• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Udawana obrona kraju

Niedziela, 18 października 2015 (20:11)

Z prof. Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem obrony narodowej, rozmawia Rafał Stefaniuk.

W przyszłym tygodniu do akceptacji ministra obrony Tomasza Siemoniaka ma trafić plan powstania paramilitarnej Gwardii Krajowej, która w razie wojny ma walczyć razem z żołnierzami. Pana idea zaczyna nabierać kształtu?

– To nie jest to, o co zabiegam. To, co można było wywnioskować z publikacji medialnych, to zamiarem ministerstwa jest stworzenie formacji pomocniczej, która będzie udawała obronę terytorialną. Przypomnę, że obrona terytorialna to ma być to normalne wojsko. To co planuje się powołać, to jest ochotnicza straż pożarna, która wspiera straż państwową. To jest nieporozumienie.

Twierdzi Pan, że jest to rozwiązanie dalekie od Pana ideału?

– Tu kluczem nie jest ideał, tylko standard. A standard jest taki, że walką z wrogiem ma się zajmować żołnierz. Jak wiemy, żołnierz to jest pewien ściśle określony status. Nosi mundur, jest pod bronią, ma przełożonego, wykonuje jego rozkazy i tworzy formację, która realizuje zadania niezbędne do obrony kraju. Oczywiście cieszyć się należy z tego, że powstaje formacja pomocnicza, ale to w niczym nie zmienia tego, co już jest. Na dzień dzisiejszy ludzie już sami się organizują i ćwiczą. Pozytyw tego jest taki, że patronat nad tym obierze MON, a więc może pojawią się odpowiednie środki. Gdy patrzymy na to z perspektywy naszej obronności,  to jest to maleństwo, które nie wpłynie na stan naszego bezpieczeństwa.  

A co stoi za popularnością organizacji paramilitarnych?

– Pragnieniem każdego patrioty jest służba i obrona Ojczyzny. Skoro państwo nie gwarantuje bezpieczeństwa, to nic dziwnego, że ludzie sami szukają rozwiązań. Obecne grupy paramilitarne są inicjatywą obywatelską, a to musi mieć wymiar państwowy. To musi być ujęte w karby dyscypliny wojskowej. Obywatel nie może być formacją pomocniczą. Obywatel nie jest kimś, kto pomaga jeżdżącym czołgami. Zadania obrony terytorialnej są inne niż te przypisane ludziom jeżdżącym czołgami czy latającym samolotami. Jak długo nie zrozumie tego ministerstwo, tak długo nie stworzymy tego systemu.

Gwardia Krajowa to odpowiednia nazwa?

– Wbrew pozorom nazwy bardzo dużo znaczą, a już zwłaszcza w naszej sytuacji. Polska ma specyficzną historię. W historii wojska polskiego nigdy nie było gwardii. Te znane są np. w Rosji, gdzie była m.in. Gwardyjska Dywizja. Idąc tym wzorem, kiedy komuniści tworzyli organizację zbrojną w warunkach konspiracji, nazwali to Gwardią Ludową. Wolna Polska miała Armię Krajową. Nagle powstała Gwardia Krajowa. Połączenie AK z GL. Nie, to brzmi dziwnie.

Skoro Gwardia Krajowa nie wpłynie realnie na nasze bezpieczeństwo, to rozumiem, że jej deklarowana przez ministerstwo wielkość na poziomie 300 tys. jest przesadzona.   

– Nie wiem, na jakiej podstawie zdecydowano się na tę liczbę. 300 tys. to jest bardzo dużo. A skoro jest to ochotnicza i społeczna formacja, to tym bardziej wydaje się to nieracjonalne. Co innego, jeśli sięgnęlibyśmy do ludzi, którzy mają być żołnierzami i operują w ramach rygoru wojskowego. Wojsko stawia pewne wymogi. W stosunku do struktury społecznej część z oczekiwań i wymogów znika. I jaki to przyniesie efekt? Mówiąc wprost, nie rozumiem tego posunięcia. Chyba że ten ruch ma być odpowiedzią na postulat budowy obrony terytorialnej, wykonanym przed finałem kampanii wyborczej.

Z doświadczeń jakiego kraju moglibyśmy czerpać w budowie obrony terytorialnej?

– Zanim poszukamy innych wzorów, odpowiedzmy sobie na pytanie, jak wyglądają nasze potrzeby i czy wiemy, co trzeba zrobić, aby je zaspokoić. Musimy dokonać tego w odniesieniu do naszych doświadczeń. W II Rzeczypospolitej obok wojsk operacyjnych była obrona narodowa, a więc siły terytorialne. Podstawową rzeczą, na którą zwracam uwagę, jest przygotowanie potencjału państwa, który będzie w wystarczający sposób odstraszać nieprzyjaciela i zniechęcać go do ataku na nas. Uważam, że podstawowym elementem odstraszania musi być właśnie obrona terytorialna jako zdolność do obrony całego terytorium państwa. Obecnie broną nas tylko kilka brygad, które i tak operują na wybranych kierunkach natarcia wroga. To zmienia istotę problemu. Ja się nie zastanawiam, według czyich wzorów będziemy walczyć, a zastanawiam się nad tym, jak się przygotować, żebyśmy byli na tyle mocni, abyśmy nie musieli walczyć.  

Dziękuję za rozmowę.     

Rafał Stefaniuk