrafiła stworzyć wrażenia samodzielności, co było widać i słychać, kiedy myliła kolejność pytań i pod wpływem emocji przeskoczyła do zupełnie innej dziedziny. Zresztą zwracali na to uwagę dziennikarze prowadzący program. To wszystko sprawia, że nawet jeśli nad premier Kopacz pracują tzw. specjaliści od wizerunku, to mają trudności, bo materiał wyjściowy jest mało podatny, żeby nie powiedzieć oporny na obróbkę. Znajduje to swój wyraz w mowie ciała, w moim odczuciu w niewłaściwej gestykulacji, ale to tylko pokazuje wnętrze Ewy Kopacz, która taka właśnie jest i nie inaczej się zaprezentowała przed kamerami w starciu z Beatą Szydło.

W przekazie Ewy Kopacz stale obecne było straszenie prezesem Kaczyńskim i w ogóle rządami PiS. Nie obawia się Pan, że ta retoryka powtarzana z uporem maniaka od lat i tym razem – może nie w tym rozmiarze, co poprzednio, ale też może się sprawdzić?

– Po pierwsze, myślę, że ta metoda już się wypala, już przestaje działać. Jednak skoro w dalszym ciągu mamy do czynienia ze straszeniem opozycją, to oznacza, że Platforma nie ma się czym za bardzo pochwalić przed społeczeństwem. Premier Kopacz powinna też zdawać sobie sprawę, że jej zapewnienia o przyszłych reformach, o wsłuchiwaniu się w głos Polaków, po ośmiu latach lekceważenia społeczeństwa w ustach jej brzmi niewiarygodnie. Cóż zatem pozostaje… jedynie to, co również wczoraj podkreślała, że ma świadomość tego, że i tak nie wszyscy są w porządku, że każdy ma coś na sumieniu, ale w dalszym ciągu straszyła opozycją. Myślę jednak, że to zgrana płyta, że to straszenie już nie działa, bo tak jak dziecko, dorastając, przestaje się bać Baby Jagi, którą go straszono, tak samo wyborcy są coraz bardziej świadomi i nie dają się już wciągać w ten festiwal strachu. Myślę, że to, co Ewa Kopacz usiłuje narzucić poprzez tą złośliwą i nieprawdziwą narrację, już nie trafia do ludzi. Wiarygodność się ma dotąd, póki się jej nie utraci, jestem przekonany, że rząd PO – PSL i Ewa Kopacz tą wiarygodność utracili. Ludzie już nie kupią deklaracji rzucanych na prawo i lewo, że po wyborach rząd przystąpi do słuchania obywateli, że będzie realizował taki program, jakiego oczekują Polacy, podczas gdy jeszcze kilka miesięcy ci sami ludzie, którzy dziś chcą naprawiać Polskę, odrzucali wszystkie inicjatywy ustawodawcze, pod którymi się podpisało ponad sześć milionów Polaków dotyczące sześciolatków, wieku emerytalnego czy Lasów Państwowych. Ta ekipa nie słucha, nie słuchała i nigdy nie będzie słuchać tego, co mają do powiedzenia Polacy, a co za tym idzie – Ewa Kopacz i Platforma to ludzie niewiarygodni.      

Po debacie autokar, którym pod gmach TVP przyjechała Beata Szydło, był sprawdzany przez policję. Jak był powód?

– To przykład, że ta ekipa nawet nie potrafi przegrać z godnością. To nie pierwszy raz, przypomnę, że nie potrafił przegrać z godnością Bronisław Komorowski, nie potrafi też przegrać Ewa Kopacz. Te wszystkie działania najdobitniej świadczą, że premier Kopacz najwidoczniej czuła się przegrana w tej wczorajszej debacie, w związku z tym w emocjach, naprędce podejmowano działania, aby nawet na koniec jeszcze zaszkodzić. Akcja z autokarem, zresztą podobnie jak wszystkie inne działania Platformy, była nieudana, chybiona choćby z tego względu, że kierowca autokaru wbrew temu, co usiłowano dowieść, przestrzega przepisów, a zatem nie stwierdzono, aby interwencja była zasadna. Ten przykład pokazuje intencje i brak granic w tym, do czego posuwają się obecnie rządzący Polską. To z jednej strony wstyd, a z drugiej oznaka słabości, jeśli ktoś ucieka się do takich kroków.

Czy zatem w końcówce kampanii spodziewa się Pan nieczystej gry ze strony Platformy?  

– Po obozie rządzącym mogę się spodziewać wszystkiego, również niegodziwości. Boję się, że różne „rewelacje” mogą być trzymane w zanadrzu do ostatniej chwili i wpuszczane na scenę po to, aby przed ciszą wyborczą nie było możliwości wykazania nikczemności postawionych w ostatniej chwili zarzutów. Jestem jednak przekonany, że Polacy nie dadzą się zwieść, bo ludzie, którzy od ośmiu lat trzymają w swoich rękach stery władzy, są niewiarygodni.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki