• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Kopacz - polityk bez charyzmy

Wtorek, 20 października 2015 (20:04)

Z prof. dr hab. Krystyną Czubą, medioznawcą, etykiem, byłą senator oraz wykładowcą UKSW i WSKSiM w Toruniu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy wczorajsza debata Beaty Szydło i Ewy Kopacz tak nakręcana przez media spełniła oczekiwania wyborców?

– Myślę, że spełniła, ale tylko do pewnego stopnia. Przyjęta formuła sprawiła, że oglądaliśmy pewien schemat dziennikarski ustawiony w sposób statyczny. Trzy bloki tematyczne: sprawy gospodarcze i społeczne, polityka zagraniczna i obronność oraz ustrój państwa i polityka były dobrane dość dobrze, choć sposób, w jaki dziennikarze zadawali pytania, pozostawiał wiele do życzenia. W gronie trzech dziennikarzy zdecydowanie wyróżniała się Dorota Gawryluk, pozostali byli dość tendencyjni i na swoim stałym poziomie. To wszystko razem sprawiało, że przebieg debaty niekoniecznie mógł satysfakcjonować wyborców.  

Pojawiają się opinie, że była to debata uników i braku konkretów. Która z pań na tym dość bezbarwnym tle wypadła lepiej?

– Nie do końca tło tej debaty było nijakie, bo była okazja, aby coś interesującego przekazać wyborcom. Beata Szydło – można powiedzieć bizneswoman w spódnicy przypominała nieco prof. Glińskiego. I to było niezwykle cenne, bo nie była agresywna, ale spokojna, przygotowana, rzeczowa i pewna siebie. Taka postawa jest dobrze odbierana. Owszem są tacy, którzy w tego typu debatach szukają sensacji, ale chyba nie o to tu chodzi. Jeśli już, to u Beaty Szydło zabrakło mi jednego stwierdzenia, a mianowicie, że każda formacja popełnia błędy, czego przykładem w przypadku PiS była koalicja z LPR i Romanem Giertychem.

A w bloku dotyczącym polityki zagranicznej?

– W dobie zawirowań na scenie międzynarodowej, w obliczu trwających konfliktów konieczna jest rozwaga, mądrość i pewna wstrzemięźliwość. Beata Szydło rzeczywiście w sposób umiejętny przeszła przez ten blok i dobrze. Natomiast premier Kopacz, która z racji pełnionej funkcji, powinna mieć doświadczenie w sprawach międzynarodowych, wcale tego nie pokazała, mało tego – kolejny raz „błysnęła” umiejętnością manipulacji i agresją wymierzoną w PiS. Wypowiedzi w tym kontekście były wcześniej przygotowane i choć starała się ukryć tę wrogość czy niechęć do PiS, to mimo kamuflażu zresztą dość słabego było to widać. Szkoda, bo jeśli człowiek jest autentyczny, to lepiej jest odbierany przez innych, choć z drugiej strony nie szkoda, że premier Kopacz już odchodzi.      

Ewa Kopacz starała się pokazać jako bardziej zdecydowana, ale czy nie okazało się, że zamiast tej pewności siebie więcej było napastliwości?

– Patrząc na premier Kopacz, można było odnieść wrażenie, że wykonuje czyjeś dyspozycje. Zresztą, co tu ukrywać, taką ją znamy, to oznacza, że była i do końca pozostaje dyspozycyjna. U Ewy Kopacz wybijają się dwie cechy: ambicja i dyspozycyjność. Inną sprawą jest to, co mówiła i co robiła, co rozmija się z rzeczywistością, czyli z prawdą.

Czy rozedrganej i histerycznej Ewie Kopacz udało się odwrócić tzw. wektor obciachu i przyciągnąć na stronę Platformy głosy niezdecydowanych wyborców?

– Ewa Kopacz ani intelektualnie, ani komunikacyjnie nie jest w stanie przekonać nieprzekonanych. Nie ma bowiem cech osobowościowych, które predestynowałyby ją do tak wysokich stanowisk czy urzędów, jakie przypadły jej w udziale. W jej przypadku ambicja przerasta możliwości intelektualne, a także możliwości jako człowieka. Dyspozycyjność to niekoniecznie dobra cecha dla polityka, tym bardziej przywódcy.

Jak wizerunkowo wypadły obie kandydatki?

– Wizerunkowo przewaga była po stronie Beaty Szydło, która pokazała się jako polityk rzeczowy, konkretny, a jednocześnie bardzo kobieco. W jej postawie przebijała się troska o sprawy ważne, a jednocześnie zrobiła bardzo dobre wrażenie. Natomiast Ewa Kopacz była zresztą jak zawsze bardzo spięta, a to, co mówiła nie wskazywało, że wyraża swoje przekonania, ale wygłasza manifesty, które mają ją utrzymać na fali. Wyglądało to napastliwie, ale z drugiej strony świadczyło o bezradności. W zachowaniu premier Kopacz nie znajduję nic, co mogłoby ją bronić.

Przed nami kolejna dzisiejsza debata wszystkich liderów ośmiu komitetów. Czy jest sens robienia dwóch debat?

– W moim przekonaniu, nie ma sensu. Owszem są ludzie, którzy chcą widzieć wszystkich liderów w bezpośrednim starciu. Są także liderzy, którzy chcą zrobić zamieszanie i tym sposobem zyskać głosy wyborców. Możemy się zatem spodziewać pokazu Korwina Mikke czy Pawła Kukiza, ale nie sądzę, żeby spektakl, jaki by on nie był, ubogacił czy poszerzył wiedzę wyborców o tym, co rzeczywiście jest ważne i potrzebne Polsce i Polakom, a poszczególnym ugrupowaniom przysporzył poparcia. Możemy mieć zatem debatę połączoną z festiwalem obietnic.

Komu ta dzisiejsza debata jest bardziej na rękę?

– Przede wszystkim jest na rękę tym, którzy chcą zmniejszyć poparcie dla PiS. Stawką jest także samodzielne rządzenie PiS i wszyscy będą zabiegali, aby tak się nie stało. Mniejsze ugrupowania liczą na każdy głos i chcą przekonać wyborców, że oni są inni niż te duże partie, że warto im zaufać.

Ale gra nie idzie chyba o zbyt dużą liczbę punktów procentowych?

– Chodzi oczywiście o małą liczbę głosów, ale jak wspomniałam, mniejszym ugrupowaniom zależy na każdym głosie i liczą, że potknięcie liderów najważniejszych ugrupowań przełoży się na poparcie dla nich.

Jaka jest hierarchia niedzielnych wyborów?

– W mojej ocenie są to najważniejsze wybory od 1989 r. Mogą wskazać kierunek, w jakim Polska powinna zmierzać, że Polska może być inna lepsza niż jest dzisiaj, ale do tego trzeba dobrej zmiany.

Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki